Odetchnął z ulgą, gdy Brenna zabrała z niego kurę i przekazała go swojemu towarzyszowi. Momentalnie odsunął się na kilka kroków od nich, co by znaleźć się w bezpiecznej odległości. Czy pod tymi piórami faktycznie skrywał się animag? Jakiś straumatyzowany czarodziej, który nie mógł wrócić do ludzkiej postaci po tym, czego doświadczył podczas Beltane?
— Och, jajecznica byłaby dobra... Z przysmażonym bekonem albo skwarkami. Dobrze, że to nie nikt eee z czarodziejów, co nie? Może wywiało ją z jakiegoś kurnika w Do... — Odskoczył, gdy O'Dwyer podsunął mu kurę. Zaczął machać rękami w geście protestu. — O nienienienie! Ja podziękuję. N-nora, może ty?
Spojrzał błagalnie na kobietę, licząc, że i tym razem wybawi go z opresji. Aż dotąd radziła sobie wręcz wyśmienicie, więc nie powinna przerywać passy. Wycelował palcem w kurę, a potem wskazał blondynkę. No dalej, idź do niej, pomyślał. Ptaszor przekręcił głowę, zerkając to na niego, to na pannę Figg, aż w końcu zaczął się ku niej wyrywać. Oby Vincent nie chciał sobie dalej robić żartów! Kurę ewidentnie ciągnęło do Nory...
— Na moje to dobry plan. To ty pracujesz w Ministerstwie — skomentował w stronę Brenny, jakby ten fakt wszystko wyjaśniał. — Wprawdzie na drodze nie spotkaliśmy już nikogo, ale może tobie uda się coś znaleźć.
Cieszył się z tego, że znalazła ich grupa poszukiwawcza. Przynajmniej mieli pewność, że zmierzali w dobrym kierunku. Cameron nie czuł się jednak w obowiązku, aby krążyć w tym stanie po lesie w poszukiwaniu innych osób, którym potencjalnie mogło się coś stać. Przede wszystkim musiał wrócić na polanę i dowiedzieć się, czy z Charlesem i Heather było wszystko w porządku. Nie wspominając już o tym, że gdy ostatnio próbował komuś pomóc wraz z Norą, to nieświadomi włączyli się w trójstronny konflikt między duchem, nieumarłym a wiedźmą. Wolał nie powtarzać tego po raz drugi w ciągu w najbliższym czasie. Poza tym Brenna była zdecydowanie lepiej przygotowana do tego, aby pracować w tak niecodziennych warunkach.
— Długo się idzie spod waszej posiadłości na polanę? — spytał, zerkając kątem oka na Longbottom. Nie był stałym gościem w rezydencji, a ciężko było mu określić, ile mógłby im zająć szybki spacer z wioski na Polanę. — M-muszę zobaczyć, co z Heather i... Julkiem.
Nie miał zamiaru dać się namówić na to, aby wrócić do Londynu. Poza tym, jeśli sytuacja faktycznie była tak dramatyczna, jak mówili, to na miejscu pewnie już czekało kilka osób ze św. Munga. Tam będą mogli otrzymać odpowiednią opiekę po tej pełnej wrażeń nocy, a być może też pomóc w organizowaniu wsparcia na polanie. Tak, to był dobry plan. Lepszy niż siedzenie samemu w mieszkaniu, gdy wszyscy byli w Dolinie.