W trakcie, gdy reszta zespołu próbowała znaleźć drogę na przód, Sebastian w dalszym ciągu krążył po sali, starając się rozwiązać zagadkę targającego nim niepokoju. Zaczynało go do wręcz frustrować. Wprawdzie, gdy przyjmował zaproszenie na wykopaliska, nie łudził się, że wyprawa ta będzie pozbawiona dziwnych zdarzeń i ''trudnych do przewidzenia splotów zdarzeń'', tak te podziemny struktury zdawały się pełne coraz to nowych łamigłówek.
Czy to jakiś magiczny byt, czy też starodawny mechanizm powołany do życia przed wiekami? Nie miał pojęcia, jednak im więcej czasu spędzał w ciemności, jeżdżąc dłonią po powierzchni ścian, tym częściej chciał oglądać się za siebie, jakby oczekiwał ujrzeć tam co najmniej kilka wpatrzonych w niego twarzy. Zatrzymał się, zaciskając powoli pięści, aby zaraz znów je rozluźnić.
— A więc jest tu ktoś jeszcze oprócz wartownika — mruknął pod nosem. Chyba że duch, który rezydował na powierzchni, miał w zwyczaju patrolować także budynki, które pochłonęła ziemię. Nie byłoby to w sumie takie dziwne, skoro tkwił w pętli czasowej. Jeśli była to jego zwyczajowa trasa, to czemu miałby się gdzieś tu nie czaić?
Już miał poinformować resztę grupy o swoim odkryciu, gdy z drugiej strony sali jedno z nich uruchomiło klątwę, a ze ściany przed Macmillanem dosłownie wyskoczyła widmowa twarz. Mężczyznę odskoczył z krzykiem w tył, celując w facjatę różdżką.
— Co wyście znowu zrobili? — zawołał, powoli wycofując się w ich kierunku. Na minutę nie można było ich zostawić! Na minutę!/