31.08.2023, 18:56 ✶
- NIE! Nie, nic nie dopisuj. Ja ten autograf sprzedam, dlatego wcisnęliśmy te wszystkie pozdrowienia na jednej, bo nie znalazłem więcej czystych kartek - zaprotestowałem, czym prędzej zabierając wszystkie te kartki. Pióro też, bo nie miałem również drugiego pióra. Było w tej klinice na wagę złota. Niestety, bardziej na wagę złota niż butelka mleka, ale musiałem to jakoś przełknąć. - I zrobimy sobie zdjęcie, ale nie teraz, bo nie zabrałem ze sobą aparatu. Jestem tu na całkowitym spontanie, stąd to nieprzygotowanie - przyznałem się z uśmiechem na wargach. Poprawiłem elegancko autografy, przyglądając się im z fascynacją, nawet wzdychając do dedykacji dla nas, bo tak ładnie te gryzmoły wyglądały i było tam moje skrócone imię i chłopaków. Byliśmy jak jedna drużyna! Fajnie to wyglądało. Och, niemalże się wzruszyłem.
Odłożyłem jednak kajet na bok wraz z piórem i spojrzałem na Wood. Wybaczyć trzeba, na Heather.
- Ja jestem Leo, właściwie Helios O’Dwyer, ale mów mi Leo albo Leoleoleo. Właściwie to możesz mnie kojarzyć ze szkoły, bo byłem w klasie o rok starszej i w sumie nie udzielałem się sportowo, ale byłem głośnym Puchonem - przyznałem się, unosząc dłonie w górę i wzruszając też ramionami, ale zaraz wstałem i wystrzeliłem w kierunku Heather z dłonią na przywitanie.
No co ja poradzę! Przynajmniej wszyscy mnie pamiętali. I kochali, ale nie wszyscy chcieli się do tego przyznać.
- Ja ciebie kojarzę i właściwie już dawno miałem podbić o autograf, ale wtedy nie byłem aż tak interesowny - dodałem, tak się właśnie nad tym zastanawiając.
- Ale jak chcesz, wiesz, będziesz gotowa, to ja cię mogę zeswatać ze swoim współlokatorem, ale on jest... ten... no... rozwiązły. Ale też znam innych kawalerów, wielu kawalerów. Takich mniej rozwiązłych również - mówiłem jak opętany, właściwie wkopując nieco Delliana, ale on był uroczy i mnie lubił, tak mnie lubił, że wybaczy mi wszelkie niedogodności. Byliśmy współlokatorami od zawsze i na zawsze, więc nie mógł tego przekreślić od tak z dnia na dzień. - Ale mniejsza z tym, bo to temat na inne okazje. Mówiłaś coś o śmierci. Co się stało, że tak skończyłaś? - zapytałem, wskazując na jej rękę, bo właściwie jakoś umknęła mi ta informacja. Może była na którejś ze stron gazet, którymi ścierałem plamy z podłogi. I też w notatkach odnośnie pacjenta... Ale, cóż, wypadki chodziły po kotach.
Odłożyłem jednak kajet na bok wraz z piórem i spojrzałem na Wood. Wybaczyć trzeba, na Heather.
- Ja jestem Leo, właściwie Helios O’Dwyer, ale mów mi Leo albo Leoleoleo. Właściwie to możesz mnie kojarzyć ze szkoły, bo byłem w klasie o rok starszej i w sumie nie udzielałem się sportowo, ale byłem głośnym Puchonem - przyznałem się, unosząc dłonie w górę i wzruszając też ramionami, ale zaraz wstałem i wystrzeliłem w kierunku Heather z dłonią na przywitanie.
No co ja poradzę! Przynajmniej wszyscy mnie pamiętali. I kochali, ale nie wszyscy chcieli się do tego przyznać.
- Ja ciebie kojarzę i właściwie już dawno miałem podbić o autograf, ale wtedy nie byłem aż tak interesowny - dodałem, tak się właśnie nad tym zastanawiając.
- Ale jak chcesz, wiesz, będziesz gotowa, to ja cię mogę zeswatać ze swoim współlokatorem, ale on jest... ten... no... rozwiązły. Ale też znam innych kawalerów, wielu kawalerów. Takich mniej rozwiązłych również - mówiłem jak opętany, właściwie wkopując nieco Delliana, ale on był uroczy i mnie lubił, tak mnie lubił, że wybaczy mi wszelkie niedogodności. Byliśmy współlokatorami od zawsze i na zawsze, więc nie mógł tego przekreślić od tak z dnia na dzień. - Ale mniejsza z tym, bo to temat na inne okazje. Mówiłaś coś o śmierci. Co się stało, że tak skończyłaś? - zapytałem, wskazując na jej rękę, bo właściwie jakoś umknęła mi ta informacja. Może była na którejś ze stron gazet, którymi ścierałem plamy z podłogi. I też w notatkach odnośnie pacjenta... Ale, cóż, wypadki chodziły po kotach.