30.08.2023, 19:38 ✶
- Delikatnie mówiąc - zgodziła się z Flintówną. Tyle że to nie było po prostu intrygujące - tylko najzwyczajniej w świecie smutne. Żywa istota, uwięziona. Choć jeśli nie miała świadomości w okresie pozostawania kamienną statuą - to było to błogosławieństwo w morzu przekleństwa. I miała nadzieję, że dokładnie tak było.
- Gdyby to było takie proste - machnąć różdżką i - pstryknęła palcami wolnej dłoni - już. Nie ma klątwy, nie ma żadnego innego zaklęcia. Klątwołamacze, proszę się rozejść, nic tu po was - uśmiechnęła się blado. Blado, bo wesołość jako taka wydawała się być dość niestosowna, kiedy obie miały pod nosem zaklętą w kamień kobietę, zamrożoną w czasie, tkwiącą tu nie wiadomo tak naprawdę, ile. Z drugiej strony... jeśli znajdowałaby się tu całe dekady - czy możliwym było, by mało kto do tej pory o tym słyszał? Czy nie zakorzeniłoby się to gdzieś w świadomości czarodziejów, którzy kręcili się głównie po Londynie? Że gdzieś w lesie znajduje się wiecznie uciekająca kobieta...
... a może ktoś (kto i po co?) relatywnie niedawno ją tu przesunął? Lub, wbrew pozorom, ta klątwa (bo tak to, póki co, Mavelle postrzegała) to tak naprawdę całkiem świeża sprawa? Tyle pytań. Tyle odpowiedzi, których raczej nie znajdzie w tym miejscu - chyba żeby zdecydowała się jednak spróbować porozmawiać z nie-posągiem, ale... informacje, jakie pozyskiwała, kazały w to wątpić. I nie podzieliła się swoimi przemyśleniami na ten temat.
A przecież Bones nie przyszła tu na spacer.
I w zasadzie mogła wrócić tu później, żeby przyjrzeć się sprawie bliżej.
- Nie teraz - zdecydowała w końcu, dochodząc do wniosku, że - nomen omen - nieznajoma przecież nie ucieknie. A przy okazji, może w międzyczasie zdąży zasięgnąć języka i dowiedzieć się, czy ktoś przypadkiem już się na nią nie natknął, nie badał, może już wdrażano jakieś procedury, tylko po prostu nie zdążono się z tym uwinąć, zanim na to natrafiła? Może, tak dużo może… - Postaram się później wrócić, mam nadzieję, że nie zniknie nagle – dodała chmurniej. Ale przecież nie będzie warować i czekać w nieskończoność, skoro musiała… no właśnie. Stąd też krótko pożegnała się z Cynthią i zniknęła pomiędzy drzewami, zostawiając kobietę z posągiem – Flint zatem mogła w spokoju, najwyraźniej, pobrać tę krew, gdyby zechciała...
- Gdyby to było takie proste - machnąć różdżką i - pstryknęła palcami wolnej dłoni - już. Nie ma klątwy, nie ma żadnego innego zaklęcia. Klątwołamacze, proszę się rozejść, nic tu po was - uśmiechnęła się blado. Blado, bo wesołość jako taka wydawała się być dość niestosowna, kiedy obie miały pod nosem zaklętą w kamień kobietę, zamrożoną w czasie, tkwiącą tu nie wiadomo tak naprawdę, ile. Z drugiej strony... jeśli znajdowałaby się tu całe dekady - czy możliwym było, by mało kto do tej pory o tym słyszał? Czy nie zakorzeniłoby się to gdzieś w świadomości czarodziejów, którzy kręcili się głównie po Londynie? Że gdzieś w lesie znajduje się wiecznie uciekająca kobieta...
... a może ktoś (kto i po co?) relatywnie niedawno ją tu przesunął? Lub, wbrew pozorom, ta klątwa (bo tak to, póki co, Mavelle postrzegała) to tak naprawdę całkiem świeża sprawa? Tyle pytań. Tyle odpowiedzi, których raczej nie znajdzie w tym miejscu - chyba żeby zdecydowała się jednak spróbować porozmawiać z nie-posągiem, ale... informacje, jakie pozyskiwała, kazały w to wątpić. I nie podzieliła się swoimi przemyśleniami na ten temat.
A przecież Bones nie przyszła tu na spacer.
I w zasadzie mogła wrócić tu później, żeby przyjrzeć się sprawie bliżej.
- Nie teraz - zdecydowała w końcu, dochodząc do wniosku, że - nomen omen - nieznajoma przecież nie ucieknie. A przy okazji, może w międzyczasie zdąży zasięgnąć języka i dowiedzieć się, czy ktoś przypadkiem już się na nią nie natknął, nie badał, może już wdrażano jakieś procedury, tylko po prostu nie zdążono się z tym uwinąć, zanim na to natrafiła? Może, tak dużo może… - Postaram się później wrócić, mam nadzieję, że nie zniknie nagle – dodała chmurniej. Ale przecież nie będzie warować i czekać w nieskończoność, skoro musiała… no właśnie. Stąd też krótko pożegnała się z Cynthią i zniknęła pomiędzy drzewami, zostawiając kobietę z posągiem – Flint zatem mogła w spokoju, najwyraźniej, pobrać tę krew, gdyby zechciała...
Koniec sesji