Kiedy kolejne dziecko przecisnęło się przez inne, żeby wymusić pierwszeństwo w kolejce bycia podrzuconym do góry, Flynn uznał, że to miejsce nie było takie złe, jak pierwotnie myślał. Okej, gdyby gdzieś miał zagryźć go wampir, to pewnie stałoby się to tutaj, ale skoro wciąż mieszkały tu wesołe i chętne do zabawy dzieciaki, to przecież nie mogło tu być aż tak źle, co nie? Hop do góry, raz i dwa, a potem... dzieciak zaczął się wyrywać. Edge postawił go na ziemi od razu kiedy wyczuł opór, bo przecież nie chciał nigdy zrobić im krzywdy, po prostu (na ich własne życzenie) majtał nimi jak workiem ziemniaków...
Uciekały w popłochu, okej. To był ten moment, w którym odwracasz się do tyłu, żeby zobaczyć, kto stoi za twoimi plecami. Spodziewał się tam wielu osób, w tych ułamkach sekund przeznaczonych na obrót nabrał nawet tyle rozumu, żeby zacisnąć pięść, chcąc przygotować się do rzucenia jakiejś inkantacji, a potem...
Nikt mu w to nie uwierzy. Jeżeli to przeżyje i nie zabiorą go gdzieś, to jakaś Arya zszywając mu brew, pewnie go wyśmieje mówiąc, że to najgorsza historia, jaką wymyślił aby ukryć to jak się znowu spił i przewrócił na chodnik. Magiczny policjant, o którym ostatnio pierdolili w Proroku tak dużo, jakby z całą tą grupą pojebów ukradli w księżyc, zdzielił go w mordę tak mocno, że Edge nie zdążył nawet stęknąć, ani zapytać „czemu”, po prostu zatańczył pijacki piruet i upadł na ziemię, nie mogąc zebrać żadnej sensownej myśli, ani jakichkolwiek sił na utrzymanie równowagi. Jego bandycka przeszłość musiała go kiedyś dopaść, ale że tutaj? Przez kilka sekund leżał nieruchomo z zamkniętymi oczami. Potem drgnął kilka razy, otworzył oczy i nawet spróbował się podnieść, ale rzeczywistość szybko sprowadziła go do pozycji leżącej.
- Kur... awrgh... - wyjęczał inteligentnie, zataczając się po ziemi. Szumiało mu w uszach tak mocno, że nawet jeżeli Bulstrode coś dodał, przez pierwszych kilka sekund Edge nie był w stanie usłyszeć jego głosu. Z płytkich kieszeni skórzanych spodni wypadła mu paczka cukierków, poza tym nie miał przy sobie absolutnie nic. Nic oprócz chęci rozszarpania tego durnego Aurora na strzępy. Just you wait. Ale to były tylko żałosne myśli na zasadzie: ty kurwo, kiedy tylko przestaniesz być taki rozmyty...
Uciekały w popłochu, okej. To był ten moment, w którym odwracasz się do tyłu, żeby zobaczyć, kto stoi za twoimi plecami. Spodziewał się tam wielu osób, w tych ułamkach sekund przeznaczonych na obrót nabrał nawet tyle rozumu, żeby zacisnąć pięść, chcąc przygotować się do rzucenia jakiejś inkantacji, a potem...
Nikt mu w to nie uwierzy. Jeżeli to przeżyje i nie zabiorą go gdzieś, to jakaś Arya zszywając mu brew, pewnie go wyśmieje mówiąc, że to najgorsza historia, jaką wymyślił aby ukryć to jak się znowu spił i przewrócił na chodnik. Magiczny policjant, o którym ostatnio pierdolili w Proroku tak dużo, jakby z całą tą grupą pojebów ukradli w księżyc, zdzielił go w mordę tak mocno, że Edge nie zdążył nawet stęknąć, ani zapytać „czemu”, po prostu zatańczył pijacki piruet i upadł na ziemię, nie mogąc zebrać żadnej sensownej myśli, ani jakichkolwiek sił na utrzymanie równowagi. Jego bandycka przeszłość musiała go kiedyś dopaść, ale że tutaj? Przez kilka sekund leżał nieruchomo z zamkniętymi oczami. Potem drgnął kilka razy, otworzył oczy i nawet spróbował się podnieść, ale rzeczywistość szybko sprowadziła go do pozycji leżącej.
- Kur... awrgh... - wyjęczał inteligentnie, zataczając się po ziemi. Szumiało mu w uszach tak mocno, że nawet jeżeli Bulstrode coś dodał, przez pierwszych kilka sekund Edge nie był w stanie usłyszeć jego głosu. Z płytkich kieszeni skórzanych spodni wypadła mu paczka cukierków, poza tym nie miał przy sobie absolutnie nic. Nic oprócz chęci rozszarpania tego durnego Aurora na strzępy. Just you wait. Ale to były tylko żałosne myśli na zasadzie: ty kurwo, kiedy tylko przestaniesz być taki rozmyty...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.