Wood w przeciwieństwie do Brenny nie miała pojęcia o boginowym moście. Nie zdawała sobie sprawy, że to wszystko to złudzenie. Szczególnie, że ten mężczyzna wyglądał jak prawdziwy, jak jeden z tych, z którymi walczyła podczas Beltane. Był od niej dużo wyższy, wyglądał na takiego, który byłby w stanie sobie z nią poradzić jednym uderzeniem. Heath zaczęła się cofać, musiała uciec. Bała się, że walka nic nie da, że zaraz tutaj umrze, a przecież miał to być tylko krótki spacer.
Dlaczego w ogóle zawołała Brenne? Powinna bronić się sama, ale się wystraszyła. Bała się, że sobie nie poradzi. Podczas walki w Beltane szło jej tak nieudolnie, że była niemalże pewna, że ta postać bardzo szybko sobie z nią poradzi, a nie chciała umierać. Longbottom na pewno była bardziej doświadczona, ona da radę.
Nie czekała długo, ledwie ją zawołała zza krzaków wybiegła wilczyca. Skoczyła na zakapturzoną postać bez chwili zawahania, przewróciła ją. Jednak dzisiaj nie umrą.
Ruda spoglądała na postać, Longbottom znajdowała się teraz bliżej niej. Śmierciożerca wstał, Heather przesunęła się krok do przodu, musiała pomóc Brennie, przecież nie pozwoli, żeby sama z nim walczyła.
Tylko coś się zmieniło. Miała wrażenie, że zrobiło się chłodniej. Czuła zimno, które sięgało jej wnętrza. Nie było to przyjemne uczucie. Później mgła, mgła zjawiła się zupełnie znienacka. Ruda złapała mocniej różdżkę, musiała zacząć walczyć.
Jej partnerka zmieniła postać. Wróciła do tej człowieczej, zdaniem Heath o czymś to świadczyło. Stworzenie musiało być tym, o którym się uczyły. Spędziła godziny czytając informacje we wszystkich księgach, które znalazła w bibliotece, a później kolejne na ćwiczeniu zaklęcia, które miało sobie z nimi poradzić.
Skupiła się i wyprostowała, nie mogła pozwolić, żeby ten stwór wyssał z Brenny życie, a później z niej. O tym, że jest to bogin nie pomyślała, nie miała czasu, żeby myśleć musiała działać.
Wspomnienie, potrzebne jej było wspomnienie, które będzie w stanie przepędzić tego stwora i wyczarować patronusa. Pomyślała o tym, jak jeszcze niedawno spędzała wieczór z Charlsem i Cameronem. Spacerowali nocą po niemagicznym Londynie, później znaleźli się u niej w domu. Skupiła się na tym bardzo mocno, śniadanie, które jedli razem w łóżku następnego dnia. - Expecto Patronum. - Machnęła różdżką, a zaklęcie powiedziała pewnym głosem.
Sukces!