09.08.2023, 22:16 ✶
Zauważalnie moje domysły wstrząsnęły nią bardziej aniżeli mną. Nie dziwiłem się i oczekiwałem czegoś podobnego, bo jakby nie patrzeć, osobiście nie miałem za jakieś osiem, dziewięć miesięcy wypychać z siebie wielkiego kloca w postaci bobasa, tylko ona, ale - chwila, zaraz! - zanim to nastąpi jeszcze chodzić z coraz większym i coraz bardziej nieporęcznym brzuchem przez ten cały okres i mieć wahania nastroju, mdłości i inne dolegliwości. Współczułem jej w tej chwili szczerze i jednocześnie nienawidziłem ją za to, że śmiała zrobić coś tak... nieodpowiedzialnego. Ciekaw byłem, kto śmiał jej to zrobić. U którego delikwenta znalazła wtedy ukojenie.
Mimo wszystko chciałem jej pomóc, podtrzymać... Odepchnęła moją pomocną dłoń, ale nie zamierzałem jej zostawiać z tym samej. Mogła sobie być silną i niezależną kobietą, ale byłem tu ja, jej brat-bliźniak, ta sama krew. Byliśmy jak jedna komórka, niczym jeden organizm, więc położyłem jej rękę na ramieniu, gotów do przytulenia. Wręcz usilnie byłem przekonany o tym, że nieistotne jak bardzo nie chciała teraz wsparcia czy też pomocy, czy jakiegokolwiek dotyku, zaraz obróci się i zniknie w moich ramionach. Może była o tych parę dobrych minut starsza, ale ja byłem jej Gustim. Byłem tu. Będę przy niej zawsze. I miałem tę zaletę, że byłem wyższym od niej misiem.
- Trzeba to jak najszybciej potwierdzić i, cóż, wtedy będzie trzeba mu powiedzieć. Prędzej czy później i tak Ojciec zauważy, że jesteś w ciąży... Nie radzę próbować tego ukryć - stwierdziłem przerażony myślą o jego reakcji. Ale też zaraz się zawahałem, bo pewna wizja nawiedziła mój umysł, pewien drobny pomysł.
Jakby nie patrzeć, są przecież sposoby na poronienie, skoro to i rak niechciane dziecko. Wiem, że Vespera nie znosiła swoich mężów za nieudolność w płodzeniu dzieci... i za pewne cechy charakteru, ale... Może to byłoby rozważne posunięcie? Ciekawy byłem, czy Avelina sprzedałaby mi podobny specyfik. Cóż, miała swój pokręcony kodeks moralny.
- Vess... - szepnąłem cicho, jakbym prowadził tu konspirację. Byliśmy sami. Gdyby ktoś nas z domowników podsłuchiwał, już dawno by tu wpadł, więc... Odchrząknąłem i głośniej powtórzyłem jej imię. Przez myśl mi przeszło, że może za chwilę będzie ten moment, kiedy dostanę od niej po mordzie... A nuż to rozważy? Postanawiam zaryzykować.
- Ewentualnie... Istnieje taka możliwość... Nie naciskam, ale... Cóż... Hmm... Możemy sprowokować poronienie - zaproponowałem jej. Znajdowała się w trudnym położeniu i zapewne nie myślała teraz w pełni jasno. Kto wie? Może właśnie tego potrzebowała? Nie chciałem by podejmowała decyzję teraz, ale na spokojnie.
Mimo wszystko chciałem jej pomóc, podtrzymać... Odepchnęła moją pomocną dłoń, ale nie zamierzałem jej zostawiać z tym samej. Mogła sobie być silną i niezależną kobietą, ale byłem tu ja, jej brat-bliźniak, ta sama krew. Byliśmy jak jedna komórka, niczym jeden organizm, więc położyłem jej rękę na ramieniu, gotów do przytulenia. Wręcz usilnie byłem przekonany o tym, że nieistotne jak bardzo nie chciała teraz wsparcia czy też pomocy, czy jakiegokolwiek dotyku, zaraz obróci się i zniknie w moich ramionach. Może była o tych parę dobrych minut starsza, ale ja byłem jej Gustim. Byłem tu. Będę przy niej zawsze. I miałem tę zaletę, że byłem wyższym od niej misiem.
- Trzeba to jak najszybciej potwierdzić i, cóż, wtedy będzie trzeba mu powiedzieć. Prędzej czy później i tak Ojciec zauważy, że jesteś w ciąży... Nie radzę próbować tego ukryć - stwierdziłem przerażony myślą o jego reakcji. Ale też zaraz się zawahałem, bo pewna wizja nawiedziła mój umysł, pewien drobny pomysł.
Jakby nie patrzeć, są przecież sposoby na poronienie, skoro to i rak niechciane dziecko. Wiem, że Vespera nie znosiła swoich mężów za nieudolność w płodzeniu dzieci... i za pewne cechy charakteru, ale... Może to byłoby rozważne posunięcie? Ciekawy byłem, czy Avelina sprzedałaby mi podobny specyfik. Cóż, miała swój pokręcony kodeks moralny.
- Vess... - szepnąłem cicho, jakbym prowadził tu konspirację. Byliśmy sami. Gdyby ktoś nas z domowników podsłuchiwał, już dawno by tu wpadł, więc... Odchrząknąłem i głośniej powtórzyłem jej imię. Przez myśl mi przeszło, że może za chwilę będzie ten moment, kiedy dostanę od niej po mordzie... A nuż to rozważy? Postanawiam zaryzykować.
- Ewentualnie... Istnieje taka możliwość... Nie naciskam, ale... Cóż... Hmm... Możemy sprowokować poronienie - zaproponowałem jej. Znajdowała się w trudnym położeniu i zapewne nie myślała teraz w pełni jasno. Kto wie? Może właśnie tego potrzebowała? Nie chciałem by podejmowała decyzję teraz, ale na spokojnie.