28.08.2023, 19:54 ✶
Zgodziłaby się z Sebastianem, że lepiej było mieć wszystkich na widoku. Druga osoba zawsze była dodatkową parą oczu, można było lepiej reagować w przypadku sytuacji kryzysowej, których w podziemnych korytarzach mogło być wiele. Mężczyźni byli nieco bladzi, ale wyglądali dobrze. Pandora jednak idąc przy Cathalu i szukając pułapek, nie mogła oferować im więcej, niż swojego mechanicznego świetlika.
Sala, do której dotarli, była dziwna, odrobinę egocentryczna i wzbudzała ten nieprzyjemny rodzaj dreszczy. Skoro pomniki ożyły, to może te wizerunki też wyjdą ze ścian i dadzą im popalić? Cóż, przynajmniej teraz byli razem. Jakby czytając jej w myślach, głowa mechanicznego kolibra poruszyła się niespokojnie.
Poza krótką wymianą zdań z Letą na temat podobieństwa i skrzywieniem się na komentarz Cathala o ożenku pomiędzy sobą starała się nie przeszkadzać. Ulysses poradził sobie szybko, kliknęło, zaskrzypiało, podniósł się kurz i przejście stało otworem. Posłała mu pełen aprobaty uśmiech, wstając, bo przyglądała się bliżej jeden ze ścian.
- Ciekawe, co tak chcieli ochronić. Nie wygląda, na grobowiec. - mruknęła cicho, zgodnie z poleceniem Shafiqa, znajdując się bliżej niego. Robaczek nie był traktowany jako organizm żywy, nie mógł więc aktywować pułapek, a więc wleciał nieco do środka, prześwietlając im to, co się tam znajdowało. Była jednak ściana ciemności, której odwłok nie rozjaśnił. Uniosła brew, robaczek kręcił się w powietrzu przy ich głowach, drugi pozostał z Sebastianem i Ulyssesem. Dostrzegła prosty mechanizm. - Nic zmyślnego, zajmie tylko chwilkę. - przytaknęła szefowi, sięgając za pas po swoje narzędzia, czując kolejną falę podekscytowania.
Cóż, przynajmniej nie zalała ich woda, ale ciemna maź, która chyba chciała blondyna zjeść, była obrzydliwa. Ściągnęła brwi, skoro uruchomili dwie rzeczy, nie mogli pozwolić sobie na uruchomienie jeszcze pułapki. Zostawiła więc mechanicznego kolibra, który dziobem chciał usunąć chyba efekt klątwy, a sama kucnęła tak, aby mieć mechanizm na wyciągnięcie rąk, chcąc go rozbroić. Leta była wybitna w swoim fachu, przecież nie da go zjeść czemuś staremu i śmierdzącemu.
- To przez to złorzeczenie szefa, mówię Ci Sebastian. - odparła jedynie, nie odwracając głowy i kręcąc coś śrubokrętem, a potem poprawiając różdżką i kombinerkami. Brakowało tylko ogni, zapadni, wody albo skorpionów. Świetlik siedział jej na głowie. Coś kliknęło, niteczka opadła bezwładnie i pułapka była rozbrojona, a Pandora wyprostowała się po wstaniu i złapała za różdżkę, zaciskając nań palce. Również rzuciła zaklęcie rozpraszające, w nich była przyzwoita.
Sala, do której dotarli, była dziwna, odrobinę egocentryczna i wzbudzała ten nieprzyjemny rodzaj dreszczy. Skoro pomniki ożyły, to może te wizerunki też wyjdą ze ścian i dadzą im popalić? Cóż, przynajmniej teraz byli razem. Jakby czytając jej w myślach, głowa mechanicznego kolibra poruszyła się niespokojnie.
Poza krótką wymianą zdań z Letą na temat podobieństwa i skrzywieniem się na komentarz Cathala o ożenku pomiędzy sobą starała się nie przeszkadzać. Ulysses poradził sobie szybko, kliknęło, zaskrzypiało, podniósł się kurz i przejście stało otworem. Posłała mu pełen aprobaty uśmiech, wstając, bo przyglądała się bliżej jeden ze ścian.
- Ciekawe, co tak chcieli ochronić. Nie wygląda, na grobowiec. - mruknęła cicho, zgodnie z poleceniem Shafiqa, znajdując się bliżej niego. Robaczek nie był traktowany jako organizm żywy, nie mógł więc aktywować pułapek, a więc wleciał nieco do środka, prześwietlając im to, co się tam znajdowało. Była jednak ściana ciemności, której odwłok nie rozjaśnił. Uniosła brew, robaczek kręcił się w powietrzu przy ich głowach, drugi pozostał z Sebastianem i Ulyssesem. Dostrzegła prosty mechanizm. - Nic zmyślnego, zajmie tylko chwilkę. - przytaknęła szefowi, sięgając za pas po swoje narzędzia, czując kolejną falę podekscytowania.
Cóż, przynajmniej nie zalała ich woda, ale ciemna maź, która chyba chciała blondyna zjeść, była obrzydliwa. Ściągnęła brwi, skoro uruchomili dwie rzeczy, nie mogli pozwolić sobie na uruchomienie jeszcze pułapki. Zostawiła więc mechanicznego kolibra, który dziobem chciał usunąć chyba efekt klątwy, a sama kucnęła tak, aby mieć mechanizm na wyciągnięcie rąk, chcąc go rozbroić. Leta była wybitna w swoim fachu, przecież nie da go zjeść czemuś staremu i śmierdzącemu.
- To przez to złorzeczenie szefa, mówię Ci Sebastian. - odparła jedynie, nie odwracając głowy i kręcąc coś śrubokrętem, a potem poprawiając różdżką i kombinerkami. Brakowało tylko ogni, zapadni, wody albo skorpionów. Świetlik siedział jej na głowie. Coś kliknęło, niteczka opadła bezwładnie i pułapka była rozbrojona, a Pandora wyprostowała się po wstaniu i złapała za różdżkę, zaciskając nań palce. Również rzuciła zaklęcie rozpraszające, w nich była przyzwoita.
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!