21.07.2023, 00:32 ✶
Pióro śmigało po papierze, kiedy Darcy zapisywał kolejne słowa. Było tu trochę standardowych formułek, jakie zwykle wygłaszali przedstawiciele Ministerstwa, ale było też trochę wypowiedzi, na które nie każdy by się zdecydował. A w dodatku wygłaszał ja Erik, który cieszył się pewną popularnością i był osobą dość rozpoznawalną.
To wszystko czyniło potencjalny artykuł ciekawszym.
Erika czyniło potencjalnym celem, ale co to obchodziło Lockharta? W końcu sam to wszystko powiedział. I to wcale nie dlatego, że Darcy wyciągnął te wypowiedzi podstępem.
- To… eee… zdaje się, całkiem wyczerpujące. Na tyle, na ile to możliwe – powiedział, odnośnie wytłumaczeń i tego, na ile są wyczerpujące. Zastanawiał się też, czy powinien wykorzystać i wyolbrzymić stwierdzenie, że Brygada i aurorzy często aresztowują płotki. Nie zdecydował jeszcze w stu procentach, w jakim świetle przedstawić Ministerstwo, i czy działania na Beltane ocenić jako zadawalające, czy fatalne. A może powinien zachować – jak rzadko – pełen obiektywizm i przedstawić to tylko w formie wywiadu?
Mógłby zmanipulować ten artykuł i to bardzo. Nie raz już to robił.
Przed paskudnymi sztuczkami, a przynajmniej tymi najpaskudniejszymi, miało powstrzymać go głównie wspomnienie fragmentów kończyn, które jego siostra wrzucała do worka.
- Mogę zrobić zdjęcie? – poprosił jeszcze, a jeżeli dostał zgodę, uniósł aparat i sfotografował Longbottoma. Miał już sporo zdjęć z akcji ratowniczej, ale wywiad z Erikiem powinien być opatrzony jego fotografiami. Trzema najlepiej – z balu Longbottomów, gdy był wystrojony, jakimś „normalnym” oraz tym, w brudnym mundurze, z opuchniętą twarzą. W ten sposób zrobi to większe wrażenie.
– Bardzo dziękuję za rozmowę, panie Longbottom. W swoim imieniu i imieniu wszystkich czarodziejów, którzy zastanawiają się, co działo się na tej polanie. Zadbam, aby dostał pan numer Proroka, w którym pojawią się te… informacje.
Nie sądził, że wyciągnie coś więcej, a miał już w tej chwili naprawdę dużo doskonałych materiałów. Pożegnał się więc z Erikiem, a potem czmychnął – pomyszkować i popodsłuchiwać jeszcze tu i ówdzie, bo to nie zaszkodzi, prawda?
To wszystko czyniło potencjalny artykuł ciekawszym.
Erika czyniło potencjalnym celem, ale co to obchodziło Lockharta? W końcu sam to wszystko powiedział. I to wcale nie dlatego, że Darcy wyciągnął te wypowiedzi podstępem.
- To… eee… zdaje się, całkiem wyczerpujące. Na tyle, na ile to możliwe – powiedział, odnośnie wytłumaczeń i tego, na ile są wyczerpujące. Zastanawiał się też, czy powinien wykorzystać i wyolbrzymić stwierdzenie, że Brygada i aurorzy często aresztowują płotki. Nie zdecydował jeszcze w stu procentach, w jakim świetle przedstawić Ministerstwo, i czy działania na Beltane ocenić jako zadawalające, czy fatalne. A może powinien zachować – jak rzadko – pełen obiektywizm i przedstawić to tylko w formie wywiadu?
Mógłby zmanipulować ten artykuł i to bardzo. Nie raz już to robił.
Przed paskudnymi sztuczkami, a przynajmniej tymi najpaskudniejszymi, miało powstrzymać go głównie wspomnienie fragmentów kończyn, które jego siostra wrzucała do worka.
- Mogę zrobić zdjęcie? – poprosił jeszcze, a jeżeli dostał zgodę, uniósł aparat i sfotografował Longbottoma. Miał już sporo zdjęć z akcji ratowniczej, ale wywiad z Erikiem powinien być opatrzony jego fotografiami. Trzema najlepiej – z balu Longbottomów, gdy był wystrojony, jakimś „normalnym” oraz tym, w brudnym mundurze, z opuchniętą twarzą. W ten sposób zrobi to większe wrażenie.
– Bardzo dziękuję za rozmowę, panie Longbottom. W swoim imieniu i imieniu wszystkich czarodziejów, którzy zastanawiają się, co działo się na tej polanie. Zadbam, aby dostał pan numer Proroka, w którym pojawią się te… informacje.
Nie sądził, że wyciągnie coś więcej, a miał już w tej chwili naprawdę dużo doskonałych materiałów. Pożegnał się więc z Erikiem, a potem czmychnął – pomyszkować i popodsłuchiwać jeszcze tu i ówdzie, bo to nie zaszkodzi, prawda?