03.09.2023, 18:24 ✶
Imogen miała tak piękne oczy, takie wierne, że nie mogłem nie być nimi oczarowany, szczególnie kiedy towarzyszył im ten lekko zadziorny uśmiech. Uwielbiałem go. Sprawiał, że nabierała charakteru. Dotknąłem jej policzka, powstrzymując się przed złożeniem na jej wargach pocałunku, choć cholernie mnie do niego kusiło. Nie chciałem dawać jej znaków, że może jednak moglibyśmy dziś coś więcej. Nie byłem dziś w stanie wykrzesać z siebie więcej, nie miałem mocy, nie miałem energii, ani też dostatecznego skupienia, gdyż wspomnienia mieszały mi się z rzeczywistością. Przez chwilę nawet widziałem przed oczami tę chwilę, kiedy stałem twarzą twarz z Aveliną, trzymałem jej twarz w obu dłoniach i ona patrzyła na mnie tak... Ach. Czułem się jak zdrajca, dotykając teraz tą samą dłonią mojej żony, obejmując ją tymi samymi rękoma.
Próbowałem przestać o tym myśleć, aczkolwiek nie byłem w stanie. Jedynym, co mnie od tego ratowało, to - o zgrozo! - obecność, a przede wszystkim każdy dotyk, czy to umyślny, czy też nie ze strony Imogen. Umiejętnie odwracał moją uwagę od tych skrawków wspomnień, z zamyślenia. Nie czekałem aż łaskawie sama mnie rozbierze. Robiłem to razem z nią. Pozbyliśmy się moich butów, spodni, bielizny. Stałem oto tak, jakim mnie Matka Natura stworzyła, u boku mojej kobiety, równie gołej co ja i nie mogłem ukryć tego, że mój wzrok przez ten cały czas uciekał z nieskrywaną uwagą na jej w pełni odkrytą sylwetkę, jej piersi, ramiona, wargi, oczy, nogi. Moja dłoń nie musiała czekać na rozkazy, sama mimowolnie i bez skrępowania obejmowała jej gładkie, doskonałe ciało. Nie zwracałem uwagi na rozstępy, na jakiekolwiek niedoskonałości. Dla mnie Imogen była idealna, taka jak zawsze. Ale nie była Aveliną. Avelina miała tupet. Obawiałem się, że byłaby w stanie zabić mnie w sypialni. Ale to nieistotone.
Odwzajemniłem jej uśmiech, kiedy plątaliśmy się w wannie. Kiedy tak znajdowała się z dala ode mnie, aż tak daleko, że było to drugim końcem tej niewielkiej wanny, poczułem usilną potrzebę przytulenia się do niej, zatopienia nosa w jej włosy, wąchania zapachu jej skóry.
- Chodź tu do mnie bliżej. Umyję ci plecy - poleciłem jej, zanim zacząłem opowiadać o pracy. Imogen większość czasu spędzała w domu z dziećmi, więc niekiedy bywałem jednym z nielicznych jej okien na świat. Uwielbiałem jej towarzyszyć, kiedy wychodziliśmy na nudne bale i bankiety. Niezwykle wtedy odżywała... Aczkolwiek nie znosiłem, kiedy miała babskie wieczory i znikała z domu, Merlin jeden wie gdzie. To ewidentnie wskazywało na to, że niezmiernie mi na niej zależało. - ... I jak widzisz, w pracy nie działo się nic nadzwyczajnego. Niestety... - stwierdziłem, zbierając jej włosy na jedną stronę i całując po prawym ramieniu. Z rozkoszą zamknąłem oczy i skupiłem się na tej woni. To był zapach domu, ułudy bezpieczeństwa. Uciekałem w te ramiona przed światem i troskami, nawet przed własnym Ojcem. W końcu miałem swoje obowiązki jako mąż.
- Opowiedz mi lepiej jak ci poszło w wydawnictwie - szepnąłem do jej ucha, opierając lekko, leniwie policzek na ramieniu, które przed chwilą miałem okazję obcałować. Patrzyłem na bok, na jej profil. Taki niewinny, łagodny. Gdybym mógł, chętnie zasnąłbym w tej pozycji. Zamroziłbym w czasie tę chwilę. - Jesteś taka śliczna - stwierdziłem rozmarzony.
Próbowałem przestać o tym myśleć, aczkolwiek nie byłem w stanie. Jedynym, co mnie od tego ratowało, to - o zgrozo! - obecność, a przede wszystkim każdy dotyk, czy to umyślny, czy też nie ze strony Imogen. Umiejętnie odwracał moją uwagę od tych skrawków wspomnień, z zamyślenia. Nie czekałem aż łaskawie sama mnie rozbierze. Robiłem to razem z nią. Pozbyliśmy się moich butów, spodni, bielizny. Stałem oto tak, jakim mnie Matka Natura stworzyła, u boku mojej kobiety, równie gołej co ja i nie mogłem ukryć tego, że mój wzrok przez ten cały czas uciekał z nieskrywaną uwagą na jej w pełni odkrytą sylwetkę, jej piersi, ramiona, wargi, oczy, nogi. Moja dłoń nie musiała czekać na rozkazy, sama mimowolnie i bez skrępowania obejmowała jej gładkie, doskonałe ciało. Nie zwracałem uwagi na rozstępy, na jakiekolwiek niedoskonałości. Dla mnie Imogen była idealna, taka jak zawsze. Ale nie była Aveliną. Avelina miała tupet. Obawiałem się, że byłaby w stanie zabić mnie w sypialni. Ale to nieistotone.
Odwzajemniłem jej uśmiech, kiedy plątaliśmy się w wannie. Kiedy tak znajdowała się z dala ode mnie, aż tak daleko, że było to drugim końcem tej niewielkiej wanny, poczułem usilną potrzebę przytulenia się do niej, zatopienia nosa w jej włosy, wąchania zapachu jej skóry.
- Chodź tu do mnie bliżej. Umyję ci plecy - poleciłem jej, zanim zacząłem opowiadać o pracy. Imogen większość czasu spędzała w domu z dziećmi, więc niekiedy bywałem jednym z nielicznych jej okien na świat. Uwielbiałem jej towarzyszyć, kiedy wychodziliśmy na nudne bale i bankiety. Niezwykle wtedy odżywała... Aczkolwiek nie znosiłem, kiedy miała babskie wieczory i znikała z domu, Merlin jeden wie gdzie. To ewidentnie wskazywało na to, że niezmiernie mi na niej zależało. - ... I jak widzisz, w pracy nie działo się nic nadzwyczajnego. Niestety... - stwierdziłem, zbierając jej włosy na jedną stronę i całując po prawym ramieniu. Z rozkoszą zamknąłem oczy i skupiłem się na tej woni. To był zapach domu, ułudy bezpieczeństwa. Uciekałem w te ramiona przed światem i troskami, nawet przed własnym Ojcem. W końcu miałem swoje obowiązki jako mąż.
- Opowiedz mi lepiej jak ci poszło w wydawnictwie - szepnąłem do jej ucha, opierając lekko, leniwie policzek na ramieniu, które przed chwilą miałem okazję obcałować. Patrzyłem na bok, na jej profil. Taki niewinny, łagodny. Gdybym mógł, chętnie zasnąłbym w tej pozycji. Zamroziłbym w czasie tę chwilę. - Jesteś taka śliczna - stwierdziłem rozmarzony.