20.09.2023, 22:53 ✶
Kiedy Victoria wydała ostateczny werdykt co do miejsca, gdzie mieli się spotkać, nie narzekał. A przynajmniej nie do niej i nie listownie, wszelkie uwagi na ten temat zachowując dla siebie. Bo przecież nie mógł nie posiadać wątpliwości, skoro mieli spotkać się w posiadłości Longbottomów. Nie, kiedy gdzieś za ścianą mogła siedzieć Brenna i podświadomie już przeczuwał, jak skręcałoby go w środku, ale tym razem przynajmniej nie dlatego, że robiła coś czego o mało nie przypłacała życiem. Chociaż kto wie tak naprawdę, co robiła kiedy siedziała w domu.
Kiedy pojawił się na miejscu, z pewną dozą ulgi i jednocześnie rozczarowania przyjął fakt, że poprowadzono ich do oddzielonego od posiadłości domku. Zajął jedno z miejsc na fotelu, w odpowiedzi na propozycję Bones prosząc o kawę.
W spokoju słuchał co mieli kolejno do powiedzenia, trzymając w dłoniach swój napój, by upić z niego parę łyków, zanim odchrząknął krótko i spojrzał na każdego z osobna, jakby doskonale zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nie na miejscu tutaj był.
- Niestety, ale nie przywlekły się za mną z Limbo żadne wspomnienia - odpowiedział, cały czas przeskakując spojrzeniem to od jednego to do drugiego, jakby chcąc wyłapać każdą reakcję. - W przeciwieństwie do was, nie spotkałem tam żadnego ducha. Przyszedłem do was prosto ze strumienia, zaczepiony tylko przez jakąś martwą kobietę, ale wyglądała bardziej jak stały element Limbo, niż jakaś błąkająca się tam dusza. - może też ją spotkali i wiedzieli o kim mówił. W sumie spodziewał się tego, bo przecież to ich śladami podążał, kiedy się na nią natknął. - Rozmawiałem parę dni temu z jednym spirytystą i zapewnił mnie, że nie jest to permanentny stan. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni sposób na pozbycie się go. - wzruszył ramionami, popijając dalej kawę. Spojrzał mimowolnie na Victorię. Laurent powiedział mu, że rozmawiał z jednym z zimnych, a to właśnie ona zaproponowała spotkanie, twierdząc że dowiedziała się czegoś, nie zdziwiłby się więc gdyby to faktycznie z nią Prewett przeprowadzał jakieś seanse.
Kiedy pojawił się na miejscu, z pewną dozą ulgi i jednocześnie rozczarowania przyjął fakt, że poprowadzono ich do oddzielonego od posiadłości domku. Zajął jedno z miejsc na fotelu, w odpowiedzi na propozycję Bones prosząc o kawę.
W spokoju słuchał co mieli kolejno do powiedzenia, trzymając w dłoniach swój napój, by upić z niego parę łyków, zanim odchrząknął krótko i spojrzał na każdego z osobna, jakby doskonale zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nie na miejscu tutaj był.
- Niestety, ale nie przywlekły się za mną z Limbo żadne wspomnienia - odpowiedział, cały czas przeskakując spojrzeniem to od jednego to do drugiego, jakby chcąc wyłapać każdą reakcję. - W przeciwieństwie do was, nie spotkałem tam żadnego ducha. Przyszedłem do was prosto ze strumienia, zaczepiony tylko przez jakąś martwą kobietę, ale wyglądała bardziej jak stały element Limbo, niż jakaś błąkająca się tam dusza. - może też ją spotkali i wiedzieli o kim mówił. W sumie spodziewał się tego, bo przecież to ich śladami podążał, kiedy się na nią natknął. - Rozmawiałem parę dni temu z jednym spirytystą i zapewnił mnie, że nie jest to permanentny stan. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni sposób na pozbycie się go. - wzruszył ramionami, popijając dalej kawę. Spojrzał mimowolnie na Victorię. Laurent powiedział mu, że rozmawiał z jednym z zimnych, a to właśnie ona zaproponowała spotkanie, twierdząc że dowiedziała się czegoś, nie zdziwiłby się więc gdyby to faktycznie z nią Prewett przeprowadzał jakieś seanse.