W przeciwieństwie do kuzyna u Geraldine czas nic nie zmienił. Ona nadal nie umiała trzymać języka za zębami. Jak widać, niektórzy nadal byli nieokrzesani, chociaż ona traktowała ten swój niewyparzony język jako coś uroczego. Szkoda, że tylko ona. Gerry nie miała nic konkretnego na myśli, chciała po prostu nieco rozluźnić atmosferę, a gdy robiło się niebezpiecznie paplała głupoty. Ten typ tak już miał. Co było dosyć zabawne, bo normalnie należała raczej do mruków.
Stanley miał trochę gorzej, bo wiedział już z czym przyjdzie im się mierzyć. Ona nie była świadoma tego, jakie te stwory są niebezpieczne. To trochę ułatwiało jej podejście do sytuacji. Gdyby tylko wiedziała, że Borgin już je widział... Na pewno by mu nie wybaczyła tego, że nie opowiedział jej o nich więcej, bez względu na to w jakiej sytuacji przyszło mu je spotkać, chociaż pewnie nie byłaby z niego do końca dumna, że pomagał Voldemortowi, ale z drugiej strony, kimże ona była, żeby go oceniać. Sama miała wątpliwą moralność, nie wiadomo, czym się kierowała, ale nie zabijała niewinnych ludzi - przynajmniej jak na razie.
- Myślę, że nie ty jeden. Trzeba wypędzić stąd te stwory. Mieszka tu wielu moich znajomych, nie chciałabym, żeby dłużej ich niepokoili. - Erik i Brenna, i nie tylko oni. Było ich tutaj wielu, między innymi dlatego się pojawiła. Chciała, aby mieszkańcy tego miejsca wreszcie mieli spokój. Na tym polegała jej praca - miała likwidować niebezpieczne stworzenia, które przeszkadzały w normalnym życiu. Przynajmniej czysto teoretycznie, bo zdarzało jej się też łapać stwory, których części ciała był unikatowe i można było na nich zarobić sporo kasy.
Tak jak się spodziewała, chłopiec nie był szczególnie rozmowny. Nie zdziwiło jej to wcale, to normalna reakcja. Przeżył traumę, chciał spotkać się z mamą, chyba każdy na jego miejscu zachowywałby się tak samo. To cud, że przeżył, nieco ją martwiło jedynie to, że stracił wiele lat życia w ciągu tych dwóch dni i jego młodziutka dusza została uwięziona w tym starym ciele.
Kiwnęła głową, gdy usłyszała pytanie kuzyna. Udała się z nim na bok, tak, aby nikt nie mógł ich podsłuchać. - Uważam, że to jest dziwne. Najwyraźniej te stwory w przeciwieństwie do dementorów nie żywią się duszą, a ciałem. - Był to pierwszy wniosek, jaki wyciągnęła. - Na pewno wpływa na długość życia, zabrali mu jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt, ale to tylko gdybanie, bo nie jestem w stanie dokładnie oszacować ile lat może mieć to ciało. - Wyglądał jej na takiego faceta, który był już po kryzysie wieku średniego.
Skoro ją częstował, to nie odmówiła kolejnego papierosa. Najwyraźniej zamierzała go tutaj dzisiaj opalać, jakby wcale nie miała dwóch paczek szlugów schowanych w kieszeniach płaszcza. - One muszą się żywić energią witalną. Ciekawe, czy jakby zaatakowały kogoś w naszym wieku to umarłby ze starości. - Nie, żeby zamierzała to sprawdzać na sobie samej, jednak oni byli trochę starci od Charliego, zastanawiało ją w jaki sposób mogłaby się skończyć ich konfrontacja z widmami. - Nie wiem, jak się to łączy, ale na pewno ten chłopiec został uwięziony w tym starym ciele. - Z początku nie mogła w to uwierzyć, teraz jednak była tego pewna.