21.07.2023, 14:03 ✶
Lubiła Annę. Była jedną z tych nielicznych osób od Rookwoodów, które faktycznie lubiła. Nie znała jej jakoś świetnie, nawet nie dobrze, ale zawsze była miła i nigdy w żaden sposób odpychająca. Wiedziała od Sauriela, że nie zawsze robiła wszystko dobrze, że zawiodła syna na więcej niż jednym polu, ale miała w sobie po prostu coś takiego… sympatycznego. Nikt nie był przecież idealny, a nie dało się ukryć, że Anna, pomimo popełnionych błędów, nadal się starała – dla syna. Kto wie, może to on był powodem, dla którego każdego dnia wstawała i żyła? Pomimo.
Victoria z kolei nigdy nie była nazbyt wylewna osoba, nie pchała rąk do ludzi to i łatwiej przyszło jej trzymanie rąk przy sobie, pilnowanie by przypadkiem nie dotknąć drugiej osoby i tym samym nie sprawić dyskomfortu swoim chłodem. Sauriel był… w tym wypadku naprawdę wyjątkiem, który by się nie wzdrygnal na jej przypadkowy dotyk. Co zabawne – Tori była podobna do swojej matki. Może nie skóra zdjęta z człowieka, ale faktycznie były podobne do siebie z wyglądu. Obie o ciemnych oczach, ciemnych włosach, podobnie prosty nos, nawet usta. Nieco bardziej oliwkowa skóra była jednak z pewnością po linii ojca od przodków wywodzących się z Francji. Jednak nie, z charakteru… nie były takie same. Ale czy na pewno? Na pewno miały zupełnie różne podejście do życia.
- Nie przeszkadza mi to aż tak – przyznała Annie zresztą zgodnie z prawdą. Całkiem lubiła nocne dyżury. Zresztą była bardzo obowiązkowa i serio podchodziła do… chyba wszystkiego, czego się podejmowała. - Chyba wszędzie wszyscy robią teraz nadgodziny – jej ojciec w Mungu to samo. Nawet Isabella kilka razy dłużej zostawała w Ministerstwie, choć jej praca w Departamencie Skarbu nie mogła się równać zapierdolu jaki mieli w szpitalu i w Departamencie Przestrzegania Prawa.
Widziała, że Anna jest trochę spięta. Mogła się tylko domyślać, że musiało chodzić o Sauriela, zwłaszcza wtedy, kiedy się zajaknęła. Nie wiedziała, ile wiedziała Anna – o tym, że Victoria wiedziała, że Sauriel odwalił i skończył w areszcie, ba, że sama otwierała jego celę i że to ona wysyłała do nich sowę. Za to była pewna, że nie wiedziała, że Sauriel przyznał się Victorii do tego, jak traktuje go ojciec, co dzieje się w domu, dlaczego został wampirem… bo tak po prawdzie to nie wątpiła, że już jednak rodziny wiedziały, że ona wie. A na pewno wiedziała Isabella – po tej kłótni jaka miała z Saurielem w salonie domu nawet się nie łudziła, że Isabella nie wiedziała. Tutaj za to było ciągle to o co się obawiała: o to, co zgotuje synowi ojciec po tym, jak już wyciągnie go z aresztu. Czy raczej – co zgotował o ile cokolwiek… ale znając temperament jednego i drugiego, coś na pewno się wydarzyło. I to było coś, co też zaprzątało myśli Victorii. Kiwnęła więc tylko głową na propozycje Anny, by ją zaprowadziła – nie chciała się tu jakoś kręcić sama, za mało znała ten dom.
- Nie wiedziałam, że coś mówił. To bardzo miłe – uśmiechnęła się nawet, czego być może matka Sauriela nie widziała. Kwiaty były dla niej naprawdę ważne, a tyle sezonów pracy poszło się… - Och, bardzo chętnie. Znaczy bardzo chętnie przyjdę na herbatę – i po kwiatki rzecz jasna, ale no… pewnie miałoby było spędzić chwilę czasu z Anną. Nawet jeśli gdzieś tam w tle miałby się czaić zwykle naburmuszony wampir. To nawet… nawet urocze. - Nie trzeba dzisiaj, już i tak nadwyrężam gościnność – mogła wpaść po nie na przykład jutro, już normalnie umówiona. No chyba że Anna chciała, to kim była by jej tego odmawiać. - Mogę po nie przyjść jutro, albo w jakimś innym odpowiedniejszym momencie – zaproponowała.
