07.08.2023, 23:03 ✶
Więc właściwie dla całej ich trójki (a pewnie i piątki) był to pierwszy raz. Niepokojące czy interesujące?
Ulysses zmrużył oczy, gdy pochodnia rozbłysła błękitnym światłem. Śledził wzrokiem niebieskie płomienie, myśląc o tym jak potężnie musiała zostać zaklęta. Spoczywała tu długo a jednak, pomimo upływu lat, wciąż pozostawała przesiąknięta magią. A może to wcale nie chodziło o pochodnię, tylko o cały budynek? Może to miejsce było jednym z tych podobnych do Hogwartu, przesiąkniętych magią na tyle intensywnie, że mimo upływu setek lat, ta wciąż pozostawała żywa w ich murach?
- Ale za to jakie robi wrażenie – odpowiedział cicho Sebastianowi.
Nie wtrącał się w rozmowę między Cathalem a Letą. Jej krzyki jedynie upewniły go, że obie kobiety żyły i miały się dobrze. No, względnie dobrze, biorąc pod uwagę, że wciąż pozostawały za ścianą. Chwilowo nawet cieszył się, że wrzaski były stłumione a on nie znajdował się obok Crouch.
Młody Rookwood nie był do końca przekonany, czy rozwalanie ściany było dobrym pomysłem. Być może magia i trzymała to miejsce we względnej kupie, ale czy będzie je trzymała również wtedy, gdy rozpieprzą ścianę? Czy nie skończy się to przypadkiem zawaleniem im sufitu na głowy? Bo to była na ten przykład nośna ściana?
Nie zdążył jednak wypowiedzieć na głos swoich wątpliwości. Usłyszał dźwięki wydawane przez owady. Odwrócił się gwałtownie w ich stronę. W jednej ręce ściskał pochodnię, w drugiej wyciągniętą różdżkę. Jego umysł chciał się zatrzymać na chwilę, na spokojnie zanalizować sytuację, ale Ulysses wiedział, że na to przyjdzie czas później, kiedy już nie będzie grozić im rój owadów.
Machnął różdżką, starając się zatrzymać rój, chciał oszronić owady lodem tak mocno, by nie tylko nie mogły się poruszać, ale i zlepiły się razem w jedną, lodową bryłę. Niezależnie od tego, czy zaklęcie mu się udało, czy też nie – od razu też zaczął się pośpiesznie cofać z dala od nich. Ostatecznie mógłby się bronić przed rojem, choćby i trzymaną w ręku pochodnią.
Ulysses zmrużył oczy, gdy pochodnia rozbłysła błękitnym światłem. Śledził wzrokiem niebieskie płomienie, myśląc o tym jak potężnie musiała zostać zaklęta. Spoczywała tu długo a jednak, pomimo upływu lat, wciąż pozostawała przesiąknięta magią. A może to wcale nie chodziło o pochodnię, tylko o cały budynek? Może to miejsce było jednym z tych podobnych do Hogwartu, przesiąkniętych magią na tyle intensywnie, że mimo upływu setek lat, ta wciąż pozostawała żywa w ich murach?
- Ale za to jakie robi wrażenie – odpowiedział cicho Sebastianowi.
Nie wtrącał się w rozmowę między Cathalem a Letą. Jej krzyki jedynie upewniły go, że obie kobiety żyły i miały się dobrze. No, względnie dobrze, biorąc pod uwagę, że wciąż pozostawały za ścianą. Chwilowo nawet cieszył się, że wrzaski były stłumione a on nie znajdował się obok Crouch.
Młody Rookwood nie był do końca przekonany, czy rozwalanie ściany było dobrym pomysłem. Być może magia i trzymała to miejsce we względnej kupie, ale czy będzie je trzymała również wtedy, gdy rozpieprzą ścianę? Czy nie skończy się to przypadkiem zawaleniem im sufitu na głowy? Bo to była na ten przykład nośna ściana?
Nie zdążył jednak wypowiedzieć na głos swoich wątpliwości. Usłyszał dźwięki wydawane przez owady. Odwrócił się gwałtownie w ich stronę. W jednej ręce ściskał pochodnię, w drugiej wyciągniętą różdżkę. Jego umysł chciał się zatrzymać na chwilę, na spokojnie zanalizować sytuację, ale Ulysses wiedział, że na to przyjdzie czas później, kiedy już nie będzie grozić im rój owadów.
Machnął różdżką, starając się zatrzymać rój, chciał oszronić owady lodem tak mocno, by nie tylko nie mogły się poruszać, ale i zlepiły się razem w jedną, lodową bryłę. Niezależnie od tego, czy zaklęcie mu się udało, czy też nie – od razu też zaczął się pośpiesznie cofać z dala od nich. Ostatecznie mógłby się bronić przed rojem, choćby i trzymaną w ręku pochodnią.
Rzut N 1d100 - 47
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut N 1d100 - 36
Akcja nieudana
Akcja nieudana