21.07.2023, 21:34 ✶
Och, ten uśmiech! Jak mogła wcześniej nie zauważyć, że Darcy ma naprawdę przepiękny uśmiech?! Nic, tylko uwiecznić na ruchomej fotografii, oprawić i powiesić sobie nad łóżkiem, by zaczynać i kończyć dzień wręcz najwspanialszym widokiem, jaki mógł zaoferować Londyn. Co tam Londyn, świat!!!
Tylko że… nie miała teraz czasu na zachwycanie się i roztkliwianiem nad takimi widokami, nie gdy przed nosem miała taką plamę! Na pierwszy rzut oka – wysypka, jak wysypka. Ale co, jeśli to był tylko symptom czegoś o wiele poważniejszego?! Nie, nie mogła odwrócić się na pięcie i stwierdzić, że nie umiera – to wymagało zbadania!
… co, oczywiście, powinna była zrobić w każdym takim przypadku, jak na kogoś aspirującego do uzdrowiciela, oczywiście, a nie tylko dlatego, że to był nikt inny, jak właśnie Darcy Lockhart.
- Uczuleniowa? – spytała czujnie, puszczając chłopaka i cofając się o krok. Weszła w skórę uzdrowiciela skupionego na pacjencie; z wielką chęcią powymieniałaby wszelkie możliwe uprzejmości, z jeszcze większą powychwalałaby jego pisarską działalność (halo, te artykuły w Proroku – no kawał dobrej roboty i z pewnością nikt inny nie napisałby tego lepiej!!!) - Jeszcze gdzieś masz taką wysypkę? Co ostatnio jadłeś, piłeś, może dotykałeś czegoś…? Pytam o jakieś nowe rzeczy, nie te, z którymi zwykle masz do czynienia, bo tu już na pewno byłbyś świadomy, że wyrządzają ci krzywdę – wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, poprawiając papiery pod pachą. Rozejrzała się niespokojnie (jak być spokojną w takiej sytuacji?! Choć nie no, spokój i zimna krew to właśnie coś, co powinna teraz zachować – co to za uzdrowiciel, co nie potrafi na chłodno ocenić sytuacji, tylko się gorączkuje? W takim stanie bardzo łatwo o pomyłki!).
Odetchnęła głębiej, biorąc się w garść. Tak. Spokój to klucz do rozwiązania tej sytuacji.
- Chodź ze mną, znajdziemy jakieś miejsce – poleciła i ruszyła w stronę odpowiednich pomieszczeń, jakąś resztką rozsądku powstrzymując się od złapania Darcy’ego za dłoń i po prostu ciągnięcia go za sobą bez pardonu. Ale tak, upewniła się, że chłopak za nią idzie, a nie wrósł w ziemię niczym jakiś kołek!
Tylko że… nie miała teraz czasu na zachwycanie się i roztkliwianiem nad takimi widokami, nie gdy przed nosem miała taką plamę! Na pierwszy rzut oka – wysypka, jak wysypka. Ale co, jeśli to był tylko symptom czegoś o wiele poważniejszego?! Nie, nie mogła odwrócić się na pięcie i stwierdzić, że nie umiera – to wymagało zbadania!
… co, oczywiście, powinna była zrobić w każdym takim przypadku, jak na kogoś aspirującego do uzdrowiciela, oczywiście, a nie tylko dlatego, że to był nikt inny, jak właśnie Darcy Lockhart.
- Uczuleniowa? – spytała czujnie, puszczając chłopaka i cofając się o krok. Weszła w skórę uzdrowiciela skupionego na pacjencie; z wielką chęcią powymieniałaby wszelkie możliwe uprzejmości, z jeszcze większą powychwalałaby jego pisarską działalność (halo, te artykuły w Proroku – no kawał dobrej roboty i z pewnością nikt inny nie napisałby tego lepiej!!!) - Jeszcze gdzieś masz taką wysypkę? Co ostatnio jadłeś, piłeś, może dotykałeś czegoś…? Pytam o jakieś nowe rzeczy, nie te, z którymi zwykle masz do czynienia, bo tu już na pewno byłbyś świadomy, że wyrządzają ci krzywdę – wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, poprawiając papiery pod pachą. Rozejrzała się niespokojnie (jak być spokojną w takiej sytuacji?! Choć nie no, spokój i zimna krew to właśnie coś, co powinna teraz zachować – co to za uzdrowiciel, co nie potrafi na chłodno ocenić sytuacji, tylko się gorączkuje? W takim stanie bardzo łatwo o pomyłki!).
Odetchnęła głębiej, biorąc się w garść. Tak. Spokój to klucz do rozwiązania tej sytuacji.
- Chodź ze mną, znajdziemy jakieś miejsce – poleciła i ruszyła w stronę odpowiednich pomieszczeń, jakąś resztką rozsądku powstrzymując się od złapania Darcy’ego za dłoń i po prostu ciągnięcia go za sobą bez pardonu. Ale tak, upewniła się, że chłopak za nią idzie, a nie wrósł w ziemię niczym jakiś kołek!