29.08.2023, 08:08 ✶
- Nie, tak naprawdę to nie - odparła Bones, posyłając jej uśmiech, nim odwróciła się i ruszyła dalej.
To była już swojego rodzaju tradycja.
Jeżeli gdzieś grunt - schody albo podłoga - mogły się rozstąpić, robiły to pod nogami Brenny. Nawiedzony statek wpisał się dokładnie w te prawa.
Trzask, huk, a potem ból i Brenna nagle znalazła się na dole. Zabolało, chociaż nie było to uczucie nowe - ani upadek, ani uderzenie. Może dlatego nie była nawet szczególnie oszołomiona, za to z jej ust wyrwał się krótki, histeryczny śmiech. Nie, nie wesoły, bo to zdecydowanie nie był moment do bycia wesołym. Bones pewnie wiedziała, dlaczego, znała chociaż historie o większości ich przygód w rodzaju „wpadłam do dziury pełnej nieumarłych” albo „znalazłam czarnomagiczny artefakt, trochę dlatego, że na niego spadłam”.
- Jestem cała! - zawołała, powoli się podnosząc. - Tradycji musiało stać się za dość, Mav, dopisuję to do rachunków. Mogę spróbować naprawić wam te schody...
Machnęła różdżką, chcąc rzucić lumos. Zaklęcie zadziałało, a jednocześnie stało się coś dziwnego. Choć Brenna przez chwilę widziała w jego świetle tapety, sprzęty – i podłogę, przede wszystkim podłogę, bo teraz zdecydowanie zamierzała zwracać dużą uwagę na to, gdzie idzie – po chwili przybladło, jakby zgaszone niewidzialną siłą. Przypatrywała się temu ze zmarszczonymi brwiami, a potem…
…potem znowu usłyszała głos.
Miała dziwne uczucie, że przez „ciemno i strasznie” dziecko wcale nie rozumiało tylko braku światła. Głosik skutecznie odwrócił jej uwagę od schodów.
Brenna rozejrzała się. Szukała cienia, który zobaczyli już dwa razy. Cienia dziecka. Wciągało ich w pułapkę? Pragnęło pomocy? A może tylko przylgnęło do pierwszej żywej istoty, jaką zobaczyło, a Brenna aportowała się tu pierwsza? Szło teraz z nimi, po prostu im towarzysząc, chociaż wiedziało, jak to się skończy?
– Kochanie – powiedziała łagodnie, rozglądając się. Nie miała pojęcia, czy duch odpowie. Czy w ogóle ją usłyszy. Ale co szkodziło spróbować? Powinna bać się o siebie, dla tego dziecka było w końcu za późno... Ale i tak nie mogła nic poradzić na to, że jego obecność tutaj łamała jej serce. Nie krzyczała, ale i nie szeptała, osoba na skraju tej dziury być może mogła więc ją słyszeć. - Oczywiście, że możemy. Czy pamiętasz, co tu się stało, kiedy zostałaś uwięziona? Czy mogę ci jakoś pomóc?
Zejść dalej? Jasne, że zejdzie dalej. Teraz mogli tylko uciekać stąd albo przeć na przód, nawet jeżeli Atreus właśnie obserwował, jak statek wykrada im aury. A Brenna nie zostawiłaby tutaj brata, siostry i przyjaciół. Na razie jednak zamiast biec dalej, zajrzała do najbliższych kajut - zwłaszcza tych, przy których wygasało światło.
To była już swojego rodzaju tradycja.
Jeżeli gdzieś grunt - schody albo podłoga - mogły się rozstąpić, robiły to pod nogami Brenny. Nawiedzony statek wpisał się dokładnie w te prawa.
Trzask, huk, a potem ból i Brenna nagle znalazła się na dole. Zabolało, chociaż nie było to uczucie nowe - ani upadek, ani uderzenie. Może dlatego nie była nawet szczególnie oszołomiona, za to z jej ust wyrwał się krótki, histeryczny śmiech. Nie, nie wesoły, bo to zdecydowanie nie był moment do bycia wesołym. Bones pewnie wiedziała, dlaczego, znała chociaż historie o większości ich przygód w rodzaju „wpadłam do dziury pełnej nieumarłych” albo „znalazłam czarnomagiczny artefakt, trochę dlatego, że na niego spadłam”.
- Jestem cała! - zawołała, powoli się podnosząc. - Tradycji musiało stać się za dość, Mav, dopisuję to do rachunków. Mogę spróbować naprawić wam te schody...
Machnęła różdżką, chcąc rzucić lumos. Zaklęcie zadziałało, a jednocześnie stało się coś dziwnego. Choć Brenna przez chwilę widziała w jego świetle tapety, sprzęty – i podłogę, przede wszystkim podłogę, bo teraz zdecydowanie zamierzała zwracać dużą uwagę na to, gdzie idzie – po chwili przybladło, jakby zgaszone niewidzialną siłą. Przypatrywała się temu ze zmarszczonymi brwiami, a potem…
…potem znowu usłyszała głos.
Miała dziwne uczucie, że przez „ciemno i strasznie” dziecko wcale nie rozumiało tylko braku światła. Głosik skutecznie odwrócił jej uwagę od schodów.
Brenna rozejrzała się. Szukała cienia, który zobaczyli już dwa razy. Cienia dziecka. Wciągało ich w pułapkę? Pragnęło pomocy? A może tylko przylgnęło do pierwszej żywej istoty, jaką zobaczyło, a Brenna aportowała się tu pierwsza? Szło teraz z nimi, po prostu im towarzysząc, chociaż wiedziało, jak to się skończy?
– Kochanie – powiedziała łagodnie, rozglądając się. Nie miała pojęcia, czy duch odpowie. Czy w ogóle ją usłyszy. Ale co szkodziło spróbować? Powinna bać się o siebie, dla tego dziecka było w końcu za późno... Ale i tak nie mogła nic poradzić na to, że jego obecność tutaj łamała jej serce. Nie krzyczała, ale i nie szeptała, osoba na skraju tej dziury być może mogła więc ją słyszeć. - Oczywiście, że możemy. Czy pamiętasz, co tu się stało, kiedy zostałaś uwięziona? Czy mogę ci jakoś pomóc?
Zejść dalej? Jasne, że zejdzie dalej. Teraz mogli tylko uciekać stąd albo przeć na przód, nawet jeżeli Atreus właśnie obserwował, jak statek wykrada im aury. A Brenna nie zostawiłaby tutaj brata, siostry i przyjaciół. Na razie jednak zamiast biec dalej, zajrzała do najbliższych kajut - zwłaszcza tych, przy których wygasało światło.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.