31.07.2023, 22:29 ✶
Choć siostra bliźniaczka zaszła mi za skórę wiele razy, tak też wiele razy ratowała mnie z opresji. Nie ukrywałem, nawet przed nią samą, że były momenty, kiedy pragnąłem jej śmierci, nawet takiej dokonanej własnymi rękoma. Niezależnie jednak od wszystkiego, czy nam się to podobało, czy też nie, płynęła w nas ta sama krew, ta sama złośliwość, ale również i wsparcie, więc kiedy zadecydowałem aby nieco odmienić swoje oblicze z powodu rozpoczynających się wakacji, to Vesperze postanowiłem jako pierwszej pochwalić się swoim nowym wąsem. Od razu, bezpośrednio po wizycie u barbera.
Warto napomknąć, że niełatwo było przemknąć pomiędzy domownikami niezauważonym, ale udało mi się to osiągnąć tylko dzięki pozbyciu się obuwia ze swoich stóp. Porzuciłem je w przedpokoju, skradając się do najdalszych zakątków posiadłości w Little Hangleton. Niekiedy zazdrościłem Vesperze tego, że miała pokój z dala od moich dzieci. Kojące. Niekiedy wymykałem się do niej na drzemki. Zapewne zdawała sobie sprawę, że nie porzuciłem tego zabiegu.
Już miałem pukać, ale tego zabiegu już zaniechałem. Wsunąłem się do środka i... nikogo w sypialnie nie było, więc niemalże się zawiodłem, gdybym tylko nie usłyszał podejrzanych dźwięków dochodzących ze strony jej łazienki. Zapaliła mi się momentalnie czerwona lampka. Coś ewidentnie było nie tak, skoro Vespera wymiotowała. Podbiegłem czym prędzej do drzwi by jej pomóc.
- Vess, co się dzieje? - zapytałem, klękając obok niej.
Nie wyglądała za dobrze i gdyby się tak zastanowić, to już od dłuższego czasu nie jadała za wiele i zaraz po kolacji znikała w odmętach swojego pokoju. Zajęty swoimi sprawami, ewidentnie temu zaniedbałem. Już nie zamierzałem. Na dowód tego przegarnąłem włosy z jej twarzy.
- Potrzebujesz czegoś? Wezwać magimedyka? - zaproponowałem, gdyż teleportacja była w tym przypadku złym pomysłem, szczególnie że nie miałem okazji opanować tej łącznej. Zacisnąłem wargi, czekając na jakiekolwiek informacje od Vespery.
Warto napomknąć, że niełatwo było przemknąć pomiędzy domownikami niezauważonym, ale udało mi się to osiągnąć tylko dzięki pozbyciu się obuwia ze swoich stóp. Porzuciłem je w przedpokoju, skradając się do najdalszych zakątków posiadłości w Little Hangleton. Niekiedy zazdrościłem Vesperze tego, że miała pokój z dala od moich dzieci. Kojące. Niekiedy wymykałem się do niej na drzemki. Zapewne zdawała sobie sprawę, że nie porzuciłem tego zabiegu.
Już miałem pukać, ale tego zabiegu już zaniechałem. Wsunąłem się do środka i... nikogo w sypialnie nie było, więc niemalże się zawiodłem, gdybym tylko nie usłyszał podejrzanych dźwięków dochodzących ze strony jej łazienki. Zapaliła mi się momentalnie czerwona lampka. Coś ewidentnie było nie tak, skoro Vespera wymiotowała. Podbiegłem czym prędzej do drzwi by jej pomóc.
- Vess, co się dzieje? - zapytałem, klękając obok niej.
Nie wyglądała za dobrze i gdyby się tak zastanowić, to już od dłuższego czasu nie jadała za wiele i zaraz po kolacji znikała w odmętach swojego pokoju. Zajęty swoimi sprawami, ewidentnie temu zaniedbałem. Już nie zamierzałem. Na dowód tego przegarnąłem włosy z jej twarzy.
- Potrzebujesz czegoś? Wezwać magimedyka? - zaproponowałem, gdyż teleportacja była w tym przypadku złym pomysłem, szczególnie że nie miałem okazji opanować tej łącznej. Zacisnąłem wargi, czekając na jakiekolwiek informacje od Vespery.