23.09.2023, 01:53 ✶
– Bardzo chętnie spełnię tę prośbę – zapewniła, omal znowu nie wybuchając śmiechem. Bo zaiste, nie chciała tam iść. Z wielu powodów. Erik chyba też zdawał sobie z tego sprawę, skoro nie próbował skorzystać z chwytu poniżej pasa czyli „Proszę, Brenna, chodź tam ze mną”. – Bardzo się staram, żeby nie dowiedziała się o niczym, co może ją zdenerwować – zapewniła.
Skrzywiła się mimowolnie, kiedy wspomniał o Borginie. Znowu.
– Bardzo straszne, że ktoś nie ma ochoty się za nim uganiać – mruknęła tylko. Nie, nigdy nie brała zachowań Anthony’ego na poważnie. A nawet gdyby, nie wątpiła, że już dawno się pocieszył. Przesunęła się nieco, kiedy oddał jej poduszkę, chociaż po prawdzie w tej chwili pożałowała trochę, że jednak nie walnęła go książką. Nie chciała być jeszcze bardziej wytrącona z równowagi.
Musiała dokończyć ten list do Victorii i przy okazji spytać, jak poszło im u klątwołamaczki.
– Nie nakrzyczę. Zniszczę go nie podnosząc głosu – obiecała. – I pewnie, znikaj stąd lepiej, zanim wpadniesz na niego w drzwiach.
Bo wtedy naprawdę mogłaby podjąć się w końcu próby morderstwa. Nie była jeszcze pewna na kim, może ostatecznie skończyłoby się na samobójstwie, ale istniała całkiem duża szansa, że ktoś by tego nie przeżył, gdyby we troje znaleźli się w jednym pokoju.
– Mhm – podsumowała tylko to „dbaj o siebie”, zanim zwyczajnie znów skuliła się na łóżku. Dbanie o siebie było w tych czasach cholernie skomplikowane. I ogólnie, od tego przeklętego święta, nic nie było proste – z bardzo wielu różnych powodów.
Po chwili sięgnęła po pergamin.
Miała liścik do brata do napisania.
Skrzywiła się mimowolnie, kiedy wspomniał o Borginie. Znowu.
– Bardzo straszne, że ktoś nie ma ochoty się za nim uganiać – mruknęła tylko. Nie, nigdy nie brała zachowań Anthony’ego na poważnie. A nawet gdyby, nie wątpiła, że już dawno się pocieszył. Przesunęła się nieco, kiedy oddał jej poduszkę, chociaż po prawdzie w tej chwili pożałowała trochę, że jednak nie walnęła go książką. Nie chciała być jeszcze bardziej wytrącona z równowagi.
Musiała dokończyć ten list do Victorii i przy okazji spytać, jak poszło im u klątwołamaczki.
– Nie nakrzyczę. Zniszczę go nie podnosząc głosu – obiecała. – I pewnie, znikaj stąd lepiej, zanim wpadniesz na niego w drzwiach.
Bo wtedy naprawdę mogłaby podjąć się w końcu próby morderstwa. Nie była jeszcze pewna na kim, może ostatecznie skończyłoby się na samobójstwie, ale istniała całkiem duża szansa, że ktoś by tego nie przeżył, gdyby we troje znaleźli się w jednym pokoju.
– Mhm – podsumowała tylko to „dbaj o siebie”, zanim zwyczajnie znów skuliła się na łóżku. Dbanie o siebie było w tych czasach cholernie skomplikowane. I ogólnie, od tego przeklętego święta, nic nie było proste – z bardzo wielu różnych powodów.
Po chwili sięgnęła po pergamin.
Miała liścik do brata do napisania.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.