08.09.2023, 10:45 ✶
- Prewett, wracaj wreszcie! To nie są jebane zwierzęta! Nic tu nie znajdziesz! Żadna osoba, która natknęła się na nie w pojedynkę, nie wyszła z tego cało!!!– wrzasnęła Brenna, nie na żarty już wściekła, kiedy tamta dwójka wciąż została między drzewami. W tej chwili wiedziała tylko, że ten omal nie zginął. Jego jeden patronus nie wystarczyłby, aby przegnać całą taką bandę, a z kolei jej zaklęcie wyszło chyba tylko cudem – nigdy nie celowała w nekromancji i patronus jakimś sposobem był jedynym zaklęciem, które działało… może ze względu na to, że miała wiele szczęśliwych wspomnień, ale to szczęście mogło łatwo się wyczerpać. A dawanie im płaszcza było w jej oczach absolutnym szaleństwem. Znał się doskonale na magicznych zwierzętach, ale to nie były magiczne zwierzęta. Wykradały życia, niszczyły ciała, odbierały duszę. O jego upodobaniach do nekromancji, które faktycznie dawały mu pewną wiedzę na temat tych stworów, nie miała pojęcia, ale nawet gdyby wiedziała… ruszanie porozmawiać z widmami traktowała w kategoriach samobójstwa.
Nie wiedziała jeszcze, że jutro zostanie wydany zakaz wchodzenia do Kniei – i obiecała sobie, że o taki zawnioskuje. Jeżeli kolejne osoby chcące w ten sposób je badać wejdą do lasu, będą mieli całą masę trupów.
Czekała jeszcze przez moment, starając się powściągnąć ogarniającą ją złość. Złościła się rzadko, ale w tej chwili… Owszem, bo Laurent się narażał, a ona nawet nie mogła nic zrobić, by nie narazić z kolei panny Found, która płakała teraz po prostu, wyraźnie przerażona całym zajściem. I tak mieli szczęście, że gdy nie rozbili się na dwie grupy, widma nie zaatakowały ich wszystkich. Dopiero kiedy wreszcie usłyszała, że wracają, wpakowała się do chaty Mildred. Nie była pewna, czy ta powinna zabierać stąd cokolwiek – może samo zdjęcie, bez ramki jednak, którego nie dotykały bezpośrednio, Mildred dostanie pieniądze za dom, więc jakoś sobie poradzi – ale chociaż jedną rzecz wziąć musiała.
Choćby po to, by przepadano ją w Departamencie Tajemnic. Czy została na niej jakaś pozostałość energii widm?
Rozejrzała się po raz kolejny, by upewnić się, że żadne widmo nie kryje się w szafie czy pod łóżkiem. Machnęła różdżką, na moment zasłaniając okno. A potem wydobyła z kieszeni świece, pośpiesznie układając je w kręgu i odpalając za pomocą magii, nim weszła do środka.
Chcąc zobaczyć, co robiły tutaj dokładnie widma. Przyjrzeć się im.
Percepcja
Nie wiedziała jeszcze, że jutro zostanie wydany zakaz wchodzenia do Kniei – i obiecała sobie, że o taki zawnioskuje. Jeżeli kolejne osoby chcące w ten sposób je badać wejdą do lasu, będą mieli całą masę trupów.
Czekała jeszcze przez moment, starając się powściągnąć ogarniającą ją złość. Złościła się rzadko, ale w tej chwili… Owszem, bo Laurent się narażał, a ona nawet nie mogła nic zrobić, by nie narazić z kolei panny Found, która płakała teraz po prostu, wyraźnie przerażona całym zajściem. I tak mieli szczęście, że gdy nie rozbili się na dwie grupy, widma nie zaatakowały ich wszystkich. Dopiero kiedy wreszcie usłyszała, że wracają, wpakowała się do chaty Mildred. Nie była pewna, czy ta powinna zabierać stąd cokolwiek – może samo zdjęcie, bez ramki jednak, którego nie dotykały bezpośrednio, Mildred dostanie pieniądze za dom, więc jakoś sobie poradzi – ale chociaż jedną rzecz wziąć musiała.
Choćby po to, by przepadano ją w Departamencie Tajemnic. Czy została na niej jakaś pozostałość energii widm?
Rozejrzała się po raz kolejny, by upewnić się, że żadne widmo nie kryje się w szafie czy pod łóżkiem. Machnęła różdżką, na moment zasłaniając okno. A potem wydobyła z kieszeni świece, pośpiesznie układając je w kręgu i odpalając za pomocą magii, nim weszła do środka.
Chcąc zobaczyć, co robiły tutaj dokładnie widma. Przyjrzeć się im.
Percepcja
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.