Zwierzaki czuły instynktownie i gdyby nie to, że nauczone były wykonywać (absurdalne) polecenia właściciela, to może abraksan bardziej by się postarał w zatrzymywaniu Laurenta – przecież pobiegł za nim właśnie dlatego, żeby go zatrzymać… a przynajmniej na początku taki miał zamiar. I Victoria ruszyła za Laurentem i jego ferajną z tego samego powodu - z tą różnicą, ze z jej oceną sytuacji wszystko było w porządku. Ten las nie był już bezpieczny. Od czasu Beltane stał się wręcz… śmiertelnie groźny. Mildred Found okazuje się, że miała cholerne szczęście, że przeżyła, bo wielu uciekających z sabatu nie miało przecież tyle szczęścia.
Według Victorii nie było co badać – i to samo powiedziałaby Laurentowi, gdyby podzielił się swoimi myślami na głos; nie ma co badać czego chcą, bo to jest bardzo oczywiste. Naprawdę, miała takie skojarzenia jak z wędrówki przez Limbo… z tego poczucia, że coś czai się pomiędzy drzewami. Jedyne co tu było do badania to jak się ich pozbyć. Skutecznie pozbyć.
Kiwnęła do Brenny głową, która podsunęła jej ten sam pomysł, który sama już miała, patronus. W takiej sytuacji jak ta… naprawdę ostatnie czym zamierzała się przejmować to to, czy użycie takiego zaklęcia jest legalne czy nie. Guzik ją to obchodziło. Longbottom nie musiała jej błagać o zawrócenie go stamtąd, bo i tak zamierzała to zrobić.
Gdy zaś zobaczyła zjawy i to, że Laurent wcale nie zaczął zawracać, przyspieszyła kroku. Zirytowana, że wybiegł w las, sam – od kiedy on był niby taki odważny? Gest Laurenta zupełnie jej nie uspokoił, nie była wytresowanym zwierzątkiem, który miałby słuchać swojego pana – zignorowała to więc zupełnie. A potem oglądała, jak Laurent ściąga płaszczyk i wyciągnął go w kierunku widm. Przez moment nic się nie działo, a potem…
Skoczyły do niego.
I w tym momencie Victoria też skoczyła. Czuła strach, chociaż chyba bardziej po prostu bała się o Laurenta. Ciągle ściskając różdżkę w dłoni machnęła nią, próbując wyczarować patronusa – pięknego, widmowego kota. Skupiła się jednak na tych miłych, wesołych chwilach. Jak wtedy gdy spacerowali brzegiem morza i Laurent dla zabawy popchnął ją do wody i zaczęli jak dzieci się nią ochlapywać. To było naprawdę dobre wspomnienie.
Nekromancja:
Akcja nieudana
Slaby sukces...