Samuel słuchał uważnie tego, co miała do powiedzenia Florence. Widać było, że zna się na rzeczy. Jej słowa jednak nieco go zaskoczyły. Jakie musiały być to stworzenia, że ten nieszczęśnik skończył wyglądając w ten sposób? Wolał sobie tego nie wyobrażać, bo zaczynał panikować. - Nie słyszałem jeszcze o czymś takim, jeśli mam być szczery. Zwierzęta raczej unikają konfrontacji, chyba, że ktoś powoduje ich niebezpieczeństwo, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie sądzę, żeby ludzie podczas sabatu należeli do takich, którzy ścieraliby się ze zwierzętami. - Próbował zrozumieć też skąd takie stwory mogły się tutaj wziąć. Wcześniej Knieja była bezpieczna. Nie słyszał o podobnych wydarzeniach, a mieszkał w Dolinie niemalże trzydzieści lat. Voldemort musiał mieć z tym coś wspólnego. Pozostawało jeszcze jedno ważne pytanie, gdzie aktualnie znajdowały się te stwory. - Powinniśmy chyba ostrzec innych o tym, że w lesie można się natknąć na takie potwory, może warto by było zabezpieczyć Knieję po tym wszystkim, chociaż właściwie nie mamy pewności, że one w niej pozostały. - Co jeśli wyruszyły dalej? Może nigdzie nie było już bezpiecznie i czarodzieje, ale przecież nie tylko czarodzieje, a również mugole powinni mieć się na baczności.
Na całe szczęście Bulstrode nie skomentowała tego, w jaki sposób się wypowiedział. Spowodowałoby to, że poczułby się nieco niezręcznie, a w takim wypadku zachowywał się, jakby nic się nie stało.
Współpraca popłacała, bo udało im się razem całkiem zgrabnie umieścić kończyny w worze. Problem rozwiązany, przynajmniej tymczasowo. Teraz inni będą się tym zajmować, osoby które faktycznie się na tym znały, bo on jak widać na załączonym obrazku był tu jedynie rękoma, które mogły zapakować to do wora. Nic więcej nie mógł zrobić ze znalezionym ciałem, bo się zwyczajnie na tym nie znał.
- Ma Pani rację, wołałbym nie szlajać się po tym lesie w nocy. - Kto wie, co może czaić się w ciemnościach? Nie chciał tego sprawdzać, były od tego odpowiednie organy. Samuel rzucił kolejne zaklęcie, które miało unieść wór z częściami człowieka do góry, nie zamierzał go nieść na plecach, nie po to całe życie ćwiczył zaklęcia translokacyjne, nie sądził jednak, że kiedyś przydadzą mu się one do tego, żeby przenosić trupy. Życie jak widać lubi zaskakiwać. Poczekał, aż Bulstrode zawiesi czerwoną wstążkę na drzewie, po czym ruszył w stronę polany.
Udało im się wrócić na miejsce bez zbędnych komplikacji. Poszli do namiotu, w którym były składowane ciała. Położył tam wór, aby mogli zająć się i ich znaleziskiem. Pożegnał się jeszcze z Florence, po czym ruszył do domu. Zrobił, co mógł, aby pomóc w miejscu tragedii.