01.09.2023, 21:34 ✶
Patrick był dobry w udawaniu. Całe życie udawał, że w wieku ośmiu lat nie wtargnął do gabinetu wuja i nie podejrzał jego korespondencji, że nigdy nie dowiedział się o tym kim byli jego rodzice i jak naprawdę umarli. Zamiast tego nosił w sobie sekret i pilnował się, by nikt go nigdy nie poznał. Potem ukrywał związek z Clare od momentu, w którym dowiedział się, że ta była zaręczona z innym. Wreszcie udawał, że nic nie wie o Zakonie Feniksa a przed większością członków udawał, że nie jest Prawą Ręką Dumbledore’a. Po wyjściu z limbo zaś, gdy nagle stracił anonimowość, stał się szerzej rozpoznawalny, bardziej sławny i Zimny, ta ostatnia cecha sprawiała, że nie do końca mógł udawać, że Beltane i podróż do limbo nie miały z nim nic wspólnego.
A jednak trochę udawał. Usilnie ignorował cudze wzdrygnięcia i zaskoczone spojrzenia, przekonany, że gdy będzie się zachowywał tak, jakby wszystko było w porządku, inny również przejdą nad tym do porządku dziennego i zapomną. Sam chciałby zapomnieć, choć to, co przyniósł ze sobą w limbo sprawiało, że nie do końca wiedział, jak właściwie mógłby zapomnieć.
Odwrócił się w stronę Victorii Lestrange, gdy usłyszał jej głos. Posłał jej zainteresowane spojrzenie. Cóż, gdyby wymienić Brennę na Mavelle i Laurenta na Atreusa, wychodziłoby na to, że znowu byliby w komplecie. I znowu pchali się w kłopoty.
- Victorio – odpowiedział jej na powitanie. – No to wydaje się, że Laurent jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu – skomentował słowa Brenny, gdy ta przedstawiała kim on jest.
Nie, żeby menażeria zebrana wokół Prewetta nie nakierowywała nieco na jego specjalizację.
- I jak? Wiesz coś o tych istotach? Coś więcej o widmach? – zapytał uprzejmie. Na razie Patricka najbardziej interesowało, czy mężczyzna miał pomysł na to, jak z nimi walczyć. Wystarczyło Expecto Patronum? Czy należało jednak próbować z czymś innym? A jeśli Expecto Patronum to czy będą kryli się nawzajem, że je używali?
A potem Steward pozwolił, by reszta przejęła kontrolę nad rozmową z Mildred Found. Sam, po prostu słuchał i obserwował, na razie nie włączając się w żaden sposób do dyskusji. Na wstępie tylko kiwnął kobiecie głową na powitanie i posłał jej przy tym przyjazne spojrzenie. Myślami błądził wokół słów Brenny, wokół tego, że mogła przywrócić na jej twarz młodość, myśląc o tym, że to przecież wcale nie o estetykę chodziło, ale o lata, które coś niespodziewanie wyssało z duszy i z ciała biedaczki.
- Mogę iść na końcu – zaznaczył na wszelki wypadek, gdy zaczęli zbierać się do drogi.
A jednak trochę udawał. Usilnie ignorował cudze wzdrygnięcia i zaskoczone spojrzenia, przekonany, że gdy będzie się zachowywał tak, jakby wszystko było w porządku, inny również przejdą nad tym do porządku dziennego i zapomną. Sam chciałby zapomnieć, choć to, co przyniósł ze sobą w limbo sprawiało, że nie do końca wiedział, jak właściwie mógłby zapomnieć.
Odwrócił się w stronę Victorii Lestrange, gdy usłyszał jej głos. Posłał jej zainteresowane spojrzenie. Cóż, gdyby wymienić Brennę na Mavelle i Laurenta na Atreusa, wychodziłoby na to, że znowu byliby w komplecie. I znowu pchali się w kłopoty.
- Victorio – odpowiedział jej na powitanie. – No to wydaje się, że Laurent jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu – skomentował słowa Brenny, gdy ta przedstawiała kim on jest.
Nie, żeby menażeria zebrana wokół Prewetta nie nakierowywała nieco na jego specjalizację.
- I jak? Wiesz coś o tych istotach? Coś więcej o widmach? – zapytał uprzejmie. Na razie Patricka najbardziej interesowało, czy mężczyzna miał pomysł na to, jak z nimi walczyć. Wystarczyło Expecto Patronum? Czy należało jednak próbować z czymś innym? A jeśli Expecto Patronum to czy będą kryli się nawzajem, że je używali?
A potem Steward pozwolił, by reszta przejęła kontrolę nad rozmową z Mildred Found. Sam, po prostu słuchał i obserwował, na razie nie włączając się w żaden sposób do dyskusji. Na wstępie tylko kiwnął kobiecie głową na powitanie i posłał jej przy tym przyjazne spojrzenie. Myślami błądził wokół słów Brenny, wokół tego, że mogła przywrócić na jej twarz młodość, myśląc o tym, że to przecież wcale nie o estetykę chodziło, ale o lata, które coś niespodziewanie wyssało z duszy i z ciała biedaczki.
- Mogę iść na końcu – zaznaczył na wszelki wypadek, gdy zaczęli zbierać się do drogi.