Gdyby nie okoliczności, w których się znaleźli, to rozpromieniłby się w wyrazie zadowolenia. Bo najwyraźniej rozmawiali o tej samej osobie. Zdobyta w ten sposób wiedza może mu się przydać. Nie miałby nic przeciwko ponownemu spotkaniu z Danielle.
— Udam się w celu potwierdzenia tych przypuszczeń — Odparł. Istniała szansa, że uda się mu porozmawiać z siostrą Lucy, jeśli ta nie będzie otoczona pacjentami. Jeśli się nie uda tym razem, to wiedział gdzie znaleźć Danielle. W końcu pracowała w Szpitalu Św. Munga.
Nie uszło to jego uwadze, że towarzysząca mu czarownica sposępniała. Nie znał jej na tyle, aby móc temu jakoś zaradzić. Uniósł jedną z brwi, słysząc że na Sabatach bywa służbowo.
[a]— Wyłącznie? Z pewnością masz dni wolne, które mogą wypaść w tym samym czasie. — Dopytał. Wydawało mu się, że nawet Aurorzy nie pracują bez ani jednego dnia wolnego. Sabaty również były dla nich. Zdołała go tym przekonać. W końcu zapewniła go, że zdołała wsadzić za kraty Azkabanu niejednego czarnoksiężnika. Musiało mu wystarczyć to, że dzięki Aurorom może względnie bezpiecznie spać w nocy.
— Dziękuję, Lucy. Miło było Cię poznać. — Powiedział z dozą wdzięczności w głosie. Dała mu się poznać jako miła i pomocna czarownica oraz sumienna Aurorka, która zagwarantowała mu bezpieczeństwo w sytuacji wyimaginowanego zagrożenia. Podążył razem z nią ku wyjściu z puszczy.