16.07.2023, 18:15 ✶
Bogowie.
To było mocne. Bardzo mocne. Chociaż Darcy zewnętrznie zachowywał pełen profesjonalizm, w środku walczył sam ze sobą. Czy mógł o tym napisać? Czy chciał o tym napisać? Oczywiście, przedstawiłby to jako wywiad albo komentarz Erika Longbottoma (on naprawdę chciał podpisać to swoim nazwiskiem, ci Longbottomowie naprawdę byli albo bardzo odważni, albo bardzo głupi, nic dziwnego, że wszyscy trafiali do Gryffindoru!), nie własne zdanie. Ale czy to, że tekst nie będzie zawierał jego opinii, że on zachowa pełen obiektywizm, wystarczy, aby nie wkurwił śmierciożerców?
Z drugiej strony, po tym wszystkim, co tutaj się stało, chyba nie spodziewali się pozytywnej prasy.
– Czyli… pańskim zdaniem… Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zrobił coś, przez co pogoda oszalała – powtórzył Darcy, jakby chciał się upewnić, czy dobrze pojmuje słowa Erika. I przy okazji dać mu szansę na ewentualne wycofanie się, bo bardzo nie chciał pozwu pt. Przeinaczyłeś Moje Słowa, jeżeli zdecyduje się napisać ten artykuł.
Nagle trafiła go myśl, że może zrobiłoby to wrażenie na Eunice. Gdyby wszyscy mówili o jego tekście. I może jego teksty byłyby lepiej płatne? Mógłby kupić jej przyzwoity prezent urodzinowy.
Z nowym zdecydowaniem spojrzał na Erika. Tak! Napisze ten artykuł! I będzie o nim mówić cała Wielka Brytania!!!
– Ministerstwo, zdaje się, poluje na Tego, Którego Imienia Nie Wolno wymawiać oraz śmierciożerców. Chociaż zdaniem wielu brakuje w tym… odrobiny zdecydowania – powiedział. Może odnosił się do Minister Magii, którą oskarżano cicho i nieco głośniej o to, że nie jest przywódczynią na trudne czasy. A może tylko próbował sprowokować Erika, aby powiedział coś więcej?
Notował każde słowo. I nawet nie ubarwiał, nie przekręcał, bo wypowiedź sama w sobie była mocna, kontrowersyjna, a gdyby Darcy nie był takim tchórzem, może nawet by się z nimi zgodził. Lubił sabaty. Był stosunkowo wierzący. Robiło mu się niedobrze na myśl o tym, jak niewiele brakowało, aby był jedną z osób, które uciekały w Knieję, w poszukiwaniu schronienia. Teraz nagle nie czuł się bezpiecznie. A nie tylko nie był szlamą, jego rodzice, dziadkowie i pradziadkowie też byli czarodziejami. Rodziny, z których się wywodził, nie były może szlachetne, tu czy tam ktoś poślubił jakąś szlamę i nie został wydziedziczony, ale nawet wedle standardów śmierciożerców powinny być „akceptowalne”…
Tak przynajmniej Lockhart dotąd sądził.
– Jeżeli taki był ich cel to… intrygujące – przyznał jednak tylko dyplomatycznie. Nie pojmował. Wciąż nie pojmował, po co ten cały atak. Czy Voldemort uznał, że przejęcie władzy w obecny sposób przebiega za wolno i postanowił zastraszyć społeczeństwo? Całe? – Czy chce pan coś jeszcze dodać? Może wspomnieć o przebiegu akcji? – spytał, już nawet nie uciekając się do podstępów czy podchodów. Erik sam, dobrowolnie, bez podsłuchiwania i sztuczek, dostarczył mu lepszego materiału niż Darcy śmiał mieć nadzieję, że zdobędzie.
To było mocne. Bardzo mocne. Chociaż Darcy zewnętrznie zachowywał pełen profesjonalizm, w środku walczył sam ze sobą. Czy mógł o tym napisać? Czy chciał o tym napisać? Oczywiście, przedstawiłby to jako wywiad albo komentarz Erika Longbottoma (on naprawdę chciał podpisać to swoim nazwiskiem, ci Longbottomowie naprawdę byli albo bardzo odważni, albo bardzo głupi, nic dziwnego, że wszyscy trafiali do Gryffindoru!), nie własne zdanie. Ale czy to, że tekst nie będzie zawierał jego opinii, że on zachowa pełen obiektywizm, wystarczy, aby nie wkurwił śmierciożerców?
Z drugiej strony, po tym wszystkim, co tutaj się stało, chyba nie spodziewali się pozytywnej prasy.
– Czyli… pańskim zdaniem… Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zrobił coś, przez co pogoda oszalała – powtórzył Darcy, jakby chciał się upewnić, czy dobrze pojmuje słowa Erika. I przy okazji dać mu szansę na ewentualne wycofanie się, bo bardzo nie chciał pozwu pt. Przeinaczyłeś Moje Słowa, jeżeli zdecyduje się napisać ten artykuł.
Nagle trafiła go myśl, że może zrobiłoby to wrażenie na Eunice. Gdyby wszyscy mówili o jego tekście. I może jego teksty byłyby lepiej płatne? Mógłby kupić jej przyzwoity prezent urodzinowy.
Z nowym zdecydowaniem spojrzał na Erika. Tak! Napisze ten artykuł! I będzie o nim mówić cała Wielka Brytania!!!
– Ministerstwo, zdaje się, poluje na Tego, Którego Imienia Nie Wolno wymawiać oraz śmierciożerców. Chociaż zdaniem wielu brakuje w tym… odrobiny zdecydowania – powiedział. Może odnosił się do Minister Magii, którą oskarżano cicho i nieco głośniej o to, że nie jest przywódczynią na trudne czasy. A może tylko próbował sprowokować Erika, aby powiedział coś więcej?
Notował każde słowo. I nawet nie ubarwiał, nie przekręcał, bo wypowiedź sama w sobie była mocna, kontrowersyjna, a gdyby Darcy nie był takim tchórzem, może nawet by się z nimi zgodził. Lubił sabaty. Był stosunkowo wierzący. Robiło mu się niedobrze na myśl o tym, jak niewiele brakowało, aby był jedną z osób, które uciekały w Knieję, w poszukiwaniu schronienia. Teraz nagle nie czuł się bezpiecznie. A nie tylko nie był szlamą, jego rodzice, dziadkowie i pradziadkowie też byli czarodziejami. Rodziny, z których się wywodził, nie były może szlachetne, tu czy tam ktoś poślubił jakąś szlamę i nie został wydziedziczony, ale nawet wedle standardów śmierciożerców powinny być „akceptowalne”…
Tak przynajmniej Lockhart dotąd sądził.
– Jeżeli taki był ich cel to… intrygujące – przyznał jednak tylko dyplomatycznie. Nie pojmował. Wciąż nie pojmował, po co ten cały atak. Czy Voldemort uznał, że przejęcie władzy w obecny sposób przebiega za wolno i postanowił zastraszyć społeczeństwo? Całe? – Czy chce pan coś jeszcze dodać? Może wspomnieć o przebiegu akcji? – spytał, już nawet nie uciekając się do podstępów czy podchodów. Erik sam, dobrowolnie, bez podsłuchiwania i sztuczek, dostarczył mu lepszego materiału niż Darcy śmiał mieć nadzieję, że zdobędzie.