Próbowała na początku skupić się na samej rozmowie z Theonem, ale stawało się to z każdą kolejną chwilą coraz cięższe. Wstyd też było przed swoim własnym ojcem pokazywać się w takim stanie. Język jej się plątał, lekko odrętwiały. Trochę była wdzięczna, że jej przyszły narzeczony odebrał jej z dłoni kieliszek. Nie była pewna czyja to była wina, ale czuła się jak pod wpływem jakiegoś dziwnego czaru. Na pewno nie było to upojenie alkoholowe, bo do tego trzeba byłoby wlewać w nią hektolitry napojów wieloprocentowych.
Zbliżające się do nich osoby były z początku lekko rozmyte, jakby niewyraźne. Anne potrzebowała chwili, żeby zrozumieć, że: a) przyszedł do nich Logan z partnerką w naprawdę prześlicznej sukience, ale... mało pasującej do charakteru przyjęcia, b) jej ojciec jak i ojciec Yaxleya również się przy nich pojawił rzucając naprawdę dziwne komentarze. Czy wszyscy mężczyźni tacy byli?
Trzymała się mocno ramienia Theona, coby przypadkiem nie mieć bliskiego spotkania z podłogą powoli odczuwając zelżenie efektu wina. Wzięła głęboki wdech, potem wydech, znowu wdech i wydech. Lekki uśmiech na twarz, skrzyżowanie nóg i naciągnięcie nieco bardziej marynarki na ramiona. Była za duża, przez co faktycznie chwilami potrafiła zsunąć się jej z ramion.
- Zgadza się. Séraphine Anne Leroux. Tatko nie pozwoliłby mi przybyć tu samej, nawet jakbym groziła mu zamianą go w żabę - nie kryła się ze swoimi myślami i spoglądała na ojca z ukosa, który chyba wyczuł w jej słowach widoczne niezadowolenie, nawet jeśli nie bylo ono słyszalne. Wyciągnęła trochę bardziej swój uśmiech do góry i puszczając ramię narzeczonego (jak to paskudnie brzmi), podeszła do imienniczki.
- Bardzo miło mi Ciebie poznać - obrzuciła ją szybkim spojrzeniem wzdychając głęboko - Wyglądasz ślicznie, choć zakładam że może być Ci zimno. Ja nie muszę brać udziału w polowaniu, ale Ty powinnaś. Jeśli będziesz chciała... możemy wymienić się ubraniami - skinęła kilka razy głową jakby jej pomysł był właśnie jendym z najlepszych na jakie mogła wpaść.
Po chwili przerzuciła spojrzenie niebieskich oczu na Logana. Aż dziwnie był spokojny po ich ostatnim spotkaniu. Może tak jak Theon zasięgnął rozumu i postanowił odciąć grubą linią przeszłość i nie wnikać w stare sprawy? Nie była do końca przekonana, ale wolała nie igrać na ten moment z losem. Jeszcze złe wrażenie wywrze na przyszłym teściu, a to dopiero będzie złe.
- Och, zapamiętałeś. Jak miło, Loganie - uśmiechnęła się słodko i pogładziła go po ramieniu unosząc podbródek dumnie - Jestem ciekawa Twoich umiejętności w polowaniu. Ale to po śniadaniu się sama przekonam - i porozmawiam z Tobą w cztery oczy, cobyś przypadkiem nie zachował się jak kretyn i nie psuł planów mojgo taty. Nawet jeśli nie zgadzała się ze zdaniem ojca, tak chciała je uszanować i robić wszystko, żeby było po jego myśli. Borgin był kimś, kto mógłby powiedzieć o kilka słów za dużo. Może faktycznie wypadało go już wcześniej postraszyć różdżką, albo czymś innym, to by oddał artefakt i jednocześnie zamknąłby swoje słodkie usta. Teraz trochę tego żałowała.
Pozwoliła sobie rozejrzeć się jeszcze i przyjrzeć się pozostałym gościom, którzy zbierali się w salonie. Na dłuższy moment zatrzymała spojrzenie na Lorettcie, która miała długą burgundową suknię. Według Anne była kolejną osobą, która ubrała się nieodpowiednio do sytuacji, ale nie mogła powiedzieć, że wyglądała źle.
Rene Leroux w tym czasie skinął do Logana podnosząc swój kieliszek z brandy. Cieszył się, że tyle osób go rozpoznawało, ale najbardziej cieszył się z udanego układu. Mimo ostrych słów z ust swojej córki. Zamieszał alkoholem w szklance i wziął łyka, co by nie odpowiedzieć równie kąśliwie. Jego córka już nie raz pokazała pazurki, ale twierdził, że mogłaby sobie dzisiaj odpuścić.
