07.08.2023, 20:57 ✶
Poza siniakami nic złego się im nie stało i Pandora uznała to za dobry omen, chociaż przez kilka chwil, gdy jej mechaniczne świetliki dokładniej ujawniły jej postać kobiety, przyglądała się jej badawczo. A potem skupiła się na szukaniu wyjścia z pozornie beznadziejnej sytuacji, bo koliberek nie znalazł absolutnie żadnej szczeliny, którą mógłby się przecisnąć na stronę, gdzie tkwił Cathal z resztą grupy — wyglądało jednak na to, że matka ziemia i ich miała w opiece, wszyscy żyli.
Prewettówna lepiej radziła sobie ze śrubokrętami niż różdżką, zwłaszcza jeśli chodziło o magię bojową, bo zaklęcia przydatne do jej twórczości znała dobrze wszystkie. Nie była typem osoby, która biegała i wyzywała ludzi na pojedynki, od bicia się była Ger i Hjalmar, którzy na pewno posłaliby jej te swoje pełne dezaprobaty spojrzenia, gdyby wiedzieli, że wessała ją dziura w środku Walii do jakieś archeologicznej konstrukcji z podejrzanymi i brzydkimi posągami. Westchnęła, kręcąc głową i zgarniając kosmyk za ucho, a wtedy właśnie wyżej wspomniane, poruszyły się, wyciągając miecze. A o co chodziło ze skorpionami? Nie miała jednak czasu zapytać.
- Nosz kurwa mać! - cofnęła się pół kroku, mając nadzieję, że posągi nie miały umiejętności czytania w myślach i to nie jej komentowanie ich wyglądu i brzydkich nosów sprawiły, że ożyły. Myśl Pandora. Stuknęła paznokciami o szelkę od plecaka — owszem, miała jeszcze kilka asów w rękawie, ale żaden nie zakładał walki z rycerzem z kamienia. W przeciwieństwie do koleżanki zupełnie gdzieś miała historyczne znaczenie tego miejsca, nie chciała zostać pastrami. Podobnie jak Leta, uniosła różdżkę, chcąc rzucić dwa zaklęcia transmutacyjne. Jedno z nich miało za zadanie przetransmutować w zgodzie z prawami Gampa (tak, wyrecytowała je w myślach), trzymany przez nie oręż w coś miękkiego i niegroźnego, jak piankę, a drugie powiększyć jej koliberka. Miał metalowy i twardy dziób, zyskując na sile mógłby je zwyczajnie atakować i rozkruszyć. - Tu jest mechanizm do rozbrojenia, ale potrzebuje trochę czasu i spokoju. Tak sobie pomyślałam Leto.. One ruszyły się, jak my zaczęłyśmy się ruszać i rozbłysło mocniejsze światło, nie? Myślisz, że to jakiś klucz? - zapytała, ostrożnie ją mijając, trzymając wciąż swój plecak i narzędzia blisko siebie. Świetlik usiadł jej na głowie, zmienił nieco natężenie jasności swojego odwłoka, a ona wzięła się do pracy, gotowa zareagować, gdyby Leta potrzebowała pomocy lub któryś z rycerzy miał w planach jednak przerobić ją na sashimi. Czy to tak się nazywały te kawałki ryby układane na ryżu, które lubiła Akane? Nie miała teraz głowy myśleć o Cathalu i reszcie, musiała zadbać o to, aby nie uruchomiły czegoś gorszego. W całym swoim chaosie największym talentem Pandory była umiejętność skupienia się na pracy w trudnych warunkach. Od małego rozkręcała przedmioty po nocach, chowając się przed opiekunami — czym była opuszczona pradawna piwnica?
Prewettówna lepiej radziła sobie ze śrubokrętami niż różdżką, zwłaszcza jeśli chodziło o magię bojową, bo zaklęcia przydatne do jej twórczości znała dobrze wszystkie. Nie była typem osoby, która biegała i wyzywała ludzi na pojedynki, od bicia się była Ger i Hjalmar, którzy na pewno posłaliby jej te swoje pełne dezaprobaty spojrzenia, gdyby wiedzieli, że wessała ją dziura w środku Walii do jakieś archeologicznej konstrukcji z podejrzanymi i brzydkimi posągami. Westchnęła, kręcąc głową i zgarniając kosmyk za ucho, a wtedy właśnie wyżej wspomniane, poruszyły się, wyciągając miecze. A o co chodziło ze skorpionami? Nie miała jednak czasu zapytać.
- Nosz kurwa mać! - cofnęła się pół kroku, mając nadzieję, że posągi nie miały umiejętności czytania w myślach i to nie jej komentowanie ich wyglądu i brzydkich nosów sprawiły, że ożyły. Myśl Pandora. Stuknęła paznokciami o szelkę od plecaka — owszem, miała jeszcze kilka asów w rękawie, ale żaden nie zakładał walki z rycerzem z kamienia. W przeciwieństwie do koleżanki zupełnie gdzieś miała historyczne znaczenie tego miejsca, nie chciała zostać pastrami. Podobnie jak Leta, uniosła różdżkę, chcąc rzucić dwa zaklęcia transmutacyjne. Jedno z nich miało za zadanie przetransmutować w zgodzie z prawami Gampa (tak, wyrecytowała je w myślach), trzymany przez nie oręż w coś miękkiego i niegroźnego, jak piankę, a drugie powiększyć jej koliberka. Miał metalowy i twardy dziób, zyskując na sile mógłby je zwyczajnie atakować i rozkruszyć. - Tu jest mechanizm do rozbrojenia, ale potrzebuje trochę czasu i spokoju. Tak sobie pomyślałam Leto.. One ruszyły się, jak my zaczęłyśmy się ruszać i rozbłysło mocniejsze światło, nie? Myślisz, że to jakiś klucz? - zapytała, ostrożnie ją mijając, trzymając wciąż swój plecak i narzędzia blisko siebie. Świetlik usiadł jej na głowie, zmienił nieco natężenie jasności swojego odwłoka, a ona wzięła się do pracy, gotowa zareagować, gdyby Leta potrzebowała pomocy lub któryś z rycerzy miał w planach jednak przerobić ją na sashimi. Czy to tak się nazywały te kawałki ryby układane na ryżu, które lubiła Akane? Nie miała teraz głowy myśleć o Cathalu i reszcie, musiała zadbać o to, aby nie uruchomiły czegoś gorszego. W całym swoim chaosie największym talentem Pandory była umiejętność skupienia się na pracy w trudnych warunkach. Od małego rozkręcała przedmioty po nocach, chowając się przed opiekunami — czym była opuszczona pradawna piwnica?
Rzut N 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 50
Slaby sukces...
Slaby sukces...