06.08.2023, 12:02 ✶
Pandora żyła, była cała, toteż Leta miała przynajmniej jeden problem z głowy mniej. Nie na długo wprawdzie, jak miał czas pokazać, ale w każdym razie: zawsze to coś. Głupio by było tracić specjalistę praktycznie na starcie prac archeologicznych, prawda?
W zasadzie… głupio byłoby tracić kogokolwiek na początku. Choć tak właściwie, najlepiej jakby nikt nie umarł, ani teraz, ani później; zdecydowanie oszczędziłoby to wszystkim kłopotów. Za to posłała Pandorze mało rozumiejące spojrzenie. Oszczędzanie energii? Czyli co, usiąść, załamać ręce i nie robić nic…?
A. Że w ten sposób.
- Więcej światła – zdecydowała praktycznie od razu. Koliber też nie brzmiał głupio, wręcz przeciwnie – bardzo, ale to bardzo rozsądnie i wydawał się być naprawdę przydatnym urządzeniem, które mogłoby pomóc w rozwikłaniu zagadki pt. „chcemy wyjść, ale póki co nie mamy pojęcia, jak”. Wbrew pozorom, dawni potrafili mieć takie pomysły, że mucha nie siada; współczesne rozwiązania zdawały się być czasem mało finezyjne w zestawieniu z tym, co dało się wyszarpać z mroków historii. Przynajmniej zdaniem Lety, oczywiście, i zapewne istniały też takie, które biły na głowę pomysły dawnych.
Tylko, siłą rzeczy, nieszczególnie miała okazję mieć z takimi do czynienia. Nie, żeby żałowała; przecież ciągle patrzyła głównie wstecz…
Odetchnęła z ulgą, słysząc głos Cala. Świetnie, zatem najwyraźniej wszyscy żyli, ba, mało tego, mogli się porozumieć i może nawet znaleźć wspólnie rozwiązanie…
- Żadnych wyjść, za to są tu posągi! Tylko skorpionów brak! – krzyknęła w odpowiedzi, nawiązując oczywiście do pewnej egipskiej komnaty, w której utknęli. I gdzie też zadzierzgnęli bliższą znajomość z tymi jadowitymi skurwysynami; cudem chyba udało się Lecie wynieść z tego głowę cało. Bo tamten skorpion mógł wykazać się przecież znacznie mniejszą cierpliwością… - Tak, mamy, już się… KURWA, TO ŻYJE! – tak, kobieta chciała się cofnąć, dać przestrzeń na rozwalenie ściany, o ile byłoby to w ogóle możliwe. Z jednej strony – trochę szkoda, bo mimo wszystko, było to świadectwo dawnej myśli architektonicznej i tak dalej, i tak dalej, z drugiej – no hej, jeśli nie udałoby się znaleźć rozwiązania, to zdecydowanie należało sięgnąć po przemoc.
Tyle że zastosowanie dla przemocy w tej chwili było teraz zgoła inne – ściana mogła chwilę poczekać. Posąg – nie bardzo, jeśli nie chciały się z nimi bliżej „zaprzyjaźnić”, a raczej z broniami, jakie figury dzierżyły. Szlag, szlag, szlag.
Niemalże odruchowo machnęła różdżką, usiłując rozproszyć magię napędzającą jebane posągi (a w pierwszej kolejności ten, którego przyłapała), zanim zacznie ruszać się znacznie żwawiej i tym samym pokaże pełnię swoich możliwości...
W zasadzie… głupio byłoby tracić kogokolwiek na początku. Choć tak właściwie, najlepiej jakby nikt nie umarł, ani teraz, ani później; zdecydowanie oszczędziłoby to wszystkim kłopotów. Za to posłała Pandorze mało rozumiejące spojrzenie. Oszczędzanie energii? Czyli co, usiąść, załamać ręce i nie robić nic…?
A. Że w ten sposób.
- Więcej światła – zdecydowała praktycznie od razu. Koliber też nie brzmiał głupio, wręcz przeciwnie – bardzo, ale to bardzo rozsądnie i wydawał się być naprawdę przydatnym urządzeniem, które mogłoby pomóc w rozwikłaniu zagadki pt. „chcemy wyjść, ale póki co nie mamy pojęcia, jak”. Wbrew pozorom, dawni potrafili mieć takie pomysły, że mucha nie siada; współczesne rozwiązania zdawały się być czasem mało finezyjne w zestawieniu z tym, co dało się wyszarpać z mroków historii. Przynajmniej zdaniem Lety, oczywiście, i zapewne istniały też takie, które biły na głowę pomysły dawnych.
Tylko, siłą rzeczy, nieszczególnie miała okazję mieć z takimi do czynienia. Nie, żeby żałowała; przecież ciągle patrzyła głównie wstecz…
Odetchnęła z ulgą, słysząc głos Cala. Świetnie, zatem najwyraźniej wszyscy żyli, ba, mało tego, mogli się porozumieć i może nawet znaleźć wspólnie rozwiązanie…
- Żadnych wyjść, za to są tu posągi! Tylko skorpionów brak! – krzyknęła w odpowiedzi, nawiązując oczywiście do pewnej egipskiej komnaty, w której utknęli. I gdzie też zadzierzgnęli bliższą znajomość z tymi jadowitymi skurwysynami; cudem chyba udało się Lecie wynieść z tego głowę cało. Bo tamten skorpion mógł wykazać się przecież znacznie mniejszą cierpliwością… - Tak, mamy, już się… KURWA, TO ŻYJE! – tak, kobieta chciała się cofnąć, dać przestrzeń na rozwalenie ściany, o ile byłoby to w ogóle możliwe. Z jednej strony – trochę szkoda, bo mimo wszystko, było to świadectwo dawnej myśli architektonicznej i tak dalej, i tak dalej, z drugiej – no hej, jeśli nie udałoby się znaleźć rozwiązania, to zdecydowanie należało sięgnąć po przemoc.
Tyle że zastosowanie dla przemocy w tej chwili było teraz zgoła inne – ściana mogła chwilę poczekać. Posąg – nie bardzo, jeśli nie chciały się z nimi bliżej „zaprzyjaźnić”, a raczej z broniami, jakie figury dzierżyły. Szlag, szlag, szlag.
Niemalże odruchowo machnęła różdżką, usiłując rozproszyć magię napędzającą jebane posągi (a w pierwszej kolejności ten, którego przyłapała), zanim zacznie ruszać się znacznie żwawiej i tym samym pokaże pełnię swoich możliwości...
Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana