21.09.2023, 11:40 ✶
Gdy wychodzili z Kniei, deptali Laurentowi po piętach. Nawet gdyby Brenna była dużo, dużo bardziej zła, nie pozwoliłaby jemu - ani nikomu innemu - wracać samotnie przez las pełen potworów. A przecież jej złość wynikała głównie z jego nieostrożności i tego, że się naraził na niebezpieczeństwo, gdy wcale nie musiał, nie z tego, że (jak najwyraźniej sądził), robił komukolwiek kłopot.
Nie mówiła o swojej wizji, o naturze tych istot, nie omawiała tego, co zobaczyli. Z tych samych powodów, z których milczał Patrick, i dla których najważniejsze spostrzeżenie wyszeptała mu do ucha - Mildred Found przeszła dostatecznie wiele. Odprowadzili więc ją pod farmę, gdzie chwilowo zostawała, a Brenna rozmawiała z nią przez chwilę po cichu, ustalając szczegóły, odnośnie umowy, jaką zamierzała podpisać z panią Found jak najszybciej. Dopiero później wróciła do pozostałej trójki.
To wszystko było nie tylko "niecodzienne". Było straszne i stanowiło kolejny kamyczek na całym stosie zmartwień, jaki mieli.
- Ja, nawet kilka razy - przyznała Brenna. - Ale to już wiesz i nie natknęłam się na nie dotąd... bezpośrednio. Za to wiem, gdzie w Kniei na swoim grobie tkwi pewien duch. Może będzie w stanie coś o nich powiedzieć.
Brała udział w przeszukiwaniach, potem kolejnego dnia znów przemierzała las, wreszcie poszła tam z Laurentem i następnie z wujem. Była w Strażnicy. Ani razu nie natknęła się na widma, choć mignęły jej w wizji śmierci wuja.
- Próbowałam się czegoś o nich dowiedzieć. Wnioski znasz... - mruknęła, a potem zerknęła na pozostałą dwójkę. O własnej wizji może niekoniecznie chciała wszystkim opowiadać, ale byłoby trochę głupio stać tutaj i ich zwodzić. Zwłaszcza Victorię, była jej przyjaciółką i aurorką w dodatku. - Rozmawiałam z różnymi osobami. Z ich przemyśleń i poszukiwań wyłania się obraz, że to istota podobna do dementora... albo tych dziwnych istot przypominających mordercze całuny z opowieści, wiecznie zapominam ich nazwę. Coś takiego na pewno nie istniało wcześniej, a przynajmniej nie w ciągu jakichś dwustu ostatnich lat. Brak opisanych przypadków. Są głodne. Bardzo głodne. Energii. Mogą wyssać ją z żywego, z martwego, może nawet zabrać ducha, ale to jeszcze nie jest potwierdzone. Wnioski: krzyżówka, stworzone przez Voldemorta albo... wyszły z Limbo. Lub nie wyszły, a próbują wyjść. Obstawiałabym tę opcję z limbo.
Nie mówiła o swojej wizji, o naturze tych istot, nie omawiała tego, co zobaczyli. Z tych samych powodów, z których milczał Patrick, i dla których najważniejsze spostrzeżenie wyszeptała mu do ucha - Mildred Found przeszła dostatecznie wiele. Odprowadzili więc ją pod farmę, gdzie chwilowo zostawała, a Brenna rozmawiała z nią przez chwilę po cichu, ustalając szczegóły, odnośnie umowy, jaką zamierzała podpisać z panią Found jak najszybciej. Dopiero później wróciła do pozostałej trójki.
To wszystko było nie tylko "niecodzienne". Było straszne i stanowiło kolejny kamyczek na całym stosie zmartwień, jaki mieli.
- Ja, nawet kilka razy - przyznała Brenna. - Ale to już wiesz i nie natknęłam się na nie dotąd... bezpośrednio. Za to wiem, gdzie w Kniei na swoim grobie tkwi pewien duch. Może będzie w stanie coś o nich powiedzieć.
Brała udział w przeszukiwaniach, potem kolejnego dnia znów przemierzała las, wreszcie poszła tam z Laurentem i następnie z wujem. Była w Strażnicy. Ani razu nie natknęła się na widma, choć mignęły jej w wizji śmierci wuja.
- Próbowałam się czegoś o nich dowiedzieć. Wnioski znasz... - mruknęła, a potem zerknęła na pozostałą dwójkę. O własnej wizji może niekoniecznie chciała wszystkim opowiadać, ale byłoby trochę głupio stać tutaj i ich zwodzić. Zwłaszcza Victorię, była jej przyjaciółką i aurorką w dodatku. - Rozmawiałam z różnymi osobami. Z ich przemyśleń i poszukiwań wyłania się obraz, że to istota podobna do dementora... albo tych dziwnych istot przypominających mordercze całuny z opowieści, wiecznie zapominam ich nazwę. Coś takiego na pewno nie istniało wcześniej, a przynajmniej nie w ciągu jakichś dwustu ostatnich lat. Brak opisanych przypadków. Są głodne. Bardzo głodne. Energii. Mogą wyssać ją z żywego, z martwego, może nawet zabrać ducha, ale to jeszcze nie jest potwierdzone. Wnioski: krzyżówka, stworzone przez Voldemorta albo... wyszły z Limbo. Lub nie wyszły, a próbują wyjść. Obstawiałabym tę opcję z limbo.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.