- No właśnie, że są. One przylatują na moje zawołanie, ale to nie wystarczyło. Tamten typ wypowiedział jakieś zaklęcie i moja miotła, moja własna miotła uderzyła mnie w łeb. - Widać było, że nie mogła tego przeboleć. Bardzo ją to zirytowało, bo przecież te miotły to były najlepsze z mioteł dostępnych na rynku, jej rodzina umiała je zaczarować tak, że reagowały na właściciela w każdym momencie. Gdy przyszło co do czego, to ją zawiodła. Mocno ją to rozczarowało.
- Nie ma jakiegoś trybu przyspieszonego dla wschodzących gwiazd wśród uzdrowicieli? - Pytała zupełnie szczerze, bo nie miała zielonego pojęcia, jak to wyglądało w Mungu. Jej zdaniem Cameron już dawno powinien otrzymać możliwość bycia prawdziwym uzdrowicielem, a nie jakimś tam stażystą. Już tyle razy ją składał, nadal była w jednym kawałku, że zdecydowanie powinien znajdować się wyżej w hierarchii szpitalnego personelu. W oczach Wood był prawdziwym profesjonalistą i nikt nie zmieni jej zdania, żadna Florence Bulstrode, która się szarogęsiła w Mungu, czy jeszcze ktoś inny.
Wybrali sobie pracę w takich branżach, które były powiązane dosyć mocno z tym, co aktualnie działo się na świecie. Kamiś leczył wszystkich poszkodowanych, a Heather będzie musiała złapać winnych tej apokalipsie, która się wydarzyła. Wszystko było powiązane, spodziewała się, że mogą się przez to wszystko mniej widywać, kiedy już wróci na służbę, bo każde z nich miało naprawdę dużo do roboty. Na całe szczęście ten najbliższy miesiąc będzie inny.
- To byłoby trochę nudne, wiesz? - Nie umiałaby sobie siebie wyobrazić w jednym miejscu przez tyle lat. Wood potrzebowała adrenaliny, zanudziłaby się na śmierć na tropikalnej wyspie. - Najważniejsze wiesz, to pracować tak, żeby zarobić, ale się nie narobić, widzę, że w dobrą stronę się kierujesz. - Oczywiście, że uważała, iż Cameron jest na tyle uzdoliony, że wymyśliłby lekarstwo na najbardziej złożone choroby czarodziejskiego świata, po co jednak miał się przemęczać?
Heather spoważniała, kiedy przeszli do tematu śmierciożerców. Cameron mógł dostrzec, że jest jak na siebie wyjątkowo przygaszona, najwyraźniej starcie podczas Beltane odcisnęło na niej piętno. - Też mi się nie podoba Kamiś. Oni są straszni, nie mają żadnych zahamowań. - Dodała spoglądając na niego swoimi niebieskimi oczyma. - Sama już nie wiem. Na pewno jest ich wielu. Oczywiście nie mówię, że pojawią się tu dzisiaj i wszystkich pozabijają, ale właściwie kto wie? Kto wie, co planuje Czarny Dzban? - No nikt, dlaczego więc cokolwiek miałoby go powstrzymywać przed zaatakowaniem takiego miejsca jak szpital, skoro wybrał sabat, na którym było pełno czarodziejów czystej krwi.
- Oczywiście, że dam z siebie wszystko. Muszę wrócić do pełni sił, albo nawet jeszcze bardziej popracować nad sprawnością, bo jak widać byli lepsi. Muszę być najlepsza Kamiś. - Nadal była śmiertelnie poważna. Zamierzała ich wszystkich powybijać, tylko musiała być pewna, że jej ciało będzie na to gotowe. Miała jeszcze trochę oleju w głowie. - Nie musisz mnie chronić, wiesz, że zawsze się jakoś wyliżę, jak teraz. Mogłam umrzeć, a tylko mnie trochę poturbowali. - Ruda była niepoprawną optymistką, jak widać na załączonym obrazku. - Co to w ogóle za pomysł, myślisz, że dałabym się gdzieś wywieźć? - Uśmiechnęła się do Camerona, bo rozumiała, czym się kieruje, jednak to było niemożliwe do wykonania. Wood nie da się zamknąć gdzieś w pizdu daleko. - Cieszę się, że o tym mówisz. Wierzę, że razem nam się uda doprowadzić mnie do porządku. Zresztą dziękuję ci, że tak się mną opiekujesz. - Mało kto mógł liczyć na takie wsparcie, jak ona.