21.09.2023, 19:57 ✶
To była chłodna noc, ale Leta nie odczuwała zimna, kiedy opuściła swoją cielesną powłokę, spoczywającą na łóżku w jednym z zaczarowanych namiotów. Ciemne włosy rozsypały się na poduszce, a jej oddech był głęboki i regularny, jakby pogrążyła się w zwykłym śnie.
Przemknęła obok Cathala, z którego ust wydobył się kłąb dymu. Nie obrócił się, nie zdawał sobie sprawy z jej obecności, chociaż wiedział, że może gdzieś tu się kręcić. Umiejętność Lety zresztą przyprawiała go o lekką paranoję, i zwykle swoje lokum zabezpieczał pieczęciami - przed nią i każdym, kto mógłby zechcieć użyć podobnej zdolności, aby wyrwać mu jego sekrety.
Tej nocy Letę interesowały jednak tylko tajemnice walijskiej wioski.
Gdy przemykała przez dziurę w murze dostrzegła ducha, znów patrolującego okolicę. Przystanął i zdawało się, że spojrzał wprost na nią... czy jakimś sposobem ją zauważył, chociaż dotąd nie zwracał nawet uwagi na żywych? Zaraz jednak ruszył dalej, niezainteresowany. Leta ruszyła dalej, niematerialna, niewidoczna dla ludzi, przemierzając obszar oznaczony jako bezpieczny, kierując się ku centrum wioski i otwartemu przejściu. Znów znalazła się w pracowni, którą znaleźli, teraz nieco odmienionej, bo w ostatnich dniach zdążyli zbadać część rzeczy, niektóre stąd wyniesiono, inne przyniesiono, jeszcze inne po prostu zabezpieczono.
Zaskakująca była tylko jedna rzecz.
Zniszczony, wyblakły portret, wiszący na ścianie, do tej pory zawsze przedstawiający po prostu widok (prawdopodobnie okolicy, choć sprzed wielu lat), nie był już pusty. Znajdowała się na nim postać, bardzo przypominająca posągi, które zaatakowały Aletheę i Pandorę. Charakterystyczny nos, mocna szczęka, takie same, jak u rzeźb. Ten człowiek miał ciemne, długie włosy i czarne oczy, i spoglądał na pracownię z pewnym niezadowoleniem, jakby bardzo nie podobało się mu to, co widzi.
Przemknęła obok Cathala, z którego ust wydobył się kłąb dymu. Nie obrócił się, nie zdawał sobie sprawy z jej obecności, chociaż wiedział, że może gdzieś tu się kręcić. Umiejętność Lety zresztą przyprawiała go o lekką paranoję, i zwykle swoje lokum zabezpieczał pieczęciami - przed nią i każdym, kto mógłby zechcieć użyć podobnej zdolności, aby wyrwać mu jego sekrety.
Tej nocy Letę interesowały jednak tylko tajemnice walijskiej wioski.
Gdy przemykała przez dziurę w murze dostrzegła ducha, znów patrolującego okolicę. Przystanął i zdawało się, że spojrzał wprost na nią... czy jakimś sposobem ją zauważył, chociaż dotąd nie zwracał nawet uwagi na żywych? Zaraz jednak ruszył dalej, niezainteresowany. Leta ruszyła dalej, niematerialna, niewidoczna dla ludzi, przemierzając obszar oznaczony jako bezpieczny, kierując się ku centrum wioski i otwartemu przejściu. Znów znalazła się w pracowni, którą znaleźli, teraz nieco odmienionej, bo w ostatnich dniach zdążyli zbadać część rzeczy, niektóre stąd wyniesiono, inne przyniesiono, jeszcze inne po prostu zabezpieczono.
Zaskakująca była tylko jedna rzecz.
Zniszczony, wyblakły portret, wiszący na ścianie, do tej pory zawsze przedstawiający po prostu widok (prawdopodobnie okolicy, choć sprzed wielu lat), nie był już pusty. Znajdowała się na nim postać, bardzo przypominająca posągi, które zaatakowały Aletheę i Pandorę. Charakterystyczny nos, mocna szczęka, takie same, jak u rzeźb. Ten człowiek miał ciemne, długie włosy i czarne oczy, i spoglądał na pracownię z pewnym niezadowoleniem, jakby bardzo nie podobało się mu to, co widzi.