12.08.2023, 18:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 18:25 przez Brenna Longbottom.)
- Kolejne mauzoleum? Myślałam, że mają je tu tylko Fawleyowie - stwierdziła Brenna z pewnym zastanowieniem, przystając. Wszak dopiero odeszły od okolic mauzoleum Fawleyów. Sprawdzała, jakie czarodziejskie rodziny mieszkały w okolicy, zanim tu przybyli, ale akurat o tym, kto wybudował się tutaj, nie słyszała. - Hm... wątpię, by goblińską kuźnię robiono w sąsiedztwie mugoli.
Brygadzistka wahała się przez chwilę. Rozważała opcje. Pukać do drzwi goblińsko - czarodziejskiej rodziny i pytać, czy słyszeli coś o Hoffmanach? Wejść najpierw tutaj? Czy po prostu zrobić szybki rekonesans, zanim spróbują podejścia oficjalnego?
- Przypilnujesz okolicy? - mruknęła w końcu Brenna do Mavelle, decydując się na to ostatnie. Wcale nie była pewna, czy to dobry plan, ale i tak szukali trochę po omacku. Mieli imię, mieli nazwisko, mieli rysopis i... cóż... grób mężczyzny, którego szukali... ale ciężko było wpaść na jego trop.
Może właśnie dlatego, że oficjalnie Max Hoffman nie żył zapewne (sądząc po stanie nagrobka) od dawna.
Brenna rozejrzała się. Zabudowa była tu rzadsza, a rodzinne mauzoleum kryło się w gęstwinie, wolała jednak upewnić się, że w okolicy nikt się nie kręci. Jeżeli nikogo nie dostrzegła, weszła pomiędzy rośliny... by tam przemienić się w wilczycę. Zaniedbany teren dawał całkiem niezłą możliwość skrycia się, kiedy biegałeś na czterech łapach - a nawet gdyby ktoś ją dostrzegł, pośród krzewów mogła zostać wzięta za bezdomnego wilczura.
Chciała pokręcić się po okolicy, na razie nie podchodząc pod sam dom. Powęszyć. Sprawdzić, czy nie wyczuje żadnych podejrzanych zapachów.
W końcu trupy, krew i czarna magia miały dość charakterystyczną woń.
Brygadzistka wahała się przez chwilę. Rozważała opcje. Pukać do drzwi goblińsko - czarodziejskiej rodziny i pytać, czy słyszeli coś o Hoffmanach? Wejść najpierw tutaj? Czy po prostu zrobić szybki rekonesans, zanim spróbują podejścia oficjalnego?
- Przypilnujesz okolicy? - mruknęła w końcu Brenna do Mavelle, decydując się na to ostatnie. Wcale nie była pewna, czy to dobry plan, ale i tak szukali trochę po omacku. Mieli imię, mieli nazwisko, mieli rysopis i... cóż... grób mężczyzny, którego szukali... ale ciężko było wpaść na jego trop.
Może właśnie dlatego, że oficjalnie Max Hoffman nie żył zapewne (sądząc po stanie nagrobka) od dawna.
Brenna rozejrzała się. Zabudowa była tu rzadsza, a rodzinne mauzoleum kryło się w gęstwinie, wolała jednak upewnić się, że w okolicy nikt się nie kręci. Jeżeli nikogo nie dostrzegła, weszła pomiędzy rośliny... by tam przemienić się w wilczycę. Zaniedbany teren dawał całkiem niezłą możliwość skrycia się, kiedy biegałeś na czterech łapach - a nawet gdyby ktoś ją dostrzegł, pośród krzewów mogła zostać wzięta za bezdomnego wilczura.
Chciała pokręcić się po okolicy, na razie nie podchodząc pod sam dom. Powęszyć. Sprawdzić, czy nie wyczuje żadnych podejrzanych zapachów.
W końcu trupy, krew i czarna magia miały dość charakterystyczną woń.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.