Wyznanie czarownicy można było uznać za zaskakujące. Trudno było mu ocenić w obecnej sytuacji, czy to była przypadkowa zbieżność imion i nazwisk, czy jednak mówili o tej samej osobie. Istniał sposób aby to sprawdzić. Jego zdaniem kobiet o imieniu Danielle mogło być naprawdę wiele w całej magicznej Anglii. Nie zamierzał jednak podważać stanowiska Lucy. Mogła mieć rację. On nie sprawdzał popularności danych imion.
— Nawet, jeśli to imię nie uchodzi za popularne, poznana przeze mnie Danielle wcale nie musi być twoją siostrą. Właściwie to mało prawdopodobne. Musiałaby uzdrowicielką, pracującą na oddziale urazów pozaklęciowych. A takich może być więcej, niż jedna. — Zastanawiał się na głos za sprawą przekazanej mu informacji. Byłoby to szczególne zrządzenie losu, gdyby spotkał siostrę poznanej na mokradłach czarownicy. Dobre czy złe, czas pokaże.
— Na Sabatach bywam tak często jak to możliwe. Jak pozwala mi grafik. W końcu jesteś Aurorką. To dobry powód ku temu aby Ci zaufać. Udało Ci się w przeszłości aresztować jakiegoś czarnoksiężnika? — Poinformował ją z uśmiechem. Nie stronił od udziału w podobnych wydarzeniach, więc w gruncie rzeczy każdy mógł go wypatrzeć w tłumie i zagadać do niego na chwilę i poprosić go o złożenie autografu na kawałku pergaminu, czasopiśmie branżowym czy na jego zdjęciu. Podchodził do tego jak większość ludzi. Z zasady ufał czarodziejom i czarownicom wykonującym zawód zaufania publicznego, jak właśnie Auror, Brygadzista czy Uzdrowiciel. Jednakże miarą doświadczenia Aurora nie były przepracowane lata w Biurze Aurorów, tylko ilość zapełnionych w Azkabanie cel. Przynajmniej tak słyszał. W tym momencie Lucy mogła to potwierdzić albo raz na zawsze obalić ten mit. Jako cywil nie miał wglądu w to jak dokładnie wygląda praca każdego Aurora.
Zrozumienie jego postawy w tej sytuacji było bardzo miłe. Nie poczuł się oceniany za to, że nie zachował zimnej krwi w obliczu potencjalnego zagrożenia, które w rzeczywistości okazało się wytworem ich wyobraźni. Czarownica też nie zaczęła z niego drwić. Co się stało to się jednak nie odstanie. Nie był w stanie przewidzieć tego, co czekało na nich w lesie. Prawdą było to, że tuż za rogiem mógł czaić się prawdziwy Śmierciożerca. Mógł ich w każdym momencie zaatakować. Wolał wrócić. Może będzie w stanie pomóc jakoś na miejscu.
— J-ja chyba wolałbym już opuścić ten las. Może będę w stanie pomóc jakoś na miejscu — Poinformował tę czarownicę już z większą pewnością w głosie. Przekonał się o tym na własnej skórze, że to nie było miejsce na dla niego i tam może okazać się bardziej przydatny, jeśli ktoś dokładnie powie mu co ma robić. Prawdą było, że nieczęsto pomagał osobiście. Znacznie częściej wykorzystywał do tego pokaźną zasobność swojego skarbca.