Victoria z kolei nigdy nie była nazbyt wylewna osoba, nie pchała rąk do ludzi to i łatwiej przyszło jej trzymanie rąk przy sobie, pilnowanie by przypadkiem nie dotknąć drugiej osoby i tym samym nie sprawić dyskomfortu swoim chłodem. Sauriel był… w tym wypadku naprawdę wyjątkiem, który by się nie wzdrygnal na jej przypadkowy dotyk. Co zabawne – Tori była podobna do swojej matki. Może nie skóra zdjęta z człowieka, ale faktycznie były podobne do siebie z wyglądu. Obie o ciemnych oczach, ciemnych włosach, podobnie prosty nos, nawet usta. Nieco bardziej oliwkowa skóra była jednak z pewnością po linii ojca od przodków wywodzących się z Francji. Jednak nie, z charakteru… nie były takie same. Ale czy na pewno? Na pewno miały zupełnie różne podejście do życia.
- Nie przeszkadza mi to aż tak – przyznała Annie zresztą zgodnie z prawdą. Całkiem lubiła nocne dyżury. Zresztą była bardzo obowiązkowa i serio podchodziła do… chyba wszystkiego, czego się podejmowała. - Chyba wszędzie wszyscy robią teraz nadgodziny – jej ojciec w Mungu to samo. Nawet Isabella kilka razy dłużej zostawała w Ministerstwie, choć jej praca w Departamencie Skarbu nie mogła się równać zapierdolu jaki mieli w szpitalu i w Departamencie Przestrzegania Prawa.
Widziała, że Anna jest trochę spięta. Mogła się tylko domyślać, że musiało chodzić o Sauriela, zwłaszcza wtedy, kiedy się zajaknęła. Nie wiedziała, ile wiedziała Anna – o tym, że Victoria wiedziała, że Sauriel odwalił i skończył w areszcie, ba, że sama otwierała jego celę i że to ona wysyłała do nich sowę. Za to była pewna, że nie wiedziała, że Sauriel przyznał się Victorii do tego, jak traktuje go ojciec, co dzieje się w domu, dlaczego został wampirem… bo tak po prawdzie to nie wątpiła, że już jednak rodziny wiedziały, że ona wie. A na pewno wiedziała Isabella – po tej kłótni jaka miała z Saurielem w salonie domu nawet się nie łudziła, że Isabella nie wiedziała. Tutaj za to było ciągle to o co się obawiała: o to, co zgotuje synowi ojciec po tym, jak już wyciągnie go z aresztu. Czy raczej – co zgotował o ile cokolwiek… ale znając temperament jednego i drugiego, coś na pewno się wydarzyło. I to było coś, co też zaprzątało myśli Victorii. Kiwnęła więc tylko głową na propozycje Anny, by ją zaprowadziła – nie chciała się tu jakoś kręcić sama, za mało znała ten dom.
- Nie wiedziałam, że coś mówił. To bardzo miłe – uśmiechnęła się nawet, czego być może matka Sauriela nie widziała. Kwiaty były dla niej naprawdę ważne, a tyle sezonów pracy poszło się… - Och, bardzo chętnie. Znaczy bardzo chętnie przyjdę na herbatę – i po kwiatki rzecz jasna, ale no… pewnie miałoby było spędzić chwilę czasu z Anną. Nawet jeśli gdzieś tam w tle miałby się czaić zwykle naburmuszony wampir. To nawet… nawet urocze. - Nie trzeba dzisiaj, już i tak nadwyrężam gościnność – mogła wpaść po nie na przykład jutro, już normalnie umówiona. No chyba że Anna chciała, to kim była by jej tego odmawiać. - Mogę po nie przyjść jutro, albo w jakimś innym odpowiedniejszym momencie – zaproponowała.