- Mam nadzieję, Loganie Borgin, że w niedalekiej przyszłości uda nam się jakoś siąść do rozmowy biznesowej. Wiele słyszałem o Twojej firmie i bardzo mnie fascynuje to czym się zajmujesz - pstryknął palcami - Nawet muszę Ci powiedzieć, że moja ukochana córeczka Seraphine Anne jest zainteresowana takimi rzeczami i zwierzętami magicznymi. Może wymienicie się doświadczeniem - jakby tego tej dwójce brakowało.
- Och, Gerardzie, już nie zaprzątajmy panience głowy. Wyglądasz zjawiskowo, dziecko. Pamiętam jak dziś, gdy moja ukochana małżonka ubrała się w zwiewną sukieneczkę, pantofelki i kapelusik na spacer po górach, by znaleźć najlepsze pole do uprawy wina. Niejednokrotnie musiałem wyciągać ją z dziury, a potem nosiłem na barana, bo przecież miała tak już zniszczone buty, że nie mogła iść! Ale nadal wyglądała przepięknie! - roześmiał się ciepło klepiąc mężczyznę po ramieniu i spojrzał na Theona oraz swoją córkę.
- Widzę, że już niedługo będziemy siadać. Przywitajmy się z resztą i chyba będzie idealnie wszystko gotowe - oznajmił i przyuważył, jak Anne przewraca oczami. Och, on już z nią sobie porozmawia później. Po całym przyjęciu. Zrobi jej podsumowanie godne ojca.
Blondynka wypuściła powoli powietrze przez usta i znów łapiąc Theona pod ramię, obdażając go również łagodnym, delikatnym uśmiechem nakazała mu drobnym gestem ręki pochylić się. Przecież był tak wysoki, że Leroux ledwo sięgała mu do barku. Jak nie do połowy ramienia. Gdy ten zdecydował się schylić, o ile to zrobił, kobieta wyszeptała mu prośbę, by posłuchali się taty i poszli przywitać się z resztą nim zasiądą do stołu. Miała nadzieję, że pozwoli to organizatorom na dokończenie przygotowań do posiłku.
Poprowadziła pozostałych do grupki osób, Geraldine, Loretty, Atreusa, Leandera, Eden, Theseus i Elaine. Teraz już chyba wszyscy byli w komplecie? No chyba, że ktoś miał zamiar przyjść na ostatnią chwilę. Ale o ile jej wiadomo, nawet jej własny brat nie miał za bardzo czasu. O ile po prostu nie chciał zrobić jej niespodzianki. Na brak siostry bliźniaczki była trochę zawiedziona, ale nie mogła jej winić. Miała swoje własne sprawy na głowie. Wystarczyło, że była przy niej w sercu.
- Skoro już tu jesteśmy wszyscy, to cieszę się, że mogę was widzieć, poznać i mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić na przyjęciu Geraldine i Theona. To dla nas... bardzo ważne - zaznaczyła chcąc wyjść na jak najbardziej miłą i uprzejmą osobę. Co mogłoby być dla niektórych zdziwieniem, bo widzieli ją z zupełnie innym obliczem na twarzy - Drogie Panie, wyglądacie prześlicznie. Mam nadzieję, że Panowie nie będą dawać nam for i pozwolą się wykazać podczas polowania - oznajmiła śmiejąc się cicho przy tym. Jej wzrok trochę dłużej zatrzymał się na Lorettcie, która w porównaniu do Seraphiny miała bardziej odsłaniającą sukienkę, niż bufiastą. Blondynka podeszła do niej i zdjęła ze swoich ramion marynarkę, nakładając ją na dziewczynę. Sama pozostała teraz w czarnym, zdobionym złotymi elementami gorsecie i w czarnych, eleganckich spodniach. Na stopy zalożone miała zabudowane, wysokie buty typu kozaki w kolorze krwistej czerwieni.
- Powinno Ci być teraz cieplej. Poranki w lesie mogą być zaskakująco mroźne - powiedziała i wróciła do Theona uśmiechając się do niego łagodnie. Jakby ta maska nie schodziła jej z twarzy tego wieczora. Zadziwiające.
- Kogo my tu mamy... Po rysach twarzy i uśmiechu rozpoznaje Geraldine, prawda? - spojrzala na siostrę swojego narzeczonego, po czym przeskoczyła wzrokiem na kolejną osobę - Moja kochana kuzyneczka, Elaine - zachichotała i spojrzała na resztę, nie rozpoznając za bardzo już kto jest kto. Ale miała podstępny plan!
- Theon... może przedstawisz wszystkich? - wyręcz ją. Będzie po prostu łatwiej każdemu się lepiej poznać i zapamiętać kto jest kto.
![[Obrazek: 18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif]](https://64.media.tumblr.com/d4bab35576fba738e9cf78dd6db5d8fd/6bd161ad1f6bb8b6-9d/s400x600/18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif)
![[Obrazek: 036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif]](https://64.media.tumblr.com/f03ceae5b7f418226c4946734bb00164/6bd161ad1f6bb8b6-3d/s400x600/036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif)
– all my demons reappear –