20.09.2023, 00:45 ✶
Zdawał sobie sprawę, że była blisko z Patrickiem, Victorią i Mavelle, a mimo wszystko to, że dbała o tę sprawę dla nich wszystkich, było pokrzepiające, bo on też wpisywał się w to równanie. Pokracznie, gdzieś na uboczu, ale wciąż się w nim znajdował.
- Dbamy. A przynajmniej próbujemy - powiedział, uśmiechając się słabo. Bo co mogli zrobić, jak zwyczajnie próbować? Raz po raz zapewniać go o tym, że jest ważny i ze im należy. Miał swoje za uszami i czasem się denerwował, nawet na Prewetta, ale przecież się starał. Tak samo jak starała się Florence i cała reszta rodziny, bo Atreus czasem odnosił wrażenie, że Laurent jest tak samo w domu w posiadłości swego ojca, jak i u Bulstrode'ów. Mimowolnie wspomniał ich ostatnią rozmowę, myśląc o tej potłuczonej szklance i pokaleczonej dłoni. Laurent miał rację, powinien wziąć się za siebie bo był w stanie dotrwać do samego końca tego, co aktualnie sprawiało, że powoli coraz bardziej świerzbiły go pięści.
Kiedy tak stali, jakaś część niego, ta najbardziej rozbita i zagubiona, ta najbardziej narażona na działanie magii rytuału, miała ochotę spleść ich palce i poprosić, żeby została jeszcze chwilę, niczym uczniak, który wymknął się na błonia z dziewczyną. Na szczęście jednak, wypuścił jej dłoń z uścisku i cofnął się o krok, drapiąc po czole, by tym drobnym gestem przysłonić lekkie zagubienie, czające się gdzieś w oczach.
- Śpij dobrze - powiedział jeszcze na pożegnanie, zanim rozstali się i każde z nich poszło w swoją stronę. Kiedy ruszyła ścieżką, jeszcze przez chwilę stał i spoglądał na wrzosowiska, tonące w wieczornych barwach, aż w końcu teleportował się, opuszczając Dolinę.
- Dbamy. A przynajmniej próbujemy - powiedział, uśmiechając się słabo. Bo co mogli zrobić, jak zwyczajnie próbować? Raz po raz zapewniać go o tym, że jest ważny i ze im należy. Miał swoje za uszami i czasem się denerwował, nawet na Prewetta, ale przecież się starał. Tak samo jak starała się Florence i cała reszta rodziny, bo Atreus czasem odnosił wrażenie, że Laurent jest tak samo w domu w posiadłości swego ojca, jak i u Bulstrode'ów. Mimowolnie wspomniał ich ostatnią rozmowę, myśląc o tej potłuczonej szklance i pokaleczonej dłoni. Laurent miał rację, powinien wziąć się za siebie bo był w stanie dotrwać do samego końca tego, co aktualnie sprawiało, że powoli coraz bardziej świerzbiły go pięści.
Kiedy tak stali, jakaś część niego, ta najbardziej rozbita i zagubiona, ta najbardziej narażona na działanie magii rytuału, miała ochotę spleść ich palce i poprosić, żeby została jeszcze chwilę, niczym uczniak, który wymknął się na błonia z dziewczyną. Na szczęście jednak, wypuścił jej dłoń z uścisku i cofnął się o krok, drapiąc po czole, by tym drobnym gestem przysłonić lekkie zagubienie, czające się gdzieś w oczach.
- Śpij dobrze - powiedział jeszcze na pożegnanie, zanim rozstali się i każde z nich poszło w swoją stronę. Kiedy ruszyła ścieżką, jeszcze przez chwilę stał i spoglądał na wrzosowiska, tonące w wieczornych barwach, aż w końcu teleportował się, opuszczając Dolinę.
Koniec sesji