- Zapamiętam to sobie, jakbym kiedyś spotkała małą, rudą kuleczkę. - Dodała jeszcze z uśmiechem. Chyba wszystkie koty nie lubiły wody, tak podejrzewała, chociaż nie wiedziała, czy faktycznie, bo na zwięrzętach nie znała się praktycznie wcale. Ani na tych zwykłych, ani na tych magicznych, ale wydawało jej się, że ktoś jej kiedyś o tym wspominał.
- Ja próbuję z tym walczyć, wiesz? - Odpowiedziała zupełnie szczerze, bo przez to, co wydarzyło się podczas Beltane pierwszy raz poczuła się niepewnie. Zawsze uważała, że może wszystko, że jest w stanie sama zawojować świat, a kiedy na jej drodze stanął śmierciożerca okazało się to wcale nie być takie proste. Trochę przez to przygasła, bo nie sądziła, że poczuje się tak beznadziejnie przez to niepowodzenie. - Uśmiech to ważna rzecz, ale nie jest w stanie uratować życia. - Pesymistyczne myśli jej nie opuszczały, co było aż dziwne, bo nie miała w zwyczaju marudzić. Wydawało jej się jednak, że teraz wszystko się zmieni, że nie będzie mogła już być takim lekkoduchem, jak kiedyś, chociaż czy faktycznie tak będzie? Zapewne nie uda jej się zapanować nad swoimi czynami, Wood miała temperament równie ognisty, co kolor jej włosów.
- Czasami boli, ale to nic. Jak boli, to znaczy, że działa? - Spojrzała na niego pytająco. Miała nadzieję, że nie jest to zła wiadomość. Poświęcała naprawdę wiele sił i czasu, aby szybko stanąć na nogi i wrócić do pracy. Czuła, że zawiodła i powinna działać, żeby złapać tych wszystkich, którzy zaatakowali sabat podczas Beltane.
- Tak, wypadałoby poćwiczyć. - W końcu po to się tutaj pojawiła. Musiała ćwiczyć, żeby jak najszybciej wrócić do pełni sprawności, a nawet bardziej, bo czuła, że jej sprawność zawiodła i powinna więcej czasu poświęcać na to, aby jej ciało było jeszcze silniejsze.
Powtarzała czynności, o których wspominał jej Leo. Szło jej to całkiem nieźle, nie krzywiła się nawet specjalnie, chociaż czuła ból na obojczyku. Bardzo mocno w niego oberwała. - Niee, wszystko jest w porządku. - Wolała skłamać, niż przyznać się do tego, że ją to bolało.