Jak zaklęty wpatrywał się w swoją nogę. Ból promieniował po całym ciele. To coś nowego. Po tylu latach spędzonych we śnie oraz roku bezpiecznie spędzonym wśród książek, Ururu po raz pierwszy odczuwał tak zwiększone stężenie adrenaliny. Cóż, nie było to tak intensywne jak u zwykłego człowieka, w końcu procesy zachodzące w jego ciele zostały wydłużone. Ale były.
Zsunął się na ziemię, by usiąść. I syknął, gdy wnyki przesunęły się tworząc kolejną falę bólu. Trzęsącymi się rękoma próbował uwolnić nogę w dość bezsensowny sposób. Na jego twarzy malował się wyraz dziwnej ekscytacji.
— Oh, tak, tak, na pewno nie zacisnęła się poprawnie — odpowiedział z trudem. Był przekonany, że ostrza wbiły mu się aż do kości. Wciąż był nieco wychudzony, nie miał wielu mięśni, które mogłyby zatamować ten atak. Cud, że wnyki nie zatrzasnęły się całkowicie, odcinając kawałek kończyny.
— Niech pani przygotuje... bandaże do... zatamowania krwotoku. A ja otworzę.
Złapał za różdżkę i rzucił dwa razy zaklęcie, nawet nie patrząc, czy efekt pierwszego wyszedł. Przezorny, zawsze ubezpieczony. Jeśli mu wyszło, mogli obserwować jak z rany wyciekło... prawie nic. Podczas gdy u normalnego człowieka powinien się rozpętać piekielny krwotok.
Dwa razy Translokacja na otwieranie
Akcja nieudana
Sukces!