16.08.2023, 11:01 ✶
Nie chciał akurat teraz, w tym momencie wyjaśniać Cynthii sposób zawiłości w jaki pan ojciec Flint był powiązany z organizacją do której należał Louvain. Chociaż wnioskował, że pewne poszlaki już ze sobą powiązała, po tym jak opowiadała się o ich wspólnej, z ojcem, perspektywie z ataku Baltane. Nie żeby miał do odkrycia przed nią jakieś wielkie tajemnice rodu Flint, ale Lou dobrze wiedział z jaką stroną konfliktu sympatyzuje starszy i zacny jegomość. Przypuszczał, że srebrnowłosa również mogła obstawiać ze sporą skutecznością, co jest na rzeczy, ale widocznie nie wszystko mieli między sobą wyklarowane. Zresztą nie dziwił się panu Flint, wspieranie wrogów publicznych wiązało się z ogromnym ryzykiem i pewnie od tego ryzyka chciał trzymać swoją córkę jak najdalej. Paradoksalnie ta sama córka trzymała się tego ryzyka i niebezpieczeństwa jeszcze zdecydowanie bliżej, niż sam pan ojciec. O ironio.
- Jestem rewolucjonistą i chcę tylko zmienić świat. - z zadziornym grymasem, uśmiechnął się właściwie sam do siebie. Wiedział, że musiał odpowiadać i najbardziej wymowne będzie milczenie, ale nie potrafił odpuścić sobie okazji do cynicznej puenty. No i musiał pozostawić to zupełnie jasne; on się w nic nie wplątał, to był i jest jego własny wybór, kroczenie ścieżką rewolucji i nowego porządku. Cynthia nie musiała tego w pełni rozumieć, wszystkich tych intencji które kierowały nim podczas wyborów podczas tej wojny. Jednak nie chciał by widziała w nim psychopatycznego mordercę, czerpiącego nienormalną radość z zabijania. Zdawał sobie sprawę, że dla przeciętnego czarodzieja ze zwyczajną wrażliwością i moralnością, uzna tamte wydarzenia za akt terroru, jednak w tym wszystkim liczyły się szczegóły, drobne detale, które mogły ukryć się pod litrami przelanej krwi. Walczył o lepszy świat, w którym jego rodzina, najbliżsi, Cynthia, dostąpią zaszczytnego miejsca w społeczności, takiego na jakie w pełni zasługują.
Dobrze wiedział, że może na niej polegać. Tak długo jak pogłębili swoją relację, od kilku lat, tak długo nawet nie nadwyrężyła zaufania jakie w niej pokładał. A przecież jak dotąd, dał jej bardzo dużo tematów, którymi jeśli tylko by chciała, mogłaby go pogrążyć i zatopić. Wiedział jednak, że tym razem to zupełnie coś innego. Był jedynym po tej stronie barykady któremu przytrafiło się... to co się przytrafiło i cała reszta aurorów która również tam była, dobrze o tym wiedziała. Gdyby to wypłynęło, nie musiałby nawet czekać na rozprawę przed Wizengamotem, nie miałby nawet szans na obronienie się przed zarzutami. - Najbardziej samo ramię i palce. - syknął, marszcząc brwi od bólu. Zaklęcie nekromancji rzeczywiście pomogło, ale tylko na chwilę, ból powrócił, szczególnie kiedy Cynthia naciskała na opuchnięte miejsca. Wierzył w jej szczere intencje, ale nie zamierzał się powtarzać, jeden zwrot grzecznościowy na jeden dzień w zupełności wystarczy. - Skoro i tak już wiesz... to należą Ci się wyjaśnienia... - przerwał tą krótką chwilę, bijąc się z własnymi myślami i sercem. Rozsądek mówił, że powinien to zachować dla siebie, że przysięgał przed Czarnym Panem dochować tajemnicy, ale serce krzyczało, że jeżeli komuś należały się wyjaśnienia, to właśnie słodkiej Cynthii. Może to i głupie i nierozsądne, ale sam chciałby być właśnie w taki sposób potraktowany. - Byłem tam, przy Limbo... razem z nim... - przerywał zaciskając zęby ukłuciami bólu, na szczęście w porę nadciągnęła fiolka z eliksirem, który przechylił bez zastanowienia. - Granice zostały otwarte, a dusze zmarłych uciekły. Była tam też Victoria i czwórka innych aurorów, myślę że im przytrafiło się to samo co mi, ale tylko ja zaczerpnąłem bezpośrednio z samego źródła. - mówiąc to chciał zatuszować chłodne przejęcie się, malujące się na jego twarzy, ale ciężko było utrzymać mu stoickość w tym momencie. Specjalnie wymienił imię kuzynki, wiedząc że pozostają z Cynthią przyjaciółkami. Prędzej, czy później, pannie Flint przyjdzie skonfrontować się z tymi faktami. Póki co, ułożył się na materacu, tak jak zażyczyła sobie tego pani doktor, dając jej pełną swobodę działania. Mogli łagodzić objawy urazu, zaklęciami i eliksirami, ale jego ramię potrzebowało porządnego leczenia.
- Jestem rewolucjonistą i chcę tylko zmienić świat. - z zadziornym grymasem, uśmiechnął się właściwie sam do siebie. Wiedział, że musiał odpowiadać i najbardziej wymowne będzie milczenie, ale nie potrafił odpuścić sobie okazji do cynicznej puenty. No i musiał pozostawić to zupełnie jasne; on się w nic nie wplątał, to był i jest jego własny wybór, kroczenie ścieżką rewolucji i nowego porządku. Cynthia nie musiała tego w pełni rozumieć, wszystkich tych intencji które kierowały nim podczas wyborów podczas tej wojny. Jednak nie chciał by widziała w nim psychopatycznego mordercę, czerpiącego nienormalną radość z zabijania. Zdawał sobie sprawę, że dla przeciętnego czarodzieja ze zwyczajną wrażliwością i moralnością, uzna tamte wydarzenia za akt terroru, jednak w tym wszystkim liczyły się szczegóły, drobne detale, które mogły ukryć się pod litrami przelanej krwi. Walczył o lepszy świat, w którym jego rodzina, najbliżsi, Cynthia, dostąpią zaszczytnego miejsca w społeczności, takiego na jakie w pełni zasługują.
Dobrze wiedział, że może na niej polegać. Tak długo jak pogłębili swoją relację, od kilku lat, tak długo nawet nie nadwyrężyła zaufania jakie w niej pokładał. A przecież jak dotąd, dał jej bardzo dużo tematów, którymi jeśli tylko by chciała, mogłaby go pogrążyć i zatopić. Wiedział jednak, że tym razem to zupełnie coś innego. Był jedynym po tej stronie barykady któremu przytrafiło się... to co się przytrafiło i cała reszta aurorów która również tam była, dobrze o tym wiedziała. Gdyby to wypłynęło, nie musiałby nawet czekać na rozprawę przed Wizengamotem, nie miałby nawet szans na obronienie się przed zarzutami. - Najbardziej samo ramię i palce. - syknął, marszcząc brwi od bólu. Zaklęcie nekromancji rzeczywiście pomogło, ale tylko na chwilę, ból powrócił, szczególnie kiedy Cynthia naciskała na opuchnięte miejsca. Wierzył w jej szczere intencje, ale nie zamierzał się powtarzać, jeden zwrot grzecznościowy na jeden dzień w zupełności wystarczy. - Skoro i tak już wiesz... to należą Ci się wyjaśnienia... - przerwał tą krótką chwilę, bijąc się z własnymi myślami i sercem. Rozsądek mówił, że powinien to zachować dla siebie, że przysięgał przed Czarnym Panem dochować tajemnicy, ale serce krzyczało, że jeżeli komuś należały się wyjaśnienia, to właśnie słodkiej Cynthii. Może to i głupie i nierozsądne, ale sam chciałby być właśnie w taki sposób potraktowany. - Byłem tam, przy Limbo... razem z nim... - przerywał zaciskając zęby ukłuciami bólu, na szczęście w porę nadciągnęła fiolka z eliksirem, który przechylił bez zastanowienia. - Granice zostały otwarte, a dusze zmarłych uciekły. Była tam też Victoria i czwórka innych aurorów, myślę że im przytrafiło się to samo co mi, ale tylko ja zaczerpnąłem bezpośrednio z samego źródła. - mówiąc to chciał zatuszować chłodne przejęcie się, malujące się na jego twarzy, ale ciężko było utrzymać mu stoickość w tym momencie. Specjalnie wymienił imię kuzynki, wiedząc że pozostają z Cynthią przyjaciółkami. Prędzej, czy później, pannie Flint przyjdzie skonfrontować się z tymi faktami. Póki co, ułożył się na materacu, tak jak zażyczyła sobie tego pani doktor, dając jej pełną swobodę działania. Mogli łagodzić objawy urazu, zaklęciami i eliksirami, ale jego ramię potrzebowało porządnego leczenia.