Jeśli w życiu faktycznie były takie chwile, gdy czas momentalnie zwalniał, a człowiek musiał wybrać pomiędzy dwoma drastycznie od siebie różnymi ścieżkami, to ta krótka wymiana zdań z Darcym zdecydowanie była dla Erika swego rodzaju próbą. Mógł ograniczyć się do wymijających komentarzy, skupić się na faktach i tego, co Lockhart miał przed sobą. Konsekwencje potyczki z siłami Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać wydawały się mówić same za siebie. Coś jednak należało zrobić.
Brawura była cechą charakterystyczną lwiej części wychowanków Gryffindoru, jednak w tym momencie Longbottom czuł, że musi coś powiedzieć. Coś od serca, a nie przesadnię wymijającą i uspokajającą przemowę, jaką zapewne wygłosiliby rzecznicy prasowi Ministerstwa Magii. Ludzie nie byli ślepi; czytali gazety, słuchali radia, a przede wszystkim rozmawiali ze sobą i widzieli, co się dzieje na ulicach Londynu i większych osad czarodziejów. Zagrożenie ze strony Śmierciożerców towarzyszyło im od kilku dobrych lat, jednak zdawało się trzymać na odległość. Teraz jednak nagle przyspieszyło, więc i oni powinni wyjść mu naprzeciw.
— Ujmę to tak — odchrząknął znacząco, zanim kontynuował swoją przemowę. — „Wiele wskazuje na to, że działania Czarnego Pana, które miały miejsce na Polanie Ognisk podczas obchodów Beltane mogły zaburzyć naturalny porządek rzeczy, prowadząc do problemów natury magicznej na tle magii żywiołów oraz zaklęć translokacyjnych na terenach Doliny Godryka, gdzie rozegrało się starcie zwolenników czarnoksiężnika z siłami bezpieczeństwa Ministerstwa Magii”. Czy takie wytłumaczenie pańska redakcja uzna za wystarczająco?
Nie wiedział za wiele na temat problemów pogodowych, jakie wystąpiły pod koniec ich walki. Ciężko też było jednoznacznie wskazać winnego. Śmierciożercy? Zabezpieczenia kowenu? Ogólny chaos w święto Beltane? A może to pracownicy Ministerstwa Magii i sojusznicy Zakonu w jakiś sposób przywołali tę wichurę – zupełnie nieświadomie? Pokręcił głową. To był najlepszy komentarz, jaki mógł w tej chwili z siebie wydusić. Szczegóły będą musiały poczekać do czasu, aż ustalenia służb trafią do opinii publicznej.
— Owszem, stale prowadzimy działania mające na celu pochwycenie Czarnego Pana, jak i jego najbliższych zwolenników — zawiesił na moment głos, bijąc się z myślami. Nie była to wprawdzie żadna wielka tajemnica. Każdy, kto przykładał większą uwagę do doniesień prasowych i lubił teoretyzować, mógłby dojść do podobnych wniosków. — Należy jednak mieć na uwadze, że nawet jeśli dokonujemy aresztowań, złapani ludzie niekoniecznie mają znaczenie dla głównego śledztwa. Czasami są to, jakby to powiedzieć... płotki. Ludzie praktycznie, że wzięci z ulicy, którzy z powodu nienawiści wobec określonych osób czy grup zdecydowali się na agresywne działania, a w gruncie rzeczy nie są w stanie popchnąć działań Ministerstwa do przodu. — Przełknął głośno ślinę, drapiąc się po policzku. — Brygada Uderzeniowa, jak i Biuro Aurorów wspólnie pracuje nad tym, aby jak najbardziej uprościć kwestie formalne. Zależy nam na konkretnych działaniach, szybkiej mobilizacji, a przede wszystkim współpracy między działami, aby móc jak najbardziej efektywnie zajmować się kolejnymi zleceniami.
Zamyślił się na moment. Co właściwie mógł powiedzieć na temat tego, co spotkało go personalnie? Chciał skierować uwagę publiki na Śmierciożerców i negatywne skutki ich działalności, ale nie mógł też wyjawiać tajemnic służbowych na prawo i lewo, czy dzielić się informacjami z innych źródeł. Poza tym chwalenie się tym, że wraz z Heather i Charlesem walczyli z jednym Śmierciożercą, nie było czymś, co miał w planach.
— Pomimo odniesionych strat, zabezpieczenia, jakie wprowadziliśmy przed głównymi obchodami, okazały się w wielu aspektach pomocne. Dzięki temu zdołaliśmy ułatwić ucieczkę cywilom i zdobyć dla nich dodatkowy czas, zanim dotarli do nich przeciwnicy — skomentował w końcu.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