- Co drugim kroku? Dałabym sobie rękę obciąć, że to było co trzeci krok... - Uśmiechnęła się promiennie do przyjaciela. Jednak wzięła sobie do serca obietnicę o tej wizycie w cukierni i skorzysta z tej deklaracji w najmniej odpowiednim momencie. Kolejna karta, którą będzie mogła wyciągnąć niespodziewanie.
Zdawała sobie sprawę z tego, że Lupin robi co może aby mieć ją na oku. Naprawdę czuła się bardzo dobrze zaopiekowana, chyba nikt się nigdy jeszcze tak o nią nie troszczył. Ułatwiał to na pewno fakt, że Cameron pracował w Mungu i naprawdę mógł jej poświęcić wiele czasu. Ba, nie musiał być obok, żeby mieć ją na oku, a ściany w tym przypadku miały i uszy.
- Nie, nie, nie! - Zaprzeczyła trzy razy, żeby miał pewność, że się z tym nie zgadza. - To nie byłaby strona druga, tylko pierwsza mój drogi. Gwarantuję Ci. - Humor miała całkiem niezły i była skora do żartów mimo tego, że nadal nie do końca wróciła do zdrowia. Zmrużyła na moment oczy, bo przypomniała sobie, że wtedy podczas Beltane taka sytuacja miała miejsce. - Nie wiem, czy Ci wspominałam, ale wiesz, tam, kiedy oni nas atakowali, jeden z tych pajaców zaczarował moją miotłę i dostałam nią w łeb, kiedy czołgałam się po ziemi. - Zmieniła ton na bardziej poważny, właściwie to nikomu jeszcze jakoś dokładniej nie opowiadała o tym, co się wydarzyło. Poza nią widzieli to jedynie brat Brenny i Charlie.
Odprowadziła go wzrokiem, kiedy udał się po zamówienie. Jeszcze chwila, a wreszcie zaspokoi swój głód. Szpitalne jedzenie, było dosyć specyficzne, mimo, że Heath zawsze miała ogromny apetyt, który trudno było zaspokoić to wolała, żeby kiszki grały jej marsz niż jeść to, co było przygotowywane w kuchni.
Oczy jej się zaświeciły, kiedy zobaczyła zawartość tacki, którą przyniósł jej Lupin. Ogromny uśmiech pojawił się znowu na jej twarzy, nie mogła się doczekać, kiedy zje to wszystko. Żołądek miała zdrowy w przeciwieństwie do innych części ciała, więc na spokojnie mogła się uraczyć tymi słodyczami.
Pierwszą rzeczą po którą sięgnęła był pucharek z lodami. - To wygląda pięknie! - Jak na te warunki, ale tego nie dodała. Wzięła łyżeczkę w dłoń i zaczęła jeść. Zajadała się lodami dłuższą chwilę, kiedy dostrzegła, że on postawił raczej na zdecydowanie skromniejsze zamówienie. - Herbatniki? Tylko? Może zjedz ciastko, bo mi głupio, że ja się tak obżeram. - Powiedziała z pełną buzią. Przesunęła nawet talerzyk w jego stronę, żeby się poczęstował.
- Dużo osób oberwało. Masz prawdziwy test bojowy, może dzięki szybciej skończysz staż i będziesz mógł już działać na własną rękę. - Na pewno mieli ręce pełne roboty i pozwalali stażystom na więcej, skoro czasu było mało. Może więc i Cameron coś zyska na tym zamieszaniu? - Też się cieszę, że tutaj trafiłam. - Po chwili dotarło do niej, że nie brzmiało to specjalnie dobrze. Na uścisk dłoni zareagowała uśmiechem, właściwie to nie schodził on znowu jej z twarzy. - Znaczy wiesz, nie chodzi o to, że się cieszę, że jestem w szpitalu, tyle, że akurat w tym twoim. - Próbowała jeszcze wyjaśnić o co dokładnie jej chodziło. - Nie wiem tylko, czy gdziekolwiek możemy czuć się bezpieczni. Skoro zaatakowali sabat, co powstrzymuje ich przed zaatakowaniem szpitala? - Podzieliła się z nim jeszcze swoimi obawami, bo właściwie jaką mieli pewność, że zaraz nie wejdzie tutaj kilku śmierciożerców i nie zaczną zabijać kogo popadnie jak to mieli w zwyczaju.
- Hmm. - Pomyślała przez chwilę. Nie miała pojęcia, co będzie, gdy stąd wyjdzie. Wiedziała tylko tyle, że do końca miesiąca nie będzie pracować, mieli ją też wypuścić jutro, albo pojutrze, jeśli wszystko będzie w porządku. Cały miesiąc najprawdopodobniej spędzi na rehabilitacji, aby wrócić do pełni sił i do pracy. - Nic mi nie wiadomo o tym, żeby matka chciała mnie gdzieś odesłać. Zresztą tylko by spróbowała... - Heath powoli kończyła swój pucharek z lodami. - Nie zamierzam stąd wyjeżdżać Camiś, zresztą czeka mnie rehabilitacja, myślę, że nigdzie nie będę miała lepszej opieki niż tutaj. - Ton jej głosy był dosyć stanowczy, właściwie dobrze, że Lupin poruszył ten temat, bo kto wie, co mogli wymyślić jej starzy.