Ze strony Victorii to nawet nie była chęć spowiadania się – tak naprawdę po prostu chciała mu powiedzieć. Sama nie była straszną gadułą, w interakcjach pomiędzy nimi była chyba jakaś równowaga, nikt zanadto nie milczał i nikt zanadto nie wybijał się w mówieniu. Teraz jednak dość instynktownie przyjęła rolę gaduły – więc pociągnięta za język po prostu opowiadała, właśnie dlatego, żeby on poczuł tę normalność. Że nie siedzi sam w ciemnej sypialni, nie dogorywa tam w samotności, tylko ktoś spędza z nim czas – nie zadaje głupich pytań i nie karze mówić. Mówiła sama. Tak po prostu.
- Mogłeś, my na to nie wpadłyśmy dopóki Brenna nie zobaczyła kłody z oczami – Victoria cicho się zaśmiała. Bo naprawdę obie nie spodziewały się, że błotoryje wyjdą z Kniei i zawędrują tak blisko obszaru zamieszkanego przez ludzi… i w tym też czarodziejów. A że kolegów okazało się być pięć, były głodne i wkurzone no to… Było jak było. - W ogóle to jednego udało jej się jakimś cudem… wysadzić. Więc byłyśmy całe w błotoryju. I wszystko było w błotoryju… Obrzydliwe – dlatego taka poirytowana wróciła do domu tamtego wieczora, ale Sauriel mógł tego nie zauważyć, bo od razu do niej wystartował. - Och – to była jej pierwsze reakcja na „mugolska książka”. W gruncie rzeczy chyba nie powinna się dziwić; Brenna lubiła mugoli, Sauriel… Robił wszystko żeby regularnie denerwować swoją rodzinę, więc też pasowało. Osobiście zupełnie jej nie ciągnęło do mugolskiego… niczego. I trochę sceptycznie spojrzała na Rookwooda. Ale mówił, że jest „zajebista”. Może… z ciekawości by zerknęła o co chodzi? Żeby zrozumieć o czym w ogóle gadała Brenna i Sauriel? Sama z siebie na pewno by tego nie ruszyła, ale dla Sauriela… - Masz ją tu? – zapytała w końcu.
Obserwowała przez moment, jak mężczyzna po prostu siedzi z tym papierosem pomiędzy palcami. Nie wypadał mu, to chociaż tyle. Naprawdę była gotowa się nim tutaj teraz zająć, chociaż kiedy w ogóle tutaj przyszła, to nie sądziła, że zastanie go w takim stanie. W złym humorze – tak. Ale nie… Ale nie takiego. Zobaczyła, że ruszył ręką i wskazał na coś – Victoria zmrużyła oczy, dostrzegła kontur książek i wstała, gładko podchodząc do mebla, przyglądając mu się z bliska. Nigdy mu nie myszkowała po pokoju, co prawda rozglądała się, ale nie przesadnie uważnie. Teraz faktycznie stanęła przez półką, gdzie trzymał jakieś książki i kobieta uważnie w półmroku czytała tytuły. Doczytała też w końcu to, o czym mówił Sauriel. Władca pierścieni. Ale tego były trzy różne książki!
- Władca pierścieni dwie wieże, władca pierścieni drużyna pierścienia, władca pierścieni powrót króla? – przeczytała i odwróciła się do niego. - Widzę, że to jakaś konkretna lektura – stwierdziła, ale dla niej osobiście to nie był problem. - Nie wierzę, że to mówię. Która jest pierwsza? Przeczytam i zobaczę – czyli wyrobi sobie swoje własne zdanie, choć naprawdę była bardzo sceptyczna. Do mugoli podchodziła z rezerwą i ostrożnością. - Oczywiście, że możesz złożyć. I jestem pewna, że Brenna by tego nie zostawiła tak o. Jest bardzo uparta. Jak sobie coś wymyśli, to mam wrażenie, ze poruszyłaby niebem i ziemią, żeby dopiąć swego – wiedziała, że jej koleżanka, również prefektka, bardzo serio podchodziła do swojej pracy. Dlatego też spotykały ją takie dziwaczne rzeczy. Zaraz jednak wróciła do kanapy i Sauriela. - Rozważasz to? Chciałbyś to zgłosić? – jeśli potrzebował mentalnego wsparcia, to kimże była, by mu go odmówić? Źle go tutaj traktowali, może to byłby pierwszy krok do tego, by naprawdę uwolnić się spod macek tak toksycznej rodziny? Przyglądała się Saurielowi z uwagą.
- Wiem, postaram się… Ale to wczoraj… to było takie żywe. Nie wiem jak rozróżnić co jest czym kiedy to się dzieje. Nie wiem czy będę w stanie to od razu zrozumieć – naprawdę, nie na wyrost nazwała to traceniem zmysłów.
Kiedy wykonał ruchy, żeby się położyć, wzięła od niego papierosa, tak na wszelki wypadek. Pozwoliła mu się wygodnie umościć na kanapie, a kiedy ułożył głowę na jej udach, to delikatnie odgarnęła mu włosy z czoła.
- Chcesz sobie popalać dalej? Czy go zgasić? – podpytała i albo podsunęła mu do połowy wypalonego papierosa w dłoń, albo go po prostu zgasiła i odłożyła na stolik, po czym wróciła do tej bardzo delikatnej pieszczoty, jaką było gładzenie go po głowie. - Nie ma ludzi jednoznacznie złych albo jednoznacznie dobrych – byli. Na przykład Voldemort, ale on był wyjątkiem od reguły. - Dla mnie nie jesteś zły – i nie zamierzała być w tym wypadku obiektywna.