Spojrzał sceptycznie na mężczyznę przed sobą i nie to, że był debilem (za którego chciał uchodzić), ale czy na pewno nadal mówili o świeczkach? Sauriel nie miał pojęcia, że aż taka waga musiała być przykładana do tego, żeby się odpowiednio paliły, nie za długo, nie za krótko, że trzeba było wypalić całe... skąd miał wiedzieć? Bawienie się w rytuały to nie jego broszka - wolał iść i komuś przypierdolić w pysk, nawet jeśli miał potem skończyć z twarzą równie obitą. To budowało adrenalinę. A zaklinanie, siedzenie w kółeczkach ze świeczkami? Naah! Nuda. Nie dość, że to trwa i trwa, to jeszcze trzeba się bardziej wysilać, używać głowy, odpowiednio inkantować... na samą myśl miał ochotę ciężko wzdychać - a nawet nie oddychał!
- Spec od długości się znalazł. Z linijką mierzyłeś? - Sauriel, jak było wspomniane, miał dziwny talent do zbierania wokół siebie ludzi-perfekcjonistów. A nawet jeśli nie perfekcjonistów obsesyjnych, to nadal ludzi, którzy musieli mieć wszystko uporządkowane. Obserwował już kompulsywne układanie książek Robercika Mulcibera, nie-sławnej aktualnie lewej rąsi Czarnego Pana, przy którym musiał pomagać. A tak akurat przed misją, w której mieli zaszlachtować gościa na kawałki i jego łeb do Ministerstwa wysłać. Widział, jak Stanley sadził ogórki, kolejny Śmierciożerca od siedmiu boleści i mierzył linijeczką dołki, bo w książce napisali, że ziarna trzeba wsadzić na głębokość 2,5cm. To mierzył. A teraz jeszcze nic tylko czekać, aż Augustus będzie odmierzał co do centymetra, a jak mu nie przypasuje - to piłowanko! O bogowie... piłowanko jak cię mogę, ale jakby miał to robić od końca to Sauriel chyba by skisł wewnętrznie.
- Powiedziałem, że możesz na mnie liczyć, a nie że możesz oczekiwać niemożliwego. - Palnął w odpowiedzi na to, że miałby przestać się śmiać ze świeczuszek. Jeszcze czego, może że miałby być zawsze miły? I kurtuazyjny? - He? Nie musisz na mnie... o ty zboczeńcu. I see what you did here. - Wyszczerzył kły w paskudnym uśmiechu. Oczywiście to nie jest tak, że świński poziom żartów Sauriela był czymś, co można było zatrzymać. To znaczy - można było, tylko po co ryzykować? Bo kiedy nie żartował to był wkurwiony. A kiedy był wkurwiony to ludzie rzadko chcieli z nim krzyżować drogi. Bo był zwyczajnie nieobliczalny. Odpierdalało mu i potrafił każdemu przywalić w ryj. Więc tak - po co ryzykować? - Słuchaj no, mi już nie staje, więc chyba nic z tego nie będzie. Zresztą - z kuzynem? Jesteś gejem? - Nie posądzał o to Agustusa, zresztą pociągnął to w pełni w ramach żartów. Natomiast to pytanie sprawiało, że ludzie nagle spadali z krzesełek i zaczynali pluć na wszystkie strony tego świata. Jakby to było największe zło tego świata. Nie to, że jesteś Śmierciożercą, nie. To, że ktoś pomyślał, że jesteś gejem! Więc zrobił to ze złośliwości, diabeł. Oby tylko dobra whiskey się nie zmarnowała!
- Nie jestem biedny, jestem OSZCZĘDNY. - Właściwie to nie. Sauriel lubił życie wygodne - i te galeony wydawał. Starał się coś tam przyoszczędzić, ale zawsze znalazły się jakieś wydatki i tak to się jakoś rozpływało. I problemem nie była ilość zarobków tylko ich niestałość. Szczególnie, kiedy było się tak leniwym jak on. Więc tak, nie powiedział tego nawet na poważnie, bo nie ma sensu zaprzeczać oczywistości. - To ci skołuje ogórkaski. - Powinny były wyjść absolutnie zajebiste. Bo mieli chociaż kogoś, kto potrafił je sadzić - czyli jego narzeczoną. Inaczej mogłyby wyjść różne dziwne mecyje. A tak? Jak to Stanley orzekł: nigdy więcej ogórków z rynku!
- Bo nią nie jestem dla przyjaciół. - Sauriel miał trzy kategorie ludzi w swoim życiu: bliscy, neutralni i wrogowie. Neutralnie prędzej czy później lądowali w jednym z dwóch worów, to był jedynie etap przejściowy. Oczywiście były osoby, o które dbał bardziej i mniej, wrogowie, którymi interesował się mniej albo... albo nie żyli. Ewentualnie byli takim Josephem, który był dla niego nietykalny - bo za silny. Nie było za co przepraszać od strony Augustusa, czego wybaczać. Gdy ktoś ci nie pokazuje swojej drugiej strony czy natury to... łatwo zapomnieć, że ta osoba ją ma. - Przynajmniej mogę bezkarnie chlać whiskey bez groźby kaca z rana. Salut! Za to warto wypić!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.