Jabłka! Miała ochotę zrobić jabłecznik. Wiecie jak trudno jest zdobyć mega dobre jabłka do tego ciasta? Nie chodzi o jakąś zwykłą szarlotkę, a o prawdziwy jabłecznik, z prawdziwych jabłek z cynamonem, bo najlepiej pasuje do tych owoców. Niedawno zdobyła świetny przepis, który przeczytała jej jedna z sióstr z trupy. Zapamiętała wszystko od razu, ale to nie było istotne. Istotne było to, że powinna znaleźć naprawdę wyśmienite jabłka, a nie znajdzie takich w zwykłym sklepie, czy rynku. Wiedziała doskonale, gdzie rośnie jabłoń z soczyście słodkimi, czerwonymi jabłkami. NA CMENTARZU. Ma w sumie bardzo dobry nawóz pod postacią martwych ludzi rozkładających się w drewnianych trumnach. Nie, Elaine nigdy o tym w ten sposób nie myślała. Dla nie te jabłka po prostu były świetnie, bo były błogosławione przez dusze zmarłych ludzi spoczywających w spokoju. Tradycyjnie miała przy sobie koszyk, który był powiększony w środku, aby mogła w nim trzymać więcej rzeczy. Ubrana była w żółtą sukienkę poniżej kolan i wygodne, lekkie buty, w których mogła sobie przemierzać świat bez zamartwiania się o odciski. Rude włosy były w połowie związane w małego warkocza, a druga część falami opadała jej na plecy. Dziewczyna w podskokach przemierzała cmentarz nie myśląc za wiele o tym, że nie powinno się tutaj tak robić, że powinno się oddać hołd zmarłym, a nie skakać jak sarna wśród poziomek. Gdy dopadła drzewa usłyszała, że ktoś niedaleko rozmawiał, ale nie rozglądała się za bardzo. Jej wzrok pełen gwiazd skupił się na jabłkach. Były takie piękne, takie czerwone i na pewno bardzo smaczne. Na ziemi leżało sporo ogryzek i tylko parę jabłek, ale potrzebowała ich trochę więcej. Postanowiła użyć swoich zdolności cyrkowych i wspiąć się na nie, aby potrząsnąć jedną z obficie obrosłych w owoce gałęzią.
Elaine często myślała o uratowanym chłopcu, ale nigdzie nie dotarło do jej uszu, aby zmarł, więc uznała, że lekarka sobie z nim świetnie poradziła i jest on cały. Nie chciała też go spotkać, aby nie tłumaczyć dlaczego nie zostawiła swojego adresu. Nie chciała kłopotów, nie chciała przesłuchiwania. Chciała spokój z dala od stresu i nerwów. Wolała być beztroska, radosna i dziecinna. Wolała udawać, że świat jest dobry i nie ma w nim zła, bo tak było łatwiej, bo tak miała pewność, że zapanuje nad swoją lisią bestią. Czuła się teraz jak lis, gdy wspinała się zwinnie po drzewie. W końcu zaczęła trząść gałęzią robiąc przy tym ogromny hałas spadających jabłek. Gdy uznała, że jest ich odpowiednia ilość zeskoczyła na ziemię niczym pantera i krzyknęła uradowana czując skok adrenaliny. Zaczęła zbierać je do koszyka.