01.09.2023, 15:41 ✶
Brenna zmarszczyła brwi, spoglądając na Patricka przez ramię. Przez chwilę walczyły w niej dwie, różne silne tendencje. I nie mowa tutaj nawet o tych samobójczych i skłonnościach do pakowania się na przód. Nie. Jedną było słuchanie rozkazów Stewarda jako Prawej Ręki Dumbledore’a i osoby, którą była jedną z lepszych strategów, jakich znała. Drugą… potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa Prawej Ręce Dumbledore’a. Nie mogła pozwolić, żeby nie wyszedł żywy z tego grobowca.
W końcu, z pewnym ociąganiem, przesunęła się, pozwalając, by to on wszedł dalej jako pierwszy.
Wsunęła się do środka tuż za nim, palce mocno zaciskając na różdżce. Wzrok przemknął po malowidłach, nie poświęciła im jednak dużo uwagi. Nie tylko dlatego, że nie rozpoznała wszystkich – część tak, bo uwielbiała mugolską literaturę, a w tej niekiedy występowały Meduza i Medea, ale już na przykład nie Hekate, boginię magii oraz ciemności i Perseusz, Brenna była wszak nieco mniej zorientowana niż Patrick – ale dlatego, że takie obrazki nie były groźne.
Prawdziwie groźna była mieszkanka tego miejsca. A ona raczej tkwiła w jakiejś skrytce albo w którymś z sarkofagów, im więc Brenna poświęciła szczególnie dużo uwagi: spoglądając na napisy oraz to, czy któryś wygląda na naruszony.
- Być może uważa się za jedną z nich – powiedziała, bardzo cicho. Skojarzenie nasuwało się same. Brenna nie była może najmądrzejszą istotą pod słońcem, ale lubiła analizować ludzkie zachowania: u tych, których kochała, u tych, których nienawidziła… i u tych, których sprawy prowadziła. I Dolores zdawała się mieć skłonności do opowieści, romantyzmu i wysokie zdanie o sobie. – Piękne, potężne… i potworne. Oraz… skrzywdzone przez mężczyzn?
Taka była Meduza, zamieniająca w kamień, której włosy stały się wężami, bo… skrzywdził ją mężczyzna i to ją za to ukarano. Taka była Medea, królowa – czarodziejka, porzucona przez kochanka. Brenna nie miała pojęcia, jak było z Hekate, bo tej postaci na podstawie samego wizerunku nie była w stanie skojarzyć, brakowało jej wiedzy, ale te węże sugerowały pewien schemat... i zważywszy na patronat nad ciemnością i magią, nawet istniał.
Powoli postąpiła dwa kroki za Patrickiem. Odruchowo wciągnęła głębiej powietrze, chociaż jako człowiek wyczuwała głównie kurz, zapach stęchlizny, a aromat perfum był raczej wspomnieniem tego, co wychwytywał wilczy nos niż faktyczną wonią, jaką mogła wyłapać jako człowiek.
A jeżeli on się poruszył, obejrzał… to zrobiła to i ona, zakładając, że właśnie zobaczył ich wampirzą Zagadkę…
W końcu, z pewnym ociąganiem, przesunęła się, pozwalając, by to on wszedł dalej jako pierwszy.
Wsunęła się do środka tuż za nim, palce mocno zaciskając na różdżce. Wzrok przemknął po malowidłach, nie poświęciła im jednak dużo uwagi. Nie tylko dlatego, że nie rozpoznała wszystkich – część tak, bo uwielbiała mugolską literaturę, a w tej niekiedy występowały Meduza i Medea, ale już na przykład nie Hekate, boginię magii oraz ciemności i Perseusz, Brenna była wszak nieco mniej zorientowana niż Patrick – ale dlatego, że takie obrazki nie były groźne.
Prawdziwie groźna była mieszkanka tego miejsca. A ona raczej tkwiła w jakiejś skrytce albo w którymś z sarkofagów, im więc Brenna poświęciła szczególnie dużo uwagi: spoglądając na napisy oraz to, czy któryś wygląda na naruszony.
- Być może uważa się za jedną z nich – powiedziała, bardzo cicho. Skojarzenie nasuwało się same. Brenna nie była może najmądrzejszą istotą pod słońcem, ale lubiła analizować ludzkie zachowania: u tych, których kochała, u tych, których nienawidziła… i u tych, których sprawy prowadziła. I Dolores zdawała się mieć skłonności do opowieści, romantyzmu i wysokie zdanie o sobie. – Piękne, potężne… i potworne. Oraz… skrzywdzone przez mężczyzn?
Taka była Meduza, zamieniająca w kamień, której włosy stały się wężami, bo… skrzywdził ją mężczyzna i to ją za to ukarano. Taka była Medea, królowa – czarodziejka, porzucona przez kochanka. Brenna nie miała pojęcia, jak było z Hekate, bo tej postaci na podstawie samego wizerunku nie była w stanie skojarzyć, brakowało jej wiedzy, ale te węże sugerowały pewien schemat... i zważywszy na patronat nad ciemnością i magią, nawet istniał.
Powoli postąpiła dwa kroki za Patrickiem. Odruchowo wciągnęła głębiej powietrze, chociaż jako człowiek wyczuwała głównie kurz, zapach stęchlizny, a aromat perfum był raczej wspomnieniem tego, co wychwytywał wilczy nos niż faktyczną wonią, jaką mogła wyłapać jako człowiek.
A jeżeli on się poruszył, obejrzał… to zrobiła to i ona, zakładając, że właśnie zobaczył ich wampirzą Zagadkę…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.