16.09.2023, 23:55 ✶
Może nie było tego po Eden widać, ale była niezwykle wdzięczna Bottowi, że zdecydował się nie drążyć. Nie była pewna, czy robił to z grzeczności, czy po prostu uznał, że skoro wychowała się w Malfoy Manor, to ewidentnie musi być co najmniej niespełna rozumu, ale liczył się efekt końcowy. Tak czy siak, cieszyła się, że obydwoje puścili to w niepamięć. Co prawda rozmowa o kwiatkach nie była wymarzonym tematem, niemniej z dwojga złego lepiej w tę stronę.
- Jeśli będę miła, to cię okłamię, jeśli będę szczera, to nie będę miła. Wybierz swoją truciznę - oświadczyła, rozkładając ręce. Potrząsnęła przy tym głową, jakby nie mogła nic więcej dla niego zrobić i jeszcze raz spojrzała na wazon, próbując z całej siły znaleźć w sobie słowa, które choćby zahaczą o złoty środek.
Bertie jednak zdecydował się na szczerość, więc po chwili przestała się męczyć.
- Wyglądają trochę jak niedobitki z wyprzedaży po święcie zmarłych - zaczęła, próbując przybrać jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. - Na szczęście czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. - Dodała gwoli otuchy, wiodąc wymownie spojrzeniem najpierw w kierunku nieprzytomnej Idy, a potem z powrotem ku twarzy Botta. Uśmiechnęła się życzliwie, trochę jak do nierozumnego dziecka, po czym odwróciła wzrok w kierunku drzwi.
Jakoś ucieszyła się na widok Mavelle. Nagła zmiana tematu za pomocą przyniesionej kawy ratowała atmosferę - dzięki temu Eden mogła uniknąć niezręcznego milczenia związanego z wielce prawdopodobnym zawodem Bertiego.
- Poproszę - odezwała się błyskawicznie na propozycję, wyciągając rękę błagalnie w kierunku kobiety. Nie podniosła się jednak z fotela. Czekając na napój słuchała bacznie Botta, raz po raz tylko zerkając na Alastora, jakby chciała wybadać, czy lament związany z wichurą faktycznie powinien ją zmartwić.
- Nie można tego jakoś... odbudować? - Zapytała, jakby to była oczywistość. Bez wątpienia rozumiała ból związany ze stratą, było to w końcu bardzo nie na rękę, ale dobra materialne można było odkupić. Kurczaki, jak mniemała, też. Chyba że nawiązał z nimi więź emocjonalną, a pszczoły były mu rodziną, której nigdy nie miał. Wtedy wolała nie komentować, bo znowu musiałby wybierać, czy ma być szczera, czy miła. - Postawienie drewnianej stodoły przecież kosztuje grosze - mruknęła tylko w ramach dopowiedzenia własnego kontekstu. Jeszcze nie była świadoma, że to grosze tylko i wyłącznie z jej perspektywy.
- Jeśli będę miła, to cię okłamię, jeśli będę szczera, to nie będę miła. Wybierz swoją truciznę - oświadczyła, rozkładając ręce. Potrząsnęła przy tym głową, jakby nie mogła nic więcej dla niego zrobić i jeszcze raz spojrzała na wazon, próbując z całej siły znaleźć w sobie słowa, które choćby zahaczą o złoty środek.
Bertie jednak zdecydował się na szczerość, więc po chwili przestała się męczyć.
- Wyglądają trochę jak niedobitki z wyprzedaży po święcie zmarłych - zaczęła, próbując przybrać jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. - Na szczęście czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. - Dodała gwoli otuchy, wiodąc wymownie spojrzeniem najpierw w kierunku nieprzytomnej Idy, a potem z powrotem ku twarzy Botta. Uśmiechnęła się życzliwie, trochę jak do nierozumnego dziecka, po czym odwróciła wzrok w kierunku drzwi.
Jakoś ucieszyła się na widok Mavelle. Nagła zmiana tematu za pomocą przyniesionej kawy ratowała atmosferę - dzięki temu Eden mogła uniknąć niezręcznego milczenia związanego z wielce prawdopodobnym zawodem Bertiego.
- Poproszę - odezwała się błyskawicznie na propozycję, wyciągając rękę błagalnie w kierunku kobiety. Nie podniosła się jednak z fotela. Czekając na napój słuchała bacznie Botta, raz po raz tylko zerkając na Alastora, jakby chciała wybadać, czy lament związany z wichurą faktycznie powinien ją zmartwić.
- Nie można tego jakoś... odbudować? - Zapytała, jakby to była oczywistość. Bez wątpienia rozumiała ból związany ze stratą, było to w końcu bardzo nie na rękę, ale dobra materialne można było odkupić. Kurczaki, jak mniemała, też. Chyba że nawiązał z nimi więź emocjonalną, a pszczoły były mu rodziną, której nigdy nie miał. Wtedy wolała nie komentować, bo znowu musiałby wybierać, czy ma być szczera, czy miła. - Postawienie drewnianej stodoły przecież kosztuje grosze - mruknęła tylko w ramach dopowiedzenia własnego kontekstu. Jeszcze nie była świadoma, że to grosze tylko i wyłącznie z jej perspektywy.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~