11.09.2023, 13:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2023, 13:54 przez Morgana le Fay.)
Brenna
Appare vestigium miało to do siebie, że pokazywało ślady – tych, którzy kroczyli. Nietrudnym było zatem wyłapanie kroków, ale te niewątpliwie należały do Mildred, dreptającej po swoim domku. Gdzieniegdzie jednak mogła dostrzec jakby… smugi? Zagęszczenie pyłu? Zdającego się próbować sylwetki, którym zdarzyło się przemknąć nisko nad ziemią. Nie było to jednak nic konkretnego, żaden kształt, który dałoby się nazwać.
Patrick, Victoria
Roślinność nie chciała przestać wyglądać najzwyczajniej pod słońcem – naprawdę nie kryło się tu nic specjalnego. Ot, nowa, wiosenna zielenina, nic więcej, nic mniej.
Ale – istotnym było również nie tylko to, co było, ale czego nie było. Brakowało owadów, kręcących się wokół rozkwitłych przy ścianach domu kwiatów. Brakowało świergotu ptaków. Brakowało czegokolwiek, co świadczyłoby o życiu w tym miejscu – nie licząc was, czarodziejów i roślin rosnących jak gdyby nigdy nic.
Koniec sesji