22.08.2023, 13:21 ✶
Jak zawsze, gdy była w wilczej postaci, myśli nagle stawały się prostsze, uproszczone, a za to świat wypełniały zapachy. Woń rozkładającego się gołębia uderzała w nozdrza. Brenna zbliżyła się do mauzoleum i zaczęła węszyć: czy były to tylko stare ciała, jedna z kolejnych dziwności w Little Hangleton, czy coś nowszego? Możliwe, że jakimś cudem miało to związek z Hoffmanem?
A potem usłyszała krzyk.
Oczywiście, że to mógł być ktoś, kto właśnie przypadkiem usiadł na gwoździu albo walnął się o ścianę w duży palec od nogi. Ale Brenna w wilczej postaci nie miała skłonności do rozważeń, kierowała się instynktem, a ten w tej chwili łączy obrazki Maximiliana Hoffmana, ponurego mauzoleum, z zapachem rozkładu oraz krzykiem pełnym bólu. Otrzymując równanie: ktoś jest w niebezpieczeństwie.
A ponieważ Brenna nawet jako wilk nadal była Brenną, po prostu rzuciła się ku wejściu. Była bliżej – mogła tam szybciej dotrzeć. A Mavelle, przy odrobinie szczęścia, wezwie Patricka, wszak potrafiła porozumiewać się falami. Jeżeli było to możliwe, wpadła po prostu do środka, wciąż się nie transmutując. Jako zwierzę była zdecydowanie szybsza, węch mógł poprowadzić ją ku krzyczącemu, nawet jeśli był gdzieś w głąb budynku, a większość ludzi miała skłonności do wpadania w zaskoczenie na widok pojawiających się znikąd wilków i to dawało jej często kilka sekund na reakcję. (Aha, i gdyby jednak ktoś walnął się w palec, mogła po prostu odwrócić się i uciec bez tłumaczeń.)
Jeśli jednak nie dało się dostać do mauzoleum jako zwierzak – przemieniła się, gotowa wpaść tam jako człowiek. Wszak krzyki pełne bólu stanowiły powód, który usprawiedliwiał takie nagłe najście, zaszło uzasadnione podejrzenie, że ktoś potrzebuje pomocy…
A potem usłyszała krzyk.
Oczywiście, że to mógł być ktoś, kto właśnie przypadkiem usiadł na gwoździu albo walnął się o ścianę w duży palec od nogi. Ale Brenna w wilczej postaci nie miała skłonności do rozważeń, kierowała się instynktem, a ten w tej chwili łączy obrazki Maximiliana Hoffmana, ponurego mauzoleum, z zapachem rozkładu oraz krzykiem pełnym bólu. Otrzymując równanie: ktoś jest w niebezpieczeństwie.
A ponieważ Brenna nawet jako wilk nadal była Brenną, po prostu rzuciła się ku wejściu. Była bliżej – mogła tam szybciej dotrzeć. A Mavelle, przy odrobinie szczęścia, wezwie Patricka, wszak potrafiła porozumiewać się falami. Jeżeli było to możliwe, wpadła po prostu do środka, wciąż się nie transmutując. Jako zwierzę była zdecydowanie szybsza, węch mógł poprowadzić ją ku krzyczącemu, nawet jeśli był gdzieś w głąb budynku, a większość ludzi miała skłonności do wpadania w zaskoczenie na widok pojawiających się znikąd wilków i to dawało jej często kilka sekund na reakcję. (Aha, i gdyby jednak ktoś walnął się w palec, mogła po prostu odwrócić się i uciec bez tłumaczeń.)
Jeśli jednak nie dało się dostać do mauzoleum jako zwierzak – przemieniła się, gotowa wpaść tam jako człowiek. Wszak krzyki pełne bólu stanowiły powód, który usprawiedliwiał takie nagłe najście, zaszło uzasadnione podejrzenie, że ktoś potrzebuje pomocy…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.