— To, co po sobie zostawili. nie wyglądało tak, jakby ktoś to z góry zaplanował — mruknął pod nosem, przystając na moment. — Skoro Ministerstwo było już wtedy na miejscu, to kto wie, co się tutaj właściwie stało. Równie dobrze Aurorzy mogli namieszać swoimi magicznymi sztuczkami.
Opuścił wzrok. Z odrazą zauważył, że podczas wędrówki przez las zabrudził sobie buty grubą warstwą błota, które zdążyło już wyschnąć. Co więcej, pośród sznurówek mignął mu jakiś robal, miotający się to na jedną na drugą stopę. Rabastan zaczął obstukiwać czubek buta o suche podłoże, chcąc chociaż trochę oczyścić buty. Skrzaty będą miały co robić, pomyślał, w duchu ciesząc się z tego, że jego rodzina nie miała nic przeciwko trzymaniu służby w domu. Zaklęcie wprawdzie byłoby równie szybkie, jednak czy równie efektywne?
— A bo ja wiem? Tych głównych tak pewnie z... dziesięć? Mniej więcej? — Zmarszczył czoło, zerkając na przyjaciółkę, jakby ta z miejsca mogła potwierdzić jego przypuszczenia. — Nie miałem na myśli tego, że miałabyś przeprowadzić trepanację czaszki w środku bagien. — Przewrócił oczami. — Stwierdzenie zgonu... Przynajmniej takie „w terenie” raczej powinno się wpisywać w wasze obowiązki. Tak myślę? W końcu jesteście Pogotowiem, wzywają was do różnych nagłych wypadków.
Rozumiał. co Bella starała się mu przekazać. To było oczywiste, że każdy pracownik Ministerstwa nie mógł dysponować takim samym zestawem zdolności. To tak jakby klątwołamacz w Szpitalu św. Munga miał brać się za masową produkcję magicznych mikstur, które miałyby wylądować w magazynach wszystkich wydziałów. Jedna wielka katastrofa, skomentował w myślach, wyobrażając sobie, co jego ojciec powiedziałby na ten temat. A do powiedzenia miałby całkiem sporo, zwłaszcza w kwestii tego, jak on by załatwił tę sprawę, gdyby szefował w tej instytucji.
Wielki Merlinie, czy po mnie też tak będą płakać?, pomyślał, krzywiąc się lekko, gdy histeryczny płacz skrzata wwiercał mu się coraz bardziej w uszy. Zerknął na pannę Black, przesuwając się powoli w jej stronę. Nachylił się nad jej uchem.
— A co z nim? Będziemy go targać ze sobą, czy... — zawiesił sugestywnie głos, nie chcąc przykuwać uwagi łkającego stworzenia.
[a]Bądź co bądź, trzy „ciała” to już całkiem sporo. Dwa trupy, jeden unieruchomiony skrzat... Powrót na polanę sporo im zajmie, a jeśli ten tutaj uwolni się spod siły ich zaklęcia, to kto wie, co zrobi? Sądząc po doświadczeniach ze szkoły i rodzinnej posiadłości skrzaty miały własne zdolności magiczne. A w tej histerii mogły zrobić coś kompletnie nieprzewidywalnego.
— W każdym razie jestem z tobą — zakomunikował na koniec, pozwalając towarzyszce zdecydować, co powinni zrobić dalej. Nie miał problemów z tym, aby się jej podporządkować