21.09.2023, 20:40 ✶
W Hogwarcie pełno było duchów i Nell nawet nie miała nic przeciwko nim. Ale już duchy zostawiające jakieś dziwne ostrzeżenia i być może szukające okazji do opętania… To było coś innego, zwłaszcza po Beltane, gdy groźba opętania stała się jakoś bardziej namacalna w jej oczach.
Nie komentowała jednak, bo McGongall spojrzała na pergamin…
Ostatnia wróżba Cassandry Blackwood, której nie usłuchał Augustus, a którą pozostawiła dla tych, którzy przyjdą tu kiedyś, przestała istnieć. Guinevere jednak zdążyła ją odczytać… a może usłyszeć? Bolała ją wciąż głowa, ale nie czuła już, że coś próbuje wcisnąć się do jej umysłu. Cień Cassandry, ożywiony jakimiś zaklęciami, których ta użyła do zabezpieczenia pergaminu, znikł. Cathal nieco mocniej zacisnął palce na ramieniu Ginny, mrużąc jasne oczy. Śmierć nadejdzie o zmierzchu, filary.
Nawet taki niedowiarek jak on, nie mógł ignorować takiej wróżby.
– Postaramy się więc nie przebywać w wiosce o zmierzchu – powiedział jednak, wciąż bardzo spokojny, przypatrując się kobiecie z niemal nieruchomą twarzą. Może miał w sobie coś z Augustusa Blackwooda, bo wzmianka o filarach i zgubie wcale nie zniechęciła go do dalszych prac. Wręcz przeciwnie, pomyślał, że musi przyjrzeć się tym filarom jeszcze uważniej.
Ale może nie o zachodzie słońca.
– Weź się rusz i posadź ją na krześle – zażądała Nell ze zniecierpliwieniem, a Shafiq dość posłusznie podstawić Guinevere krzesło i nawet się przesunął. Bagshot tymczasem wyciągnęła z kieszeni czekoladę, odłamała kawałek i wyciągnęła w stronę drugiej kobiety. – No już, jedz – poleciła, a Ginny, sama będąc uzdrowicielką, mogła łatwo odgadnąć, że to nie po prostu czekoladka na pocieszenie, a jedna z tych, które wręczano, kiedy ktoś stracił energię i potrzebował jej drobnego zastrzyku. Nell tymczasem ujęła podbródek Guinevere, zajrzała jej w oczy, zaświeciła różdżką, a potem wymamrotała kilka zaklęć i wreszcie sięgnęła, by podać fiolkę wzmacniającego eliksiru, którą wcześniej zostawiła na blacie.
Dopiero potem odsunęła się i wyprostowała.
– To jak? Umrzemy o zmierzchu
– Nie planujemy – stwierdził Cathal ze spokojem. Podpierał się o stół, stojąc z rękoma splecionymi na klatce piersiowej i obserwując całą procedurę leczniczą. Choć patrzył na nie, w istocie jednak jego myśli błądziły daleko stąd. Przetwarzał wszystko, co kiedykolwiek przeczytał, zobaczył i usłyszał… i nie znajdował w tym podobnej historii. Pokręcił jasnowłosą głową, jakby próbował pozbyć się nadmiaru myśli, zakotwiczyć tu i teraz. – Nie znaleźliśmy niczego o żadnej Cassandrze. W podziemiach były tylko posągi mężczyzn, jedno nieruchome, zniszczone malowidło… i jedno puste. Może była żoną albo córką Augustusa?
– I jedyną osobą w tej wiosce z olejem w głowie, najwyraźniej, skoro to ten gość sprowadził zgubę, a ona próbowała przed nią przestrzegać. Weź sobie to do serca, Cal, dobrze? Jak się czujesz, Ginny?
Nie komentowała jednak, bo McGongall spojrzała na pergamin…
Ostatnia wróżba Cassandry Blackwood, której nie usłuchał Augustus, a którą pozostawiła dla tych, którzy przyjdą tu kiedyś, przestała istnieć. Guinevere jednak zdążyła ją odczytać… a może usłyszeć? Bolała ją wciąż głowa, ale nie czuła już, że coś próbuje wcisnąć się do jej umysłu. Cień Cassandry, ożywiony jakimiś zaklęciami, których ta użyła do zabezpieczenia pergaminu, znikł. Cathal nieco mocniej zacisnął palce na ramieniu Ginny, mrużąc jasne oczy. Śmierć nadejdzie o zmierzchu, filary.
Nawet taki niedowiarek jak on, nie mógł ignorować takiej wróżby.
– Postaramy się więc nie przebywać w wiosce o zmierzchu – powiedział jednak, wciąż bardzo spokojny, przypatrując się kobiecie z niemal nieruchomą twarzą. Może miał w sobie coś z Augustusa Blackwooda, bo wzmianka o filarach i zgubie wcale nie zniechęciła go do dalszych prac. Wręcz przeciwnie, pomyślał, że musi przyjrzeć się tym filarom jeszcze uważniej.
Ale może nie o zachodzie słońca.
– Weź się rusz i posadź ją na krześle – zażądała Nell ze zniecierpliwieniem, a Shafiq dość posłusznie podstawić Guinevere krzesło i nawet się przesunął. Bagshot tymczasem wyciągnęła z kieszeni czekoladę, odłamała kawałek i wyciągnęła w stronę drugiej kobiety. – No już, jedz – poleciła, a Ginny, sama będąc uzdrowicielką, mogła łatwo odgadnąć, że to nie po prostu czekoladka na pocieszenie, a jedna z tych, które wręczano, kiedy ktoś stracił energię i potrzebował jej drobnego zastrzyku. Nell tymczasem ujęła podbródek Guinevere, zajrzała jej w oczy, zaświeciła różdżką, a potem wymamrotała kilka zaklęć i wreszcie sięgnęła, by podać fiolkę wzmacniającego eliksiru, którą wcześniej zostawiła na blacie.
Dopiero potem odsunęła się i wyprostowała.
– To jak? Umrzemy o zmierzchu
– Nie planujemy – stwierdził Cathal ze spokojem. Podpierał się o stół, stojąc z rękoma splecionymi na klatce piersiowej i obserwując całą procedurę leczniczą. Choć patrzył na nie, w istocie jednak jego myśli błądziły daleko stąd. Przetwarzał wszystko, co kiedykolwiek przeczytał, zobaczył i usłyszał… i nie znajdował w tym podobnej historii. Pokręcił jasnowłosą głową, jakby próbował pozbyć się nadmiaru myśli, zakotwiczyć tu i teraz. – Nie znaleźliśmy niczego o żadnej Cassandrze. W podziemiach były tylko posągi mężczyzn, jedno nieruchome, zniszczone malowidło… i jedno puste. Może była żoną albo córką Augustusa?
– I jedyną osobą w tej wiosce z olejem w głowie, najwyraźniej, skoro to ten gość sprowadził zgubę, a ona próbowała przed nią przestrzegać. Weź sobie to do serca, Cal, dobrze? Jak się czujesz, Ginny?