09.09.2023, 16:43 ✶
Zaklęcie Mavelle wyszło, ale Fray zdołał utrzymać różdżkę w dłoni, mocno zaciskając palce. Uniemożliwiło mu to jednak rzucenie kolejnego czaru: musiał skupić się na chwytaniu różdżki, nie wykonywaniu gestów. Dzięki temu Bones, sprawna przecież fizycznie, zdołała bez większego trudu przebiec przez salon i rzucić się na mężczyznę. Jego nogi wciąż były skrępowane, runął więc jak długi i z ust wydobył się mu bolesny krzyk.
Wciąż trzymał różdżkę, uniósł ją nawet... ale Brenna też przebiegła już przez pokój i z całej siły nadepnęła mu nogą na rękę. Nie myślała teraz o tym, że go krzywdzi, że może uszkodziła palce, jedyne, co ją interesowało, nie pozwolenie, aby rzucił kolejne, mordercze zaklęcie, albo choćby by zdołał uderzyć Mavelle. Krzyknął znowu, a Longbottom pochyliła się, wyciągając mu różdżkę z ręki.
Gdzieś z tyłu rozległ się trzask i tylnym wejściem wpadli Sardwick i Apollo, zwabieni zamieszaniem.
Elijah, który w pierwszej chwili próbował się jeszcze wyrywać - niezbyt umiejętnie jednak, nie był ani młody, ani wyćwiczony fizycznie, a Bones uczono obezwładniania ludzi - teraz znieruchomiał.
Był bez wątpienia czarnoksiężnikiem, ale niekoniecznie mistrzem pojedynków i już na pewno nie asem, jeżeli szło o bicie się na pięści. Nie trafiły na aż tak groźnego przeciwnika.
- Niech was skurwysyny!!! - wrzasnął zamiast tego.
- Panie Fray, jest pan aresztowany za napaść na Brygadzistki na służbie i używanie czarnej magii - powiedziała Brenna, wyciągając kajdanki. Oddech miała przyspieszony, i z najwyższym trudem powstrzymała chęć kopnięcia go prosto w żebra. Nie z powodu wyzwiska, a dlatego, że rzucił avadę w Mavelle.
Mogła zginąć.
Mogła zginąć.
Ta myśl odbijała się w jej głowie. Było tak blisko kolejnego pogrzebu. I to nawet nie w sytuacji, która początkowo naprawdę wydawała się niebezpieczna. Tak głupio. Tak niepotrzebnie. Tak nagle. Coś w jej wnętrzu skręcało się ze strachu. Na Nokturnie nie tak dawno sytuacja, mimo wszystko... wyglądała inaczej. To, co stało się tutaj, wstrząsnęło Brenną dużo mocniej niż tamten przypadek.
– A także pod zarzutem zamordowania Claudii Fray.
Wciąż trzymał różdżkę, uniósł ją nawet... ale Brenna też przebiegła już przez pokój i z całej siły nadepnęła mu nogą na rękę. Nie myślała teraz o tym, że go krzywdzi, że może uszkodziła palce, jedyne, co ją interesowało, nie pozwolenie, aby rzucił kolejne, mordercze zaklęcie, albo choćby by zdołał uderzyć Mavelle. Krzyknął znowu, a Longbottom pochyliła się, wyciągając mu różdżkę z ręki.
Gdzieś z tyłu rozległ się trzask i tylnym wejściem wpadli Sardwick i Apollo, zwabieni zamieszaniem.
Elijah, który w pierwszej chwili próbował się jeszcze wyrywać - niezbyt umiejętnie jednak, nie był ani młody, ani wyćwiczony fizycznie, a Bones uczono obezwładniania ludzi - teraz znieruchomiał.
Był bez wątpienia czarnoksiężnikiem, ale niekoniecznie mistrzem pojedynków i już na pewno nie asem, jeżeli szło o bicie się na pięści. Nie trafiły na aż tak groźnego przeciwnika.
- Niech was skurwysyny!!! - wrzasnął zamiast tego.
- Panie Fray, jest pan aresztowany za napaść na Brygadzistki na służbie i używanie czarnej magii - powiedziała Brenna, wyciągając kajdanki. Oddech miała przyspieszony, i z najwyższym trudem powstrzymała chęć kopnięcia go prosto w żebra. Nie z powodu wyzwiska, a dlatego, że rzucił avadę w Mavelle.
Mogła zginąć.
Mogła zginąć.
Ta myśl odbijała się w jej głowie. Było tak blisko kolejnego pogrzebu. I to nawet nie w sytuacji, która początkowo naprawdę wydawała się niebezpieczna. Tak głupio. Tak niepotrzebnie. Tak nagle. Coś w jej wnętrzu skręcało się ze strachu. Na Nokturnie nie tak dawno sytuacja, mimo wszystko... wyglądała inaczej. To, co stało się tutaj, wstrząsnęło Brenną dużo mocniej niż tamten przypadek.
– A także pod zarzutem zamordowania Claudii Fray.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.