Z jednej strony nie chciał wybierać trasy wielce dookoła. Głównie ze względu na ten przeklęty eliksir. Z drugiej strony... tak, w zasadzie nie było co wielce omijać budynku, w którym był problem. Więc może i nie wybrał trasy tą samą uliczką, ale obok. I przyglądał się z ciekawości, bo oczywiście parę osób tam rzeczywiście stało, kiedy się tak zbliżali i mijali jednocześnie miejsce ich własnej zbrodni. Słuchał teraz jednym uchem o tych teleportacjach, ucieczkach... tak, miała rację, sam tak uważał, więc nie potrzebował w tym edukacji. Wiedział, że chciała go po prostu przekonać, że to dobry pomysł. Właściwie już wierzył jej nawet, że się martwi. Czy wpływ na to miało Beltane, czy może nie? Na pewno większy. To było tak kurewsko problematyczne i wyniszczające, że nie było takiej opcji, żeby Sauriel przestał nagabywać wróżów i żeby przestał szukać sposobu na ściągnięcie tego. A naszukać się miał jak i kogo, bo nie szukał po tej ciemnej stronie ulicy, gdzie by na pewno ich wychujali i jeszcze by się dorobili jakiejś klątwy na odchodne.
- Ay. Wiem. - Zrobił coś w stylu "odetchnięcia". To było apropo tej teleportacji. - A co? Moje próby oznaczają, że na pewno mi się uda? - Podłapał jej niechęć do zostawania świnką. Nie wyobrażał sobie grubej Victorii, ale znów - nie miał zbyt bogatej wyobraźni. Victoria o siebie naprawdę dbała, więc jakoś tak... naturalnym wydawało się, że nie było takiej opcji. Niby nasłuchał się, że jak baba wyjdzie za mąż to potem tyła, bo już nic nie musiała. Ale Victorii marzeniem i spełnieniem życiowym nie było zamążpójście, tylko praca jako auror. Na razie przynajmniej. Jeśli cokolwiek jej się zmieni to by ją w tym wspierał. natomiast ona dbała o siebie... dla siebie. Tak mu się wydawało.
- He? Ale za co ty mnie przepraszasz? - No właśnie? Za co? - Nie sama mówiłaś, że łatwo się wyjebać jak tam nic widać nie było? - Pił do tego, że skoro łatwo się wywalić, to jak tutaj teraz widzieć, jakie konkretnie zaklęcie leci. Owszem, niewybaczalne były specyficzne, nawet w swoich promieniach światła. Prawie czuć było ich stęchliznę w powietrzu. Magia przesączona pragnieniem zranienia kogoś - zupełnie inny poziom nawet niż rozwalenie komuś ręki zaklęciem. A to jej spojrzenie... Sauriel odwrócił wzrok, bo ogarnęło go jakieś uczucie, na którym nie chciał się teraz skupiać i któremu nie chciał dać się objąć. - Hooo, zaklęcie-pułapka. - Powiedział z zadowoleniem, kiedy oświadczyła, że lubi, kiedy peplał. Brenna chyba też dużo peplała. Najwyraźniej Victoria lubiła osoby w swoim towarzystwie, które ją zajmowały. Przy czym ona wcale nie była cichą trusią.
- O tym stroju kurtyzany, który wyciągnęłaś z Beltane. Czy tam, jak ty go nazwałaś, "stroju brygadzistki", hehehe... - Zarechotał z zadowoleniem. - Tylko spokojnie. Gdybym cię lubił mniej to bym nalegał, ale tylko sobie żartuję. Nie pokazuj się w czymś takim publicznie, jeszcze jakiś piśmak, nie daj Boże, na to trafi.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.