17.07.2023, 09:26 ✶
Victoria nie miała powodu jej atakować. A Brenna ją lubiła: równie mocno jak w Hogwarcie. Stawała się jednak powoli kimś, kto spodziewał się ataku z każdej strony. Ciężar poczucia odpowiedzialności nie tylko za swoje bezpieczeństwo sprawiał, że rodziła się w niej paranoja, starannie skrywana przed światem, ale obecna.
- Polecę do Ministerstwa, a potem ruszę jego tropem - zdecydowała Brenna. Ślad był świeży, prawdopodobnie krwawił, jako wilk powinna mieć szansę na jego znalezienie. - O ile już nie wrócił do wioski.
W końcu jeżeli zdołał uciec, najrozsądniej było pognać z powrotem do serca Doliny Godryka. Gorzej, że zapewne opowiadał tam już, jak umknął przed strasznymi potworami, które pojawiły się w Kniei Godryka.
Może i lepiej.
W Kniei naprawdę działy się teraz złe rzeczy. Przechodziły i na tę niemagiczną część lasu. Jeżeli mugole będą się bali... będą bezpieczniejsi.
Uśmiechnęła się tylko jeszcze szerzej na pytanie Victorii. Gdyby to było o Brygadzistach, powiedziałaby "dziewięć", ale ta interpretacja też była dobra - ot Brenna piła do tej trójki, która czasem obrastała futrem, więc do siebie, Erika oraz Thomasa.
- Tak, chyba ten dzień z kwietnia, kiedy wpadłam do apteki na Pokątnej zalana krwią, w porwanym mundurze, przebije to błoto i odrobinkę krwi - przyznała Lestrange rację. Brenna, na całe szczęście, przyjmowała świat takim, jakim był. O własną opinię dbała minimalnie, głównie w tym zakresie, w jakim mogło to wpłynąć na jej rodzinę. Ostatecznie jednak pracowała w Brygadzie, więc jeżeli pojawi się cała uwalana błotem, to koledzy i koleżanki muszą to zaakceptować i tyle. Ci z działu likwidacji niebezpiecznych stworzeń takoż.
- Uważaj, bo złapię cię za słowo i naprawdę pewnego dnia stanę na twoim progu, by zabrać się do Zakazanego Lasu - parsknęła. Wydobyła z kieszeni chusteczkę - czystą na szczęście, a raczej prawie czystą - i przynajmniej do końca oczyściła twarz. Wyglądała jednak wciąż przy Victorii, która zdołała oczyścić tę odrobinę... syfu z siebie za pomocą różdżki, jak potwór z bagien. Albo wiedźma z bagien przy pięknej księżniczce. - A, swoją drogą... to prawda, że nie przekazano wam, co działo się na zebraniu przed Beltane?
Zerknęła na Lestrange nieco uważniej. Jaki miała cel w tym pytaniu...? Cóż... pewien miała. Kierowała ją nie tylko ciekawość, bo Mavelle rozmawiała trochę z Vici podczas ich patrolu, ale też ukryte motywy.
- Polecę do Ministerstwa, a potem ruszę jego tropem - zdecydowała Brenna. Ślad był świeży, prawdopodobnie krwawił, jako wilk powinna mieć szansę na jego znalezienie. - O ile już nie wrócił do wioski.
W końcu jeżeli zdołał uciec, najrozsądniej było pognać z powrotem do serca Doliny Godryka. Gorzej, że zapewne opowiadał tam już, jak umknął przed strasznymi potworami, które pojawiły się w Kniei Godryka.
Może i lepiej.
W Kniei naprawdę działy się teraz złe rzeczy. Przechodziły i na tę niemagiczną część lasu. Jeżeli mugole będą się bali... będą bezpieczniejsi.
Uśmiechnęła się tylko jeszcze szerzej na pytanie Victorii. Gdyby to było o Brygadzistach, powiedziałaby "dziewięć", ale ta interpretacja też była dobra - ot Brenna piła do tej trójki, która czasem obrastała futrem, więc do siebie, Erika oraz Thomasa.
- Tak, chyba ten dzień z kwietnia, kiedy wpadłam do apteki na Pokątnej zalana krwią, w porwanym mundurze, przebije to błoto i odrobinkę krwi - przyznała Lestrange rację. Brenna, na całe szczęście, przyjmowała świat takim, jakim był. O własną opinię dbała minimalnie, głównie w tym zakresie, w jakim mogło to wpłynąć na jej rodzinę. Ostatecznie jednak pracowała w Brygadzie, więc jeżeli pojawi się cała uwalana błotem, to koledzy i koleżanki muszą to zaakceptować i tyle. Ci z działu likwidacji niebezpiecznych stworzeń takoż.
- Uważaj, bo złapię cię za słowo i naprawdę pewnego dnia stanę na twoim progu, by zabrać się do Zakazanego Lasu - parsknęła. Wydobyła z kieszeni chusteczkę - czystą na szczęście, a raczej prawie czystą - i przynajmniej do końca oczyściła twarz. Wyglądała jednak wciąż przy Victorii, która zdołała oczyścić tę odrobinę... syfu z siebie za pomocą różdżki, jak potwór z bagien. Albo wiedźma z bagien przy pięknej księżniczce. - A, swoją drogą... to prawda, że nie przekazano wam, co działo się na zebraniu przed Beltane?
Zerknęła na Lestrange nieco uważniej. Jaki miała cel w tym pytaniu...? Cóż... pewien miała. Kierowała ją nie tylko ciekawość, bo Mavelle rozmawiała trochę z Vici podczas ich patrolu, ale też ukryte motywy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